Dziś – 17 lutego – Dzień Służby Cywilnej. Miałem nadzieję, że media poświęcą mu choć odrobinę uwagi. Nie poświęciły. Ale dlaczego miałbym mieć pretensje do innych koleżanek i kolegów po fachu, skoro jestem redaktorem naczelnym portalu internetowego? Pozwólcie więc, że jeszcze raz – bo już mi się kilkukrotnie zdarzało – postaram się oddać należne honory ciężko pracującym ludziom.
Kalki myślowe sprzed dziesięcioleci
O polskich urzędnikach piszę regularnie. I jest to jeden z tematów, po których spotykam się z największą liczbą komentarzy typu "Słowik, chyba oszalałeś".
Tak było choćby w lutym 2024 r., gdy na łamach Money.pl broniłem decyzji o przyznaniu premii pracownikom Ministerstwa Finansów. Zaznaczmy: nie ministrowi, wiceministrom, dyrektorom. Zwykłym urzędnikom, w tym członkom korpusu służby cywilnej, czyli najlepszym z najlepszych.
Pisałem wtedy, że nie ma nic złego w podjęciu decyzji o przyznaniu nagród ciężko pracującym ludziom. Pracownicy szeroko pojętej administracji publicznej są z reguły wynagradzani poniżej swoich kompetencji, a nie powyżej. Zasługują na więcej. Absurdem zaś jest to, że "gołe" pensje urzędników muszą być łatane różnego typu dodatkami i premiami, żeby ktokolwiek chciał pracować na tych stanowiskach. Bo, wbrew powszechnemu odbiorowi, wcale nie ma chętnych tłumów na wiele urzędniczych stanowisk. Nie ma też tłumu chętnych do zostania członkami korpusu służby cywilnej.
"Gdy niekiedy widzę ataki na 'nierobów' ze służby cywilnej, to odnoszę wrażenie, że autorzy tych tez posługują się najsłabszej jakości kalkami myślowymi sprzed dziesięcioleci" – napisałem wówczas.
Wielu internautów wiedziało lepiej. Ot, choćby przyjmowano, że pochodzę z urzędniczej rodziny, mam matkę urzędniczkę, ojca urzędnika, a moje półtoraroczne dziecko nauczyło się mówić "mama", "tata" i "nie teraz, mam przerwę, żegnam".
Trudno, piszę jeszcze raz to samo. A Wy, jeśli chcecie, jeszcze raz możecie mnie obrazić.
Krzywdzące stereotypy
To nie tak, że uważam, iż wszystko jest idealnie. Na łamach Wirtualnej Polski w maju 2023 r. pisałem, że łatwo jest postrzegać pracę urzędniczą przez pryzmat pojedynczych patologii opisywanych przez media. Bo te są, oczywiście. Niektórzy mylą się, niektórzy źle pracują, niektórzy chcieliby pracować dobrze i skutecznie, ale jest to trudne.
"Czy możliwe jest bowiem, że w jednych urzędach występują przerosty zatrudnienia, a inne są skrajnie niedofinansowane?" – pytałem.
I dalej wskazałem, że widzę, jak działają różnego rodzaju oddziały terenowe państwowych inspekcji, gdzie ludzie zarabiają niewiele ponad minimalną krajową i przynoszą czajniki z gwizdkiem do pracy z domu, by napić się też przyniesionej herbaty. I część z nich, w randze inspektorów, walczy z różnej maści bandziorami. Tak było, chociażby przez lata w inspekcji farmaceutycznej.
Ale – pisałem w WP – widzę także oświadczenia majątkowe różnej maści miejskich radnych, którzy dorabiają w urzędach na stanowiskach typu "specjalista ds. promocji" po 150 tys. zł rocznie.
Niech urzędnik choć raz wygra z kotem
Korpus służby cywilnej, najbardziej doświadczeni w polskiej administracji, to nasz państwowy pancerz. To grupa ludzi, którzy pracują ciężko za każdej władzy, bo pracują dla Polski. To ludzie, których zazwyczaj nie widać, a profesjonalnie wypełniają swoje obowiązki.
To wreszcie ludzie, którzy z reguły nie interesują się polityką (a przynajmniej tego nie okazują w pracy), nie cieszą się, gdy procedury powodują, iż sprawy wloką się niemiłosiernie, nie mają radości, gdy obywatel nie może załatwić ważnej sprawy.
I choć moje zdanie niewiele znaczy: liczę, że w przyszłym roku więcej uwagi poświęcimy Dniu Służby Cywilnej niż Światowemu Dniu Kota.

