
Bezpieczeństwo państwa zaczyna się poza armią – w zdrowiu dzieci, jakości edukacji i sile nawyków wynoszonych z domu. Jeśli tam zawiedziemy, liczebność armii przestanie mieć znaczenie.

Bezpieczeństwo państwa zaczyna się poza armią – w zdrowiu dzieci, jakości edukacji i sile nawyków wynoszonych z domu. Jeśli tam zawiedziemy, liczebność armii przestanie mieć znaczenie.

Polska ma środki, wiedzę i gotowe rozwiązania, by radykalnie poprawić ochronę zdrowia żołnierzy. Brakuje tylko jednego elementu: decyzji o wdrożeniu. Każde dalsze odkładanie reform wojskowej służby zdrowia oznacza akceptację strat, którym można zapobiec.

Nawet najlepiej uzbrojona armia przegrywa, gdy nie jest w stanie ratować własnych rannych. Wojsko Polskie wchodzi w dekadę, w której o jego zdolnościach bojowych rozstrzygać będzie nie tylko liczba czołgów i samolotów, lecz skuteczność systemu, który ma chronić żołnierzy. Dlatego konieczna jest pilna rewizja jednego z najbardziej zaniedbanych obszarów bezpieczeństwa państwa – wojskowej medycyny.

Polska inwestuje w obronność więcej niż jakiekolwiek inne państwo NATO, ale traci to, bez czego żadna armia nie powstanie – zdrowych, zdolnych do służby obywateli. Kurczące się roczniki, kryzys zdrowia psychicznego i pogłębiający się spadek sprawności fizycznej sprawiają, że państwo może nie być w stanie zbudować armii o zakładanej liczebności – bez względu na skalę wydatków na wojsko.