Kraj

Winny. I co z tego? O rozwodowej obsesji winy

Polskie prawo nie wymaga orzekania o winie przy rozwodzie, a mimo to ludzie masowo o nią walczą. Bo rozwód w większości przypadków to rozliczenie krzywd. Rozwód bez winy dla wielu osób jest nie do zaakceptowania, bo brzmi jak przyznanie, że związek po prostu się nie udał. A ludzie nie chcą słyszeć, że coś się nie udało. Ludzie chcą usłyszeć, że ktoś zawinił, najlepiej ten drugi.

Dawid B. Karolak
Felieton autorstwa: Dawid B. Karolak
15 lutego
6 minut
Rozstanie (fot. Shutterstock / Shutterstock)

Reklama

W polskiej świadomości społecznej funkcjonuje bardzo wygodny mit, że zdrada równa się wina. Problem polega na tym, że prawo rodzinne nie działa na mitach, tylko na faktach. Zdrada nie zawsze jest przyczyną rozpadu małżeństwa. Bardzo często jest jego ostatnim aktem, desperacką próbą wyrwania się z relacji, która od dawna nie była związkiem, tylko wspólnym funkcjonowaniem dwóch obcych ludzi pod jednym dachem.


Reklama

Milczenie to też wina

W sądach często okazuje się, że zanim doszło do zdrady, były lata karania ciszą, nie tą spokojną i bezpieczną, tylko lodowatą, duszną, ograniczającą, w której małżonkowie siedzą obok siebie jak współlokatorzy, którzy się nienawidzą, ale nie potrafią odejść. Były miesiące albo lata bez współżycia, które nie wynikały z choroby czy wspólnej decyzji, tylko z odrzucenia i kontroli. Była pogarda, emocjonalne wycofanie, a często również przemoc. Tyle że o takich rzeczach mówi się rzadko, bo nie pasują do prostych historii o zdradzającej żonie czy mężu i niewinnej ofierze.

Jedna strona medalu to za mało

Procesy o winę bardzo często nie są poszukiwaniem prawdy, tylko próbą ukarania drugiej strony. W mojej ocenie często zdarza się tak, że w sporze o winę wygrywa nie ten, kto był “niewinny”, tylko ten, kto pierwszy zaczął chłodno kalkulować i systematycznie zbierać dowody po to, żeby w sądzie zbudować narrację prowadzącą do ukarania drugiego małżonka. W sprawach o winę rzadko bywa tak, że tylko jedna strona ma brudne ręce, a druga przez całe małżeństwo była krystalicznie czysta.

Orzeczenie wyłącznej winy ma realne konsekwencje prawne, bo małżonek wyłącznie winny nie może żądać rozwodu, jeżeli druga strona się na niego nie zgadza, a dodatkowo może zostać zobowiązany do płacenia alimentów na rzecz drugiego małżonka. W praktyce oznacza to, że walka o winę często jest narzędziem nacisku i elementem negocjacji, a nie moralnym rozliczeniem relacji. W wielu sprawach nie chodzi o to, żeby ustalić prawdę, tylko żeby druga strona zapłaciła za straty emocjonalnie, finansowo albo społecznie.


Reklama

Prawda, o której rzadko się mówi

Jest jeszcze jeden temat, który bardzo drażni opinię publiczną, ale pozostaje faktem prawnym. Nie można skutecznie powoływać się na winę za coś, o czym wiedziało się przed zawarciem małżeństwa. Jeżeli ktoś wiedział, że partner zdradzał wcześniej, miał określone cechy charakteru albo prowadził konkretny tryb życia, to nie może po latach budować na tym narracji o wyłącznej winie. Prawo nie działa na zasadzie nagradzania wiary w to, że ślub zmienia ludzi. Ślub nie jest terapią, dziecko nie jest projektem naprawczym związku, a sąd nie będzie karał za to, że ktoś zignorował sygnały ostrzegawcze i liczył na cud.


Reklama

Dzieci nie walczą o winę, walczą o miłość rodziców

Najbardziej niewygodna prawda o sporach o winę dotyczy jednak dzieci. W tych konfliktach bardzo często stają się one narzędziem walki dorosłych. Rodzice, którzy potrafią godzinami opowiadać o własnej krzywdzie, zaskakująco rzadko potrafią powiedzieć, jak czuje się ich dziecko. Dzieci słuchają, jak jeden rodzic niszczy drugiego, bywają nastawiane przeciwko sobie nawzajem, wykorzystywane jako argument w sądzie albo sposób na zdobycie przewagi emocjonalnej. Dorośli walczą o wyrok, a dzieci uczą się, że miłość może zamienić się w nienawiść szybciej, niż kończy się rok szkolny. W sporach o winę dzieci prawie nigdy nie wygrywają, nawet jeśli formalnie ktoś z rodziców wygra proces.

Wina to wygodne uproszczenie

Trzeba też powiedzieć coś, co dla wielu osób jest szczególnie trudne do zaakceptowania. W ogromnej liczbie rozwodów nie istnieje jeden winny. Istnieją dwie osoby, które przez lata przestały ze sobą rozmawiać, przestały o siebie walczyć i przestały być dla siebie partnerami. Wina w takich sytuacjach bywa wygodnym uproszczeniem, które pozwala nie patrzeć na własne błędy. Dla wielu osób łatwiej jest udowodnić cudzą zdradę niż przyznać, że samemu przez lata było się nieobecnym emocjonalnie, obojętnym albo zwyczajnie nieszczęśliwym i biernym.

Brutalne, ale jednoznaczne: walka o winę częściej niszczy niż naprawia

Moje stanowisko w tej sprawie jest jednoznaczne i dla części osób może być brutalne. Uważam, że obsesja orzekania winy w rozwodzie w ogromnej liczbie przypadków nie prowadzi do sprawiedliwości, tylko do eskalacji konfliktu i niszczenia ludzi, którzy i tak już przegrali swój związek. W mojej ocenie ludzie po rozstaniu powinni iść dalej w poszukiwaniu miłości. Prawo daje możliwość rozwodu bez winy właśnie po to, żeby ograniczać wojnę między małżonkami. Tymczasem wiele osób świadomie wybiera tę wojnę, bo ważniejsze od spokoju staje się poczucie triumfu.


Reklama

Wygrana nie ratuje serca

Największy paradoks polega na tym, że osoby walczące o winę bardzo często wygrywają proces i przegrywają część życia. Dostają wyrok, który potwierdza ich rację, ale nie przywraca im relacji, spokoju ani poczucia bezpieczeństwa. Zostaje im satysfakcja z tego, że ktoś został oficjalnie uznany za winnego, choć w rzeczywistości rozpad małżeństwa prawie nigdy nie jest historią jednej osoby. Prawo nie wymaga winy. To ludzie jej potrzebują, bo łatwiej jest żyć z przekonaniem, że zawinił ktoś inny, niż przyjąć, że czasem małżeństwa kończą się dlatego, że dwoje ludzi przestaje umieć być razem. Najczęściej płacą za to ci, którzy nie mieli żadnego wpływu na ten konflikt, czyli dzieci, które zamiast spokojnego rozstania rodziców dostają wieloletnią wojnę, w której nikt nie myśli o ich spokoju, tylko o własnym zwycięstwie.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Dawid B. Karolak
Dawid B. KarolakPrawnik, wykładowca Uniwersytetu WSB Merito Warszawa - autor zewnętrzny