Cezary Kulesza potwierdził, że Jan Urban, mimo braku awansu na mundial, będzie dalej pracował z reprezentacją Polski. Selekcjoner w ostatnich miesiącach dał wystarczająco dużo powodów, by dać mu szansę poprowadzić drużynę w pełnym cyklu eliminacyjnym. Jednocześnie wiemy już, na jakie pytania Urban będzie musiał znaleźć odpowiedź, zanim walka o Euro się zacznie. Urban przejął zespół […]

Cezary Kulesza potwierdził, że Jan Urban, mimo braku awansu na mundial, będzie dalej pracował z reprezentacją Polski. Selekcjoner w ostatnich miesiącach dał wystarczająco dużo powodów, by dać mu szansę poprowadzić drużynę w pełnym cyklu eliminacyjnym. Jednocześnie wiemy już, na jakie pytania Urban będzie musiał znaleźć odpowiedź, zanim walka o Euro się zacznie.
Urban przejął zespół w trakcie eliminacji do mistrzostw świata i wykonał zadanie, jakim było zajęcie drugiego miejsca w grupie. To nie był czas na eksperymenty – po porażce z Finlandią za Michała Probierza sytuacja była taka, że każde kolejne potknięcie mogło mocno skomplikować naszą sytuację (finalnie przewaga Biało-Czerwonych nad Finami była spora, ale naiwnym byłoby wtedy brać taki scenariusz za pewnik). Musiał więc po prostu wyciągnąć najlepsze z tego, co zastał.
Teraz zmiany wydają się wręcz nieuniknione. Jeśli Robert Lewandowski ogłosi, że nie zagra już więcej w koszulce z orłem na piersi, kolejny cykl eliminacyjny może być cezurą w najnowszej historii reprezentacji Polski, rozpoczęciem zupełnie nowego etapu. Jednak ewentualne zastąpienie najlepszego strzelca w historii kadry to nie jedyne wyzwanie przed jakim stoi dziś selekcjoner. Jakie są pozostałe?
Wyzwanie nr 1 – Potencjalny koniec kariery Lewandowskiego
Nie jedyne, ale prawdopodobnie najważniejsze i być może najtrudniejsze, więc nie wypada od niego nie zacząć. Na razie Lewandowski żadnej decyzji nie podjął, a przynajmniej jej nie ogłosił, natomiast w ciągu lat przyzwyczaił, że jego reakcje rzadko kiedy są przypadkowe. A że te po meczu z Albanią na Stadionie Narodowym czy po wyjazdowym spotkaniu ze Szwecją miały swoją wymowę, nie wykluczalibyśmy scenariusza, w którym „Lewy” rzeczywiście pożegna się z kadrą.
I cóż, choć wiedzieliśmy od pewnego czasu, że ten moment się zbliża, to gdy już zamajaczył na horyzoncie, trudno powiedzieć, byśmy byli na niego gotowi. Porównajmy to do sytuacji w reprezentacji Portugalii – wokół niej trwa dyskusja czy Cristiano Ronaldo, postać pomnikowa, gra wyłącznie za zasługi, zabierając miejsce utalentowanym młodszym kolegom. W przypadku polskiej kadry podobny temat nie istnieje, bo nie ma wątpliwości, że „Lewy” zwyczajnie wciąż jest najlepszym dostępnym polskim napastnikiem.

Robert Lewandowski po meczu ze Szwecją w finale baraży do mundialu 2026
Trudno powiedzieć, by ktoś na niego, nawet jeśli to już nie ten „Lewy” co kiedyś , mocno naciskał. Karol Świderski i Krzysztof Piątek są w kadrze od lat, bywają w niej przydatni, natomiast w wieku, w którym Lewandowski ładował w Bayernie jak na zawołanie, ta dwójka zdaje się być już na fali opadającej – pierwszy musi nas przekonywać, że liga katarska nie jest tak słaba, jak się o niej mówi, drugi radzi sobie przeciętnie w przeciętnym europejskim klubie, jakim jest obecnie Panathinaikos. W lidze z TOP 5 mamy Adama Buksę, ale strzelił tam dwa gole.
Jeśli nie oni, to kto? W pewnym momencie Urban kogoś z tej trójki nie zaprosi na zgrupowanie. Na kogo postawi wtedy? Na Mateusza Żukowskiego, który ostatnio rozstrzelał się, ale jednak na poziomie 2. Bundesligi? Na młodego Marcela Regułę, który zdradza duży talent, ale na razie przeplata dobre mecze z gorszymi w Zagłębiu Lubin? A może na Karola Czubaka, który regularnie strzela gole dla Motoru Lublin, ale wcześniej odbił się od ligi belgijskiej? Każdy z tych wyborów nazwalibyśmy tyle odważnym, co ryzykownym. I na pewno wynikającym z niedostatku, a nie bogactwa.
Oczywiście nie można też wykluczyć, że Urban wyciągnie kogoś z kapelusza niczym Adam Nawałka Krzysztofa Mączyńskiego. Jednak sam fakt, że oczekujemy od selekcjonera czarów wiele mówi o sytuacji wśród polskich napastników.
Paradoksalnie, jeśli Lewandowski postanowi kontynuować karierę do Euro 2028, to niewykluczone, że również będzie to dla Urbana pewnym wyzwaniem. Bo choć „Lewy” to wciąż klasa sama w sobie, to spadek jego formy w porównaniu do poprzednich lat jest wyraźny. Jeśli tendencja się utrzyma, selekcjoner może stanąć przed dylematem: jak zarządzać legendą, która nie daje już drużynie tyle, co kiedyś.
Wyzwanie nr 2 – Ogarnięcie obrony
Gdyby nie seria błędów w defensywie w meczu ze Szwecją, niewykluczone, że dziś odliczalibyśmy dni do pierwszego meczu Polaków na czerwcowym mundialu. Jan Urban poprawił grę ofensywną po Michale Probierzu, ale raczej nie powiemy, że zaszła wyraźna zmiana na plus, jeśli chodzi o obronę. Polska jak nie była, tak nadal nie jest w tyłach monolitem.

Jan Bednarek i Jakub Kiwior
I jest to rzecz, nad którą selekcjoner będzie musiał się pochylić, bo trudno zrzucać problem na jakość samych zawodników, skoro choćby para Bednarek – Kiwior nazywana jest w Portugalii „polskim murem”. Oczywiście, z Albanią Bednarek popełnił błąd, za który trudno winić trenera, natomiast były też w tym meczu inne sytuacje, które wydarzyć się nie powinny. Pomyłek nie ustrzegliśmy się też w meczu ze Szwecją. Przy decydującym, trzecim golu dla rywala to była zresztą katastrofa w wykonaniu szeregu piłkarzy. Kierowanie się zasadą „strzelić jedną bramkę więcej niż przeciwnik” to nie najlepsza taktyka we współczesnej piłce. Szczególnie na wielkich turniejach skuteczna defensywa to podstawa sukcesu.
Dramat w dziesięciu aktach. Trzeciego gola Szwedzi dostali w prezencie
Zrozumiałe, że Urban nie chciał kombinować w trakcie eliminacji, natomiast teraz pewien cykl się zamknął. Jeśli miał w głowie koncepcje, które chciał przetestować, ale testować nie miał czasu – będzie miał od tego selekcjonerski poligon doświadczalny, czyli mecze towarzyskie i Ligę Narodów. To może być dobry moment na sprawdzenie ustawienia z czwórką obrońców do którego, co sam przyznawał, od początku go ciągnęło.
Tutaj jednak płynnie przechodzimy do kolejnej kwestii.
Wyzwanie nr 3 – Znalezienie balansu
A jest nią znalezienie odpowiedniej równowagi pomiędzy ofensywą, a defensywą. Jan Urban nie ukrywa, że jest zwolennikiem gry „na tak”. Jego wybory personalne jednoznacznie świadczą o tym, że chce, by jego zespół atakował. Jednak w takim meczu jak ze Szwecją to nastawienie w pewien sposób się na nas zemściło.
Polacy w końcówce spotkania zawzięcie napierali, Szwedzi zaś podeszli do tematu pragmatycznie i wycisnęli maksa ze swojej najlepszej okazji. Trudno odmówić logiki ich podejściu, skoro utrata gola na tamtym etapie oznaczała koniec marzeń o mundialu, zaś niestrzelenie bramki – znacznie mniejsze ryzyko w postaci dogrywki. Oczywiście, nie zamierzamy ganić Biało-Czerwonych za to, że zdominowali przeciwnika i chcieli jak najszybciej go pokonać. W meczu o taką stawkę należy się też jednak wykazać pewną dojrzałością – gdyby Polacy w końcówce nieco uspokoili grę, być może zachowali nieco więcej sił lub wprowadzili z ławki defensywne posiłki i dotrwali do dogrywki, dostaliby dodatkowe pół godziny, by znowu nacisnąć rywala. Ostatecznie ofensywnie nastawieni zawodnicy jak Pietuszewski i Zalewski nie pomogli zażegnać zagrożenia w kluczowym momencie.

Sebastian Szymański w objęciach Jana Urbana po meczu ze Szwecją
I żeby było jasne: nie jesteśmy z tych, którzy tęsknią za siermiężną, lecz skuteczną piłką z czasów Jerzego Brzęczka, ani tym bardziej za oglądaniem wypalającej oczy kopaniny jaką na mundialu w Katarze zaprezentowała kadra Czesława Michniewicza.
Z drugiej strony, nie wzdychamy też do Paulo Sousy, którego drużyna, owszem, z przodu momentami wyglądała imponująco, za to można było w ciemno zakładać, że rywal (nawet bardzo słaby) też ją zrani. Od czasów Adama Nawałki nie znalazł się trener, który zdołałby poukładać drużynę w tyłach nie kastrując jej ofensywnych atutów lub odwrotnie – grał porywająco z przodu z odpowiednią dozą odpowiedzialności w obronie. I za Nawałki było pod tym względem daleko do ideału, bo przecież traciliśmy całkiem sporo bramek. Jednak choćby na Euro 2016 potrafiliśmy dobrze oceniać momenty, w których należy atakować, a kiedy pilnować własnej bramki.
Jan Urban po meczu ze Szwecją przyznał, że przy straconych golach zabrakło nieco cwaniactwa. W tym przypadku cwaniactwo odczytywałbym jako umiejętność odpowiedzialnej gry w obronie. I po części widziałbym w tym konsekwencję decyzji samego Urbana, który rozkłada akcenty z wyraźną przewagą na atak. Często nie wystawia typowo defensywnego pomocnika (jak dotąd robił to głównie w meczach z teoretycznie łatwiejszymi rywalami), a w ustawieniu z wahadłowymi obsadza na tych pozycjach zawodników o inklinacjach bardziej ofensywnych niż defensywnych, co szczególnie widoczne jest w przypadku Nicoli Zalewskiego. To oczywiście sprawia, że mecze kadry Urbana dobrze się ogląda, jednak końcowy efekt jest zazwyczaj w dużej mierze uzależniony od skuteczności rywala.
Wyzwanie nr 4 – Zbudowanie solidnych zmienników
Tutaj dochodzimy do kolejnej kwestii, czyli głębi składu. W obu meczach barażowych poza wejściami Oskara Pietuszewskiego (dwa wejścia z ławki) i Karola Świderskiego (z Albanią) próżno szukać wartościowych zmian, które miałyby dać impuls drużynie.
Wejście Świderskiego za obrońcę, Tomasza Kędziorę, w półfinale baraży było po prostu przechyleniem wajchy jeszcze bardziej w stronę ataku, gdy trzeba było gonić wynik. Było więc obarczone dodatkowym ryzykiem. Zmiany Modera za Zielińskiego, Pyrki za Kamińskiego i Slisza za Lewandowskiego w końcówce miały już marginalny wpływ na przebieg meczu.

Ze Szwecją wejście Pietuszewskiego właściwie wyczerpało Janowi Urbanowi opcje na wprowadzenie na murawę świeżych sił bez utraty jakości z przodu lub z tyłu. Zmiany Casha na Grosickiego i Zalewskiego na Piątka już w doliczonym czasie gry przy prowadzeniu rywala to było już – jak to określił sam selekcjoner – rzucenie wszystkiego na szalę.
Jeśli spojrzymy na całą dotychczasową kadencję Urbana, selekcjoner z ławki najczęściej wprowadzał Świderskiego, Grosickiego, Wszołka i Kapustkę. Czas drugiego z nich w reprezentacji nieubłaganie dobiega końca, dwójkę z Legii, choć jesienią potrafiła pokazać się z dobrej strony, trudno również postrzegać jako przyszłość reprezentacji. Tym bardziej, że obu zabrakło w kadrze na baraże (w przypadku Wszołka można to pewnie tłumaczyć przebytą dopiero co kontuzją, natomiast wciąż mówimy o zawodniku 33-letnim). Pewną nadzieją jest pojawienie się Oskara Pietuszewskiego i Filipa Rózgi (przy czym jak na razie trener nie widzi ich razem na boisku), natomiast i tak trzeba to określić wprost: drugi szereg w kadrze nie powala na kolana.
I Urban z pewnością ma tego świadomość, bo nie raz powtarzał, że przy powołaniach nie ma nie wiadomo jakiego wyboru. Oczekując, by na ławce było więcej jakościowych opcji, niejako liczymy, że selekcjoner dokona cudów i z piłkarzy, po których niekoniecznie byśmy się tego spodziewali, stworzy zawodników na poziomie reprezentacyjnym. Z jednej strony trudno więc tego od niego wymagać. Z drugiej… kogoś po prostu musi znaleźć.
Wyzwanie nr 5 – Wprowadzenie nowych twarzy
Za kadencji Jana Urbana w reprezentacji zadebiutowało pięciu zawodników: Przemysław Wiśniewski, Jan Ziółkowski, Arkadiusz Pyrka, Filip Rózga i Oskar Pietuszewski. Pierwszy z nich to autorski pomysł selekcjonera, który postawił na zawodnika znanego sobie z czasów współpracy w Górniku Zabrze. Powołania dla pozostałej czwórki to próba odmłodzenia kadry, wprowadzenia do niej świeżej krwi, przy czym w przypadku Pietuszewskiego trudno było przejść obojętnie obok eksplozji jego talentu w Porto.
Z wymienionej piątki na razie tylko Wiśniewski odgrywa w drużynie istotną rolę. Ziółkowski, choć szybko dostał szansę w meczu przeciwko mocnemu rywalowi, na razie jest rezerwowym (co nie dziwi, skoro nie gra w klubie). Pyrka zaliczył krótki występ po wejściu z ławki w meczu towarzyskim i epizod w barażach z Albanią. Rózga po dwóch symbolicznych występach znalazł się w wyjściowym składzie na półfinał baraży, gdzie został zmieniony w przerwie. Pietuszewski w obu spotkaniach barażowych dostał sporo czasu po wejściach z ławki, ale były to przeciętne występy.

Oskar Pietuszewski
Na razie selekcja Urbana przyniosła więc niezbyt obfite plony, natomiast pytanie na ile to się zmieni wraz z rozpoczęciem nowego cyklu. Do tej pory selekcjoner cenił sobie zawodników doświadczonych, ale można to było w jakimś stopniu uzasadniać stawką meczów i momentem przejęcia drużyny.
Nie da się jednak ukryć, że są pozycje, które wymagają wprowadzenia nowych twarzy. Gdy trzeba było powołać kogoś do uzupełnienia składu na prawą stronę defensywy, Jan Urban decydował się na grającego nieregularnie w Serie B Bartosza Bereszyńskiego. Jako joker na ostatnie minuty wciąż wchodzi 37-letni Kamil Grosicki, który zdążył już raz zakończyć karierę w reprezentacji, a ostatnio nie imponuje formą w Pogoni Szczecin. Urban nie powołał Marcina Bułki po jego transferze do Arabii Saudyjskiej, ale z braku alternatyw na pozycji napastnika nie zrezygnował z grającego w lidze katarskiej Krzysztofa Piątka.
Pytanie też, jak selekcjonerowi pójdzie wkomponowanie do drużyny zawodników, którym już dał zadebiutować. Szczególnie dużo obiecujemy sobie po Pietuszewskim. Urban wraz kadrowiczami apeluje w tej kwestii o cierpliwość, ale prędzej czy później, jeśli wychowanek Jagiellonii dalej będzie błyszczał w FC Porto, pojawią się pytania, czemu nie daje w klubie tyle samo, co w kadrze i w jakim stopniu odpowiada za to selekcjoner.
Wyzwanie nr 6 – Uniknięcie selekcjonerozy
Każdy z ostatnich selekcjonerów miał jakiś defekt, który kończył się dla niego klęską. Pomińmy tu bajeranta Paulo Sousę, który porzucił kadrę w kluczowym dla niej momencie i Fernando Santosa, który okazał się leniem. Możemy też nie uwzględniać Adama Nawałki, autora największego sukcesu kadry w XXI wieku, który przed mundialem w Rosji padł ofiarą swoich natręctw i na ostatnią chwilę postanowił wprowadzić zmiany w dotychczas działającej taktyce.
Nawałka uchronił się bowiem od przypadłości, która dopadła wszystkich jego polskich następców, czyli selekcjonerozy. Zjawiska, które najkrócej można określić jako niewytrzymanie przez trenera kadry presji zewnętrznej związanej z zajmowaną funkcją. Nawałka miał swoje dziwactwa, ale utrzymywał dobre relacje z piłkarzami, a dla opinii publicznej przez większość kadencji był odciętym od medialnego zgiełku nudziarzem.
Jerzy Brzęczek na zarzuty o mało atrakcyjny styl gry reagował tworząc oblężoną twierdzę i choć wyniki go broniły, problemy z komunikacją oraz kryzys wizerunkowy po publikacji książki o nim autorstwa Małgorzaty Domagalik kosztowały go utratę posady. Czesław Michniewicz, niosący od początku brzemię skomplikowanej przeszłości (nie wszystkich przekonały piękne wyjaśnienia w Hejt Parku), wyłożył się na aferze premiowej, wcześniej blokując jak leci dziennikarzy w mediach społecznościowych. Michał Probierz, znany z tego, że lubi stwarzać problemy, z którymi potem walczy, poszedł o krok za daleko popadając w konflikt z Robertem Lewandowskim.

Michał Probierz
Jan Urban na razie omija potencjalne miny. Sprawnie ugasił pozostawiony mu przez poprzednika pożar, chętnie rozmawia z mediami i sprawia wrażenie człowieka twardo stąpającego po ziemi, który nie daje się łatwo wyprowadzić z równowagi. Nie mam jednak wątpliwości, że prawdziwy sprawdzian dopiero przed nim.
Póki co Urban ma bowiem wyniki. Fakt, na mundial nie udało mu się awansować, ale raz – przejął drużynę w trakcie eliminacji (nie żeby prowadząc zespół od początku miał wyprzedzić w grupie Holandię, bardziej chodzi o to, że nie miał czasu na żadne rozeznanie), dwa – odpadł w dobrym stylu, po meczu, w którym Polacy zostawili po sobie dużo lepsze wrażenie od rywala.
To wszystko jest jednak ulotne. Teraz selekcjoner będzie musiał doskoczyć do zawieszonej przez siebie poprzeczki. Wpadka z niżej notowanym rywalem w Lidze Narodów czy brak awansu w tych rozgrywkach zrodzą pytania o wybory, których dokonuje. Na razie jest trenerem, który dwa razy zremisował z Holandią i był o włos od wyjazdu na mundial. Porażki lub remisy z Bośnią czy Rumunią, nawet przy wciąż efektownym stylu, zrodzą pytania czy aby na pewno idziemy we właściwym kierunku.
Do tej pory jedyny moment, w którym Urban wydawał się nieco zniecierpliwiony to ten, w którym otrzymywał pytania o to, czy powoła Pietuszewskiego i Potulskiego. W atmosferze gorszych wyników pojawi się więcej pytań o wyższym stopniu trudności.
CZYTAJ WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI:
- Tak wyglądał świat, kiedy nie było nas ostatnio na wielkim turnieju
- Dramat w dziesięciu aktach. Trzeciego gola Szwedzi dostali w prezencie
- Fatalny sędzia i mundial bez Polski! Oceny za baraż ze Szwecją [Zibi Top]
Fot. Newspix