Marta Nawrocka, żona prezydenta Karola Nawrockiego, udzieliła wywiadu TVN24. Wypadła – pozwólcie, że pogodzę zwaśnione obozy polityczne – zwyczajnie. Była stremowana, miała kłopot z odpowiedzią na niektóre pytania. Cóż, zachowywała się tak, jak zachowywałby się niemal każdy z nas z wbitymi w nasze twarze kamerami i lampami, ze świadomością, że każde słowo będzie rozbierane na czynniki pierwsze.
Kobieto, zamilknij
Na łamach "Wysokich Obcasów", czyli części "Gazety Wyborczej", red. Natalia Waloch zrecenzowała występ Marty Nawrockiej. Już sam tytuł felietonu wiele mówi: "Wywiad Nawrockiej w TVN24. Jako feministka rzadko radzę kobietom, by zamilkły. Dziś robię wyjątek".
Dlaczego pierwsza dama powinna milczeć? Cóż takiego uczyniła, że te, które na sztandarach noszą hasła o samostanowieniu kobiet i zachęcają do brania odpowiedzialności w swoje ręce, nakazują teraz siedzieć cicho?
"Pytana o poprzednie prezydentowe trzeciej RP i ich działalność, Marta Nawrocka powiedziała, że nie znosi porównań i na nikim się nie wzoruje. Myślę sobie, że to niedobrze, bo jednak jej własny styl pozostawia wiele do życzenia" – zauważa red. Waloch w podsumowaniu oceny.
Wyobraźmy sobie, że Marta Nawrocka jednak postanowiłaby skomentować działalność swoich poprzedniczek. Ach, na pewno skomentowałaby fatalnie. Nie wspomniałaby, że Agata Duda milczała przez 10 lat? Żenada! Pochwaliłaby swoją poprzedniczkę za działalność charytatywną? Tragedia. Wypowiedziała się miło o wszystkich? Podlizuje się, nie ma własnego zdania i nie umie go bronić.
Pomaga, ale bez pasji
Ba, Marta Nawrocka – tak przynajmniej twierdzi jej medialna doradczyni z "Wysokich Obcasów" – nie potrafiła nawet opowiedzieć o swojej planowanej działalności charytatywnej.
"O projektach dla matek dzieci z niepełnosprawnościami oraz kobiet po chorobie nowotworowej mówiła sztywno, bez pasji, jak uczennica, która wykuła mało interesujący ją temat na prezentację" - czytamy.
Złośliwie mógłbym spytać, czy potrzebujące matki oraz kobiety po chorobach nowotworowych potrzebują pasji w głosie, czy działania. I ilu z nich pomogła red. Waloch.
Ale idźmy dalej: "Zapytana o wzór patrioty podała Jana Pawła II. To znów klisza taka, jaką widzimy w sondach ulicznych: gdy się Polaków pyta, co ostatnio czytali, ci, którzy mają kłopot z pytaniem, zawsze mówią, że Sienkiewicza, bo tylko to pamiętają ze szkoły, gdy mieli ostatni raz książkę w ręku".
A zatem zapytano Martę Nawrocką o wzór patrioty. Ta odpowiedziała tak, jak myśli. Ale myśli źle. Powinna inaczej. Nie godzi się przecież, żeby wzorem dla niej był Jan Paweł II. To zbyt pospolite. Milcz, kobieto.
Mówcie wszystkie
Obejrzałem i wysłuchałem z uwagą rozmowę z Martą Nawrocką. Czy zgadzam się ze wszystkimi jej wypowiedziami? Nie. Czy tak samo patrzę na świat jak ona? Nie. Czy uważam, że brakowało jej luzu, który mają w sobie stali bywalcy telewizyjni? Ano brakowało, choć nie postrzegam tego jako żaden mankament, bo niemal wszystkim by brakowało.
Ale jednocześnie: czy jest tak, że mam monopol na rację i uważam, że Marta Nawrocka powinna milczeć, bo uważam swoje opinie za trafniejsze? Nie, w żadnym razie.
Marta Nawrocka ma prawo mówić. Autorzy (i autorki) felietonów, którzy chcieliby jej tego zabronić – także. Przynajmniej dzięki temu wiemy, z kim mamy do czynienia.

