15 gramów, mały krzaczek na własny użytek i brak kary. Tak najprościej można streścić projekt ustawy (dokładniej nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii), który w ubiegłym tygodniu złożył istniejący od nieco ponad miesiąca klub Centrum. Jak nazwa wymaga, zaczęli z wysokiego „C” – kradnąc projekt Parlamentarnemu Zespołowi ds. Depenalizacji Marihuany.
To nie była stuprocentowa kradzież, bo ogłaszając swój projekt, posłowie podkreślili, że powstał on w ramach prac zespołu. Wszyscy dobrze wiemy, że jak się zaznaczy, że pracę wykonał ktoś inny, a my ją tylko przekazaliśmy dalej, to nie jest to już kradzież. Sam muszę zacząć tak robić. Od jutra zacznę wrzucać teksty innych dziennikarzy. Oczywiście będę pamiętał, żeby zaznaczyć, że to oni są autorami.
Gorzej, że może się to komuś nie spodobać. Tak, jak działanie Centrum nie spodobało się niezrzeszonemu posłowi Marcinowi Józefaciukowi, jednemu z członków zespołu, który nazwał je wprost nieetycznym zawłaszczeniem wspólnej pracy dla politycznego zysku.
„Pod projektem się podpisałem (a raczej dodałem swój podpis) po jego złożeniu, bo również pracowałem nad nim, bo rozmawiałem z ludźmi w wielu innych miejscach, bo uważam, że to krok w dobrą stronę, ale nie będę udawał, że wszystko jest w porządku” – stwierdził na X Józefaciuk.
Co nie powinno dziwić, z Józefaciukiem nie zgodziła się jedna ze składających projekt posłanek, wiceprzewodnicząca zespołu Ewa Szymanowska z Centrum, która miała solidne argumenty: niezrzeszony poseł został poinformowany w dniu składania projektu, że projekt ten składany będzie, a w ogóle, to zespół parlamentarny tylko zarysował założenia, ale za zlecenie i stworzenie projektu ustawy osobiście zapłacił ogłaszający jego złożenie Ryszard Petru.
Z argumentami nie ma się co spierać. Skoro powiedzieli, że będą kraść projekt, to problemu nie ma. I żaden Józefaciuk, czy inny Adam Gomoła (on też zarzucił Centrum łamanie ustaleń, choć tu można się dopatrywać ewentualnych prywatnych niesnasek) nie będzie im mówić, co jest fair, a co nie.
Zresztą bądźmy szczerzy – jak projekt już przejdzie przez Sejm, potem przez Senat, a na końcu zostanie podpisany przez prezydenta Karola Nawrockiego, to o takich drobnostkach nikt nie będzie pamiętać.
Wszyscy staną przed gmachem przy Wiejskiej, wyciągną wielkiego jointa pokoju i podadzą go w kółku. Jarosław Kaczyński przekaże bucha Donaldowi Tuskowi, a Anna Maria Żukowska – Konradowi Berkowiczowi. Potem razem pójdą zawiązać szeroką koalicję, przegłosują liberalizację prawa aborcyjnego i deportację migrantów, a na koniec mianują premierem kogoś z Niemiec.
Żart. Nie ma szans, żeby ta ustawa weszła w życie. Zaskakuje tylko fakt, że to właśnie tak Centrum chce zaistnieć – ukradzionym projektem bez przyszłości, który nie przekona do siebie nikogo, kto już nie jest przekonany przez Lewicę i Konfederacją.

