Kraj

Wygraliśmy sprawę o brak autoryzacji wypowiedzi członka rad programowych mediów publicznych

Nie pójdziemy siedzieć. Wygraliśmy sprawę z Michałem Kaczmarczykiem, członkiem rad programowych PAP i Polskiego Radia oraz ekspertem Ministerstwa Sprawiedliwości, który chciał ukarania nas za brak autoryzacji jego wypowiedzi. Wypowiedzi, które przesłał do nas drogą mailową.

Paweł Figurski
Felieton autorstwa: Paweł Figurski
20 lutego
4 minuty
Paweł Figurski, Patryk Słowik, Michał Kaczmarczyk (fot. Screen YouTube.com/Akademia Humanitas)

Reklama

Groziła nam (Pawłowi Figurskiemu i Patrykowi Słowikowi) kara grzywny, a w razie braku jej uiszczenia, nawet pozbawienie wolności. Nie o pieniądze jednak chodziło, a absurdalne zarzuty, jakie kierował w naszą stronę Michał Kaczmarczyk oraz o fundament pracy dziennikarskiej, czyli sprawę autoryzowania wypowiedzi bohaterów naszych tekstów.


Reklama

O Michale Kaczmarczyku napisaliśmy kilka artykułów, które publikowaliśmy w Wirtualnej Polsce. W materiale „Kup pan certyfikat. Cała ze znakiem jakości” opisaliśmy biznes osób związanych z Michałem Kaczmarczykiem, który polega na sprzedaży różnego rodzaju certyfikatów uczelniom, szpitalom i urzędom. Z kolei w artykule: „Jak zostać członkiem rady programowej mediów publicznych w likwidacji” ujawniliśmy okoliczności wejścia Kaczmarczyka do rad programowych PAP i Polskiego Radia. Kaczmarczyk otrzymał rekomendację z fundacji, której prezesem jest jego matka – Grażyna. O powołaniu do rad programowych decyduje natomiast Rada Mediów Narodowych, na której czele stoi były student Kaczmarczyka – Wojciech Król.

Michał Kaczmarczyk nie zdecydował się na spotkanie z nami, odpowiedzi na nasze pytania wolał przesyłać drogą mailową.

Kaczmarczyk nasyła policję na redakcję

Choć były rektor sosnowieckiej uczelni odpowiadał pisemnie, to postanowił nasłać na nas policję. A to dlatego, że jego zdaniem popełniliśmy wykroczenie, nie autoryzując jego wypowiedzi. Latem 2025 r. do redakcji WP wpłynęło wezwanie z Komisariatu Policji Warszawa-Włochy do złożenia wyjaśnień. Musieliśmy wytłumaczyć, czy rzeczywiście działając „wspólnie i w porozumieniu” dosłownie zacytowaliśmy wypowiedź Michała Kaczmarczyka bez umożliwienia mu autoryzowania wypowiedzi.


Reklama

Policja po przesłuchaniach podjęła decyzję o skierowaniu sprawy do sądu. Ten w trybie nakazowym ukarał nas grzywnami w wysokości po 1 tys. zł, a w branżowych mediach pojawiły się artykuły o „skazanych dziennikarzach Wirtualnej Polski”.


Reklama

W mediach społecznościowych triumfował też Michał Kaczmarczyk. – Nie jestem ekspertem od wykroczeń, ale czytam, że wyrok nakazowy wydaje się, gdy okoliczności czynu i wina w świetle ujawnionych dowodów nie budzą wątpliwości Sądu. I nie chwalę się, bo nie ma czym. Wolałbym, by dziennikarze przestrzegali prawa. To byłby powód do satysfakcji – skomentował Kaczmarczyk na platformie X.

Kaczmarczyk, który na prawie się zna – był biegłym sądowym, ławnikiem, przyznaje sędziom nagrody „Złotej Temidy” i jest ekspertem Ministerstwa Sprawiedliwości – pomijał specyfikę wyroków nakazowych. Są one wydawane bez wzywania oskarżonych, niejako z automatu. Zwykle wystarczy się odwołać, by wyrok przestał być obowiązujący. Tak zrobiliśmy. Sprawa trafiła więc do sądu, który przeprowadził normalny proces.

Sąd: Cytaty nie były wyrwane z kontekstu

I wygraliśmy. Sąd w Warszawie umorzył postępowanie, bo w naszym zachowaniu nie doszukał się znamion wykroczenia. W uzasadnieniu zwrócił uwagę, że cytaty „nie zostały zniekształcone i trudno mówić o zafałszowanej treści, czy spaczonym znaczeniu”. Podkreślił także – wbrew temu, co twierdził Kaczmarczyk – że cytaty nie były wyrwane z kontekstu.


Reklama

„Wypowiedzi nawet bez autoryzacji autorów zostały wiernie oddane i zachowano sens komunikatu” – orzekł sąd.


Reklama

Umorzenie sprawy Pawła Figurskiego i Patryka Słowika

Sprawa o autoryzację wypowiedzi członka rad programowych mediów publicznych trwała od połowy ubiegłego roku. Zaangażowani w nią byli policja, dwa sądy i kancelarie prawne. W naszej obronie stanęli Rzecznik Praw Obywatelskich i Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

Koszt procesu, który były wynikiem poczucia Michała Kaczmarczyka o potrzebie autoryzacji jego słów, które otrzymaliśmy na piśmie, poniósł Skarb Państwa.