Reklama

Olimpijczycy spod samiuśkich Tater? Niekoniecznie!

Reklama

Jakie polskie regiony wysłały do Mediolanu i Cortiny najwięcej zawodników, którzy znaleźli się w światowej czołówce? Medalistów mamy tylko trzech, z czego jednego z importu, a pozostałych z Beskidów. Ale czy pozostałe miejsca w czołowych ósemkach zajmowali, jak to nam się zwykle wydaje, przede wszystkim sportowcy spod samiuśkich Tater? Nic bardziej mylnego. Co prawda w […]


Olimpijczycy spod samiuśkich Tater? Niekoniecznie!
(fot. EXPA/ JFK / newspix.pl)

Jakie polskie regiony wysłały do Mediolanu i Cortiny najwięcej zawodników, którzy znaleźli się w światowej czołówce? Medalistów mamy tylko trzech, z czego jednego z importu, a pozostałych z Beskidów. Ale czy pozostałe miejsca w czołowych ósemkach zajmowali, jak to nam się zwykle wydaje, przede wszystkim sportowcy spod samiuśkich Tater? Nic bardziej mylnego. Co prawda w miarę dobrze spisały się tamtejsze zawodniczki, ale górale wypadli wprost fatalnie. Nasz wynik ratować musieli Dolnoślązacy, saneczkarki spod Gorzowa i panczeniści z Tomaszowa Mazowieckiego i Warszawy.


Reklama

Geografia polskiego sportu zimowego wbrew pozorom nie skupia się wokół Zakopanego, które powoli staje się jedynie dodatkiem do tego, co potrafią sportowcy z innych gór i z nizin.

Geografia polskiego sportu zimowego. Wyniki Polaków w Cortinie i Mediolanie według regionu

Kiedy myślimy o wyjeździe polskich olimpijczyków na zimowe igrzyska, przed oczami staje nam tatrzańska wioska wysyłająca swojego mieszkańca, który od najmłodszych lat przebijał się przez zaspy na nartach i teraz to dopiero pokaże wszystkim, co potrafi na międzynarodowych zawodach!

Oczywiście to celowa przesada, ale z zimowymi zawodami kojarzymy przede wszystkim tatrzańskie stoki, Wielką Krokiew i trasy biegowe w jej okolicy. Tymczasem to całkowicie zaburza rzeczywisty obraz tego, gdzie w Polsce wychowuje się i szkoli zimowych olimpijczyków.


Reklama

Które polskie regiony wysłały zawodników do Cortiny i Mediolanu najwięcej sportowców? Którzy z nich odnieśli największe sukcesy? Jakie części naszego kraju dostarczyły zawodników, którzy zajęli miejsca w czołówce? W tym tekście znajdziecie odpowiedzi.


Reklama

Medaliści z Podbeskidzia

Analiza miejsc urodzenia naszych medalistów byłaby dość krótka. Co prawda krążki zdobyliśmy aż cztery. Więcej udało nam się wywalczyć tylko w Soczi i Vancouver, gdzie Polacy sześciokrotnie stawali na podium. Jednak odpowiada za nie głównie Kacper Tomasiak, a wsparli go jedynie Paweł Wąsek i Władimir Siemirunnij.

Dwaj pierwsi pochodzą z podnóża Beskidów – Tomasiak z Bielska-Białej, a Wąsek z Cieszyna.

Co ciekawe, rodzina ojca naszego multimedalisty pochodzi z Beskidu Sądeckiego, a konkretnie z okolic Rytra. To z tej właśnie miejscowości pochodzi objawienie poprzedniego sezonu piłkarskiej reprezentacji kobiet, czyli Paulina Tomasiak. Kacper jednak wychowywał się w Bielsku-Białej i to w Beskidzie Śląskim stawiał swoje pierwsze kroki narciarskie.


Reklama

Paweł Wąsek z kolei pochodzi z pobliskiego Cieszyna, a mieszka w Ustroniu. Obaj skoczkowie wpisują się w historię naszych beskidzkich fenomenów, którą zapoczątkował Orzeł z Wisły, a później całkiem nieźle rozwijał ją Piotr Żyła. Tylko Kamil Stoch i Dawid Kubacki są z Podhala.


Reklama

Już po samej liście naszych medalistów widać, że pochodzą z Beskidów, a nie z będących kolebką polskiego sportu zimowego Tatr. Oczywiście jest jeszcze Władimir Siemirunnij, ale on urodził się w dalekim uralskim Jekaterynburgu.

Sprawdźmy jednak geografię polskiego sportu zimowego na szerszej próbce. Skąd są zawodnicy, którzy pojechali do Cortiny i Mediolanu? Bierzemy pod uwagę ich miejsca urodzenia, a niekoniecznie treningów, bo ich drogi życiowe układały się bardzo różnie.


Reklama

Siedemnastka z Małopolski

Siedemnastu wysłała Małopolska. Dominują oczywiście ci z Podhala, ale jest też Iwona Januszyk z Oświęcimia, Anna Twardosz z Suchej Beskidzkiej i Aleksandra Kołodziej z Limanowej. Drugie jest dolnośląskie z dwunastoma sportowcami – saneczkarzami, biathlonistami i łyżwiarzami szybkimi.


Reklama

Z województwa śląskiego jest ich sześciu, głównie z okolic Cieszyna. Aglomerację katowicką reprezentuje tylko łyżwiarz figurowy Michał Woźniak. Mazowsze to cztery osoby. Panczeniści Martyna Baran i Marek Kania oraz biegacz narciarski Maciej Staręga i alpejka Aniela Sawicka.

Trzech zawodników short tracku wysłało województwo podlaskie. Łódzkie to dwóch łyżwiarzy z Tomaszowa i snowboardzista Michał Nowaczyk z Łodzi. Po dwóch olimpijczyków ma lubelskie, podkarpackie i wielkopolskie.

Rodzynki z warmińsko-mazurskiego i kujawsko-pomorskiego to Kamila Sellier z Elbląga, która uległa koszmarnemu wypadkowi i łyżwiarz figurowy Wiktor Kulesza.


Reklama

Żadnego zimowego olimpijczyka nie dorobiło się w tym roku województwo lubelskie, pomorskie, zachodniopomorskie, opolskie i świętokrzyskie. Choć przynajmniej w przypadku tych dwóch ostatnich wydawałoby się, że jest do tego potencjał.


Reklama

Daleko nam do Czechów

Jeżeli liczby te wydają się całkiem duże, to warto wiedzieć, że sama czeska Praga wysłała do Mediolanu 22 sportowców, choć oczywiście prawie połowa z nich to hokeiści i hokeistki. Dwa razy mniejszy od najmniejszego polskiego województwa kraj liberecki ma ich osiemnastu, a morawskośląski – jedenastu. Każde czeskie „województwo” wysłało na tegoroczne igrzyska jakiegoś zawodnika lub zawodniczkę, choć niektóre z nich mają mniej mieszkańców niż większe polskie powiaty.

Tylko dwa czeskie regiony wysłały do Cortiny mniej niż pięciu sportowców w przeliczeniu na milion mieszkańców. Żadne polskie województwo nie osiągnęło tego wskaźnika. Średnia dla całych Czech to dziesięciu zawodników na milion ludności. Dla Polski: mniej niż półtora.

Mamy potencjał na znaczące zwielokrotnienie naszej aktywności w sportach zimowych. Jednak potrzebne jest do tego coś znacznie trudniejszego niż budowa nowego toru bobslejowego czy skoczni narciarskiej. To zmiana mentalności społeczeństwa tak, by sport i aktywność fizyczna stała w centrum zainteresowania całych rodzin, jak u naszych południowych sąsiadów. Ani miliony, ani nawet miliardy nam tego nie dadzą.


Reklama

Skąd do czołówki? Polacy w ósemce

Jednak zakwalifikować się na igrzyska a odnieść na nich jako taki sukces to dwie różne rzeczy. Zerknijmy zatem skąd pochodzą polscy sportowcy, którzy dostali się co najmniej do czołowej ósemki na igrzyskach w Mediolanie i Cortinie.


Reklama

Aleksandra Król-Walas, Maryna Gąsienica-Daniel oraz trzy czwarte sztafety biathlonowej są z Zakopanego. Kolebka polskiego sportu zimowego dała nam zatem zaledwie około jednej dziesiątej naszego dorobku punktowego z tegorocznych igrzysk! Najwyższe miejsce zajęte przez górali to szóste. A właściwie przez góralki, bo panowie spod samiuśkich Tater generalnie rzecz biorąc się skompromitowali.

Reszta sztafety to urodzona w Wałbrzycha i pochodząca z pobliskiego urokliwego Sokołowska Kamila Żuk, która zajęła także ósme miejsce indywidualnie. Jej pierwszy klub działał w szkole, w której nie ma nawet sali gimnastycznej, a na paliwo do ratraka musiał regularnie zbierać środki z datków życzliwych ludzi.


Reklama

Kamila Żuk goni zawodniczkę z Finlandii


Reklama

Także pozostała część Dolnego Śląska była niezwykle skuteczna. W ósemce znalazła się sztafeta mieszana składająca się w całości z zawodników urodzonych w tym regionie: dwojga w Jeleniej Górze oraz we Wrocławiu i Kowarach leżących między Wałbrzychem a Jelenią Górą. Szóste miejsce zajęła pochodząca z Lubina Kaja Ziomek-Nogal.

Wydaje się, że gdyby pozostałe województwa osiągnęły poziom wszechstronności Dolnego Śląska, bylibyśmy w znacznie lepszej sytuacji. Problem w tym, że żaden z wymienionych wyżej zawodników nie może w swoim regionie liczyć na jakieś zauważalne wsparcie w trenowaniu swojego ulubionego sportu. Mamy za to skocznię otwartą z wielką pompą dziesięć lat temu w Lubawce, na której… dotąd nie oddano żadnego skoku w żadnych zawodach.

Do wywodzących się z południa województwa śląskiego Pawła Wąska i Kacpra Tomasiaka dołączyła ostatniego dnia igrzysk fenomenalna Eliza Rucka-Michałek, która mimo olbrzymich przeciwności losu na morderczym dystansie 50 kilometrów była ósma. Ona także jest z Cieszyna.


Reklama

Na nizinach też można!

Świetne wyniki w saneczkarstwie osiągnęły też Nikola Domowicz i Dominika Piwkowska pochodzące z małych miejscowości pod Gorzowem Wielkopolskim.


Reklama

Dwa czwarte miejsca, ale niestety bez medalu, dostarczył nam Damian Żurek z leżącego w województwie łódzkim Tomaszowa Mazowieckiego. Tu geneza jest prosta. Osiem lat temu zbudowano mu „pod domem” nowoczesny tor łyżwiarski.

Do tego doliczyć trzeba jeszcze ósme miejsce warszawskiego łyżwiarza Marka Kani. Oczywiście są jeszcze nasi importowani zawodnicy. Medalista Władimir Siemirunnij urodził się w Jekaterynburgu na Uralu. Felix Pigeon, ósmy na 500 metrów w short tracku, przyszedł na świat w kanadyjskim Quebecu. Ich miejsca urodzenia nie mają jednak wiele wspólnego z polskim systemem szkolenia.

Nie ma sensu skupiać się na Tatrach

Cała lista pokazuje jednak, że potencjał, ale też wyniki w polskich sportach zimowych to nie tylko Tatry, a właściwie powinno się powiedzieć, że to w bardzo niewielkiej mierze Tatry. Co najmniej tak samo dobrze, albo i lepiej punktują nasze Beskidy i Sudety. Do tego mamy całkiem liczne grono sportowców z nizin, którzy także znaleźli swoją olimpijską niszę.


Reklama

Przypomnę, że tu wskazuję tylko na tych, którzy dostali się do czołowej ósemki. To już ścisła światowa czołówka, od której całkiem niedaleko jest do medalu. Oczywiście, wiele brakuje nam jeszcze do Czechów, ale trzeba zrozumieć, że potencjał rozwojowy polskiego sportu zimowego to nie tylko Tatry.


Reklama

Nie należy pomijać leżących bardziej na zachód łańcuchów górskich, a przede wszystkim całych połaci naszego nizinnego przecież kraju, na których można przecież uprawiać wiele sportów zimowych.

CZYTAJ WIĘCEJ O ZIMOWYCH IGRZYSKACH OLIMPIJSKICH 2026 NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl


Reklama

redakcja@zero.pl
redakcja@zero.plDziennikarz Zero.pl

Reklama