- Bardzo niska dzietność spowoduje, że za kilkanaście lat roczniki poborowe będą o połowę mniejsze niż dziś, więc zabraknie kandydatów do armii.
- Pogarsza się zdrowie młodych – coraz więcej jest otyłych lub ma problemy psychiczne, przez co wielu już dziś nie spełnia podstawowych wymogów do służby.
- Większość młodzieży nie jest aktywna fizycznie, a braków narastających od dzieciństwa nie da się nadrobić krótkim szkoleniem wojskowym.
- Polska wydaje rekordowo dużo na wojsko, ale zaniedbuje zdrowie przyszłych żołnierzy, bez którego nawet najlepiej wyposażona armia nie będzie miała kogo wyszkolić.
Stan zdrowia pokolenia, z którego Polska zamierza budować armię, pogarsza się w tempie, które w perspektywie najbliższej dekady może uniemożliwić osiągnięcie zakładanej liczebności sił zbrojnych. Współczynnik dzietności spadł w 2024 r. do poziomu 1,1, tj. najniższego w historii kraju. Otyłość wśród młodzieży rośnie, kryzys zdrowia psychicznego przybiera rozmiary epidemii, a sprawność fizyczna kolejnych roczników systematycznie się obniża.
Polska stoi dziś przed paradoksem, którego nie da się dłużej ignorować: przeznacza na obronność 4,5 proc. PKB – więcej niż jakiekolwiek inne państwo NATO – ale systematycznie zaniedbuje biologiczny fundament, bez którego nawet najnowocześniejsza armia pozostanie co najwyżej wojskiem na papierze – zdrowie żołnierza.
Kryzys demograficzny
Skalę problemu najlepiej obrazują dane demograficzne, które wyznaczają bezwzględną granicę tego, ilu żołnierzy Polska może w ogóle postawić pod bronią. Prognoza ludności Głównego Urzędu Statystycznego na lata 2023–2060, opublikowana w sierpniu 2023 r., zakładała spadek populacji Polski z 37,7 mln do 32,9 mln.
Zaledwie dwa lata później rzeczywistość demograficzna wyprzedziła najbardziej pesymistyczne założenia tej prognozy – symulacja GUS z 2025 r., oparta na rekordowo niskim współczynniku dzietności z 2024 r., wynoszącym 1,1, prognozuje spadek populacji do 28,4 mln do 2060 r., tj. o 2,5 mln głębszy od scenariusza, który sam w sobie uznawano już za alarmujący.
Ogólna liczba ludności to jednak dopiero punkt wyjścia. Dla planowania obronnego rozstrzygające znaczenie ma liczebność poszczególnych roczników, albowiem to ona wyznacza górny pułap rekrutacji w danym roku, niezależnie od zakładanych celów rozbudowy sił zbrojnych.
Umowa dotycząca SAFE wchodzi w decydującą fazę. Polska czeka na pierwszy przelew
W 2023 r. urodziło się w Polsce ok. 272,2 tys. dzieci – najmniej od rozpoczęcia systematycznych pomiarów w 1950 r., o 26,3 proc. mniej niż w 2015 r. GUS stwierdza wprost, że poza dwoma pierwszymi latami objętymi prognozą roczna liczba urodzeń nie przekroczy 300 tys. W przełożeniu na język planowania obronnego oznacza to, że od ok. 2040 r. rocznik 18-letnich mężczyzn skurczy się do 130–140 tys., a więc poniżej połowy obecnego poziomu, i to zanim uwzględnimy kwalifikację zdrowotną, motywację oraz konkurencję ze strony rynku pracy (ryc. 1).

Rycina 1. Spadek potencjału rekrutacyjnego polskich sił zbrojnych – liczba 18-latków.
Kurczenie się roczników nie zachodzi jednak w próżni – przebiega na tle głębszego kryzysu demograficznego kraju. Polska odnotowuje siódmy z rzędu rok spadku liczby ludności, tracąc mieszkańców w tempie najwyższym w Unii Europejskiej w wartościach bezwzględnych.
Konsekwencje dla obronności wykraczają jednak daleko poza samą arytmetykę roczników: starzejące się społeczeństwo generuje rosnącą konkurencję o młodych ludzi ze strony rynku pracy, uczelni i sektora prywatnego, a jednocześnie zwiększa obciążenie fiskalne, które ogranicza przestrzeń budżetową na cele obronne.
Żaden z tych trendów nie daje się w jakikolwiek sposób pogodzić z planem budowy armii liczącej 300 tys. żołnierzy, tym bardziej zaś z zapowiadanym celem 500 tys., zakładającym 300 tys. w służbie czynnej i 200 tys. w rezerwie, a więc wymagającym wielokrotnie głębszego sięgnięcia w roczniki, których z roku na rok ubywa.
Problem rekrutacji wojskowej, przed którym stoi Polska, nie jest bynajmniej zjawiskiem izolowanym – ma charakter strukturalny i dotyka większości państw europejskich. W Unii Europejskiej w 2022 r. po raz pierwszy od 1960 r. urodziło się mniej niż 4 mln dzieci. Konsekwencje tego zjawiska widać już w armiach naszych sojuszników.
Bundeswehra, licząca ok. 180 tys. żołnierzy, oficjalnie porzuciła cel osiągnięcia stanu 203 tys. do 2031 r., uznając go za nieosiągalny w obecnych warunkach demograficznych. Armia brytyjska nie spełniła celów rekrutacyjnych w żadnym roku od 2010 r., a w samym 2023 r. jej szeregi opuściło o 5,8 tys. żołnierzy więcej, niż do nich wstąpiło.
W wielu armiach europejskich ponad 20 proc. etatów pozostaje nieobsadzonych. Dostępne dane nie pozostawiają więc pola do dyskusji: Europa wchodzi w erę, w której czynnikiem limitującym zdolności obronne przestaje być dostępność sprzętu, a staje się dostępność ludzi zdolnych i gotowych do służby.
Kwalifikacja wojskowa nie do przejścia
Dane o stanie zdrowia polskiej młodzieży tworzą obraz, który powinien niepokoić każdego planistę obronnego. W grupie wiekowej 20–24 lat odsetek osób z nadwagą lub otyłością wzrósł w ciągu zaledwie pięciu lat z 22 proc. do 29 proc., osiągając ten poziom w 2019 r., a więc przed pandemią, która trendy te dodatkowo pogłębiła. Wśród 15–19-latków dynamika okazała się jeszcze wyższa: wzrost o 54 proc. w analogicznym okresie, z 13 proc. do 20 proc.
Audyt Najwyższej Izby Kontroli z 2024 r. potwierdza skalę zjawiska w populacji ogólnej – 9 mln dorosłych Polaków, czyli niemal co trzeci, jest otyłych. Koszty powikłań otyłości ponoszone przez NFZ wzrosły w dekadzie 2014–2023 ponad trzykrotnie, z 1,2 mld zł do 3,8 mld zł, a każdy punkt procentowy tego wzrostu wśród młodzieży przekłada się na bezpośrednie zawężenie bazy rekrutacyjnej armii, i to nie w bliżej nieokreślonej przyszłości, ale w rocznikach stawiających się do kwalifikacji wojskowej tu i teraz.
Z perspektywy zdolności rekrutacyjnej armii jeszcze groźniejszy od otyłości jest kryzys zdrowia psychicznego. Badania przesiewowe z lat 2022–2023, przeprowadzone na próbie 2 557 osób, wykazały, że ponad połowa Polaków w wieku 18–59 lat przejawia objawy lęku lub depresji. W grupie kobiet w wieku 18–29 lat odsetek ten sięga 64 proc., a wśród 18–23-latków, czyli w przedziale wiekowym o najwyższym potencjale rekrutacyjnym, ponad 56 proc. wykazuje objawy prawdopodobnej depresji.
Najbardziej wymownym wskaźnikiem głębokości kryzysu pozostają próby samobójcze wśród nieletnich – 2 054 przypadki w grupie wiekowej 13–18 lat w 2024 r., wobec 348 w 2013 r., tj. sześciokrotny wzrost w ciągu jednej dekady! Polska zajmuje czwarte miejsce w Unii Europejskiej pod względem samobójstw młodzieży w przedziale 15–19 lat, a za każdą z tych liczb stoi konkretny człowiek z pokolenia, z którego armia zamierza w najbliższych latach budować swoje szeregi.
Ruch to zdrowie
Do kryzysu somatycznego i psychicznego dochodzi trzeci wymiar, równie istotny z perspektywy gotowości operacyjnej armii, tj. postępujący spadek sprawności fizycznej młodzieży. Zaledwie 23 proc. polskich chłopców i 14 proc. dziewcząt w wieku 11–15 lat spełnia rekomendacje WHO dotyczące minimalnej dziennej aktywności fizycznej na poziomie 60 minut.
Aktywność spada gwałtownie wraz z wiekiem – wśród 11-letnich chłopców normę realizuje 29 proc., wśród 15-letnich już tylko 18 proc. Jednocześnie 33 proc. polskiej młodzieży deklaruje preferencję gier wideo nad jakąkolwiek formą sportu – najwyższy odsetek w historii prowadzenia tego badania. Łącznie ponad 80 proc. młodzieży w przedziale 11–15 lat nie osiąga norm aktywności umiarkowanej.
Pokolenie, które za kilka lat powinno zasilić szeregi armii, wchodzi w dorosłość z deficytem sprawności fizycznej nienotowanym w powojennej historii Polski. Żaden program szkolenia wojskowego, niezależnie od intensywności i nakładów, nie jest w stanie w ciągu kilku miesięcy nadrobić zaległości narastających przez dwie dekady.
Armia nie otrzyma zdrowych rekrutów z pokolenia, którego kondycji nikt wcześniej nie kształtował. Odpowiedzialność za sprawność przyszłych żołnierzy zaczyna się więc na długo przed powołaniem do służby – w gabinetach lekarzy pierwszego kontaktu, na szkolnych lekcjach wychowania fizycznego, w decyzjach dotyczących polityki zdrowotnej wobec młodzieży.
Gdy ogniwa te zawodzą, wojsko staje przed problemem, którego samo rozwiązać nie jest w stanie – nie z braku kompetencji czy woli, ale dlatego, że próbuje naprawiać w miesiącach to, co powinno było być budowane przez państwo latami.
Drony FPV na światłowodzie Hezbollahu – dlaczego Izrael nie może ich zestrzelić?
Jak ten obraz przekłada się na wyniki kwalifikacji wojskowej? Odpowiedź na to pytanie nie jest możliwa, albowiem MON nie publikuje zbiorczych danych krajowych. Dostępne dane cząstkowe, jak np. wyniki kwalifikacji w powiecie gostyńskim za 2025 rok, obejmujące 429 osób, wskazują na około 85 proc. zakwalifikowanych w kategorii A, 9 proc. w kategorii D jako niezdolnych w czasie pokoju i 4 proc. w kategorii E jako trwale niezdolnych.
Sytuację dodatkowo komplikuje absencja – według wyników kontroli NIK 16 proc. mężczyzn zobowiązanych do stawiennictwa nie zgłosiło się na kwalifikację, głównie z powodu emigracji. W rezultacie decyzje dotyczące skali rozbudowy armii podejmowane są bez rzetelnego, całościowego obrazu jakości zdrowia bazy rekrutacyjnej, co oznacza, że państwo planujące jedną z największych armii w Europie nie wie, w jakim stanie zdrowia są ludzie, z których zamierza tę armię zbudować (ryc. 2).

Rycina 2. Rocznik nominalny vs. rocznik efektywnie dostępny dla armii.

