Świat

Niemcy prześladowani podczas II wojny światowej? Niemiecka aktywistka chyba spała na lekcjach historii

Niemiecka aktywistka polityczna i zwolenniczka konserwatywnej partii AfD, Naomi Seibt, przedstawiła światu niezwykle kreatywne podejście do II wojny światowej. „Niemcy byli prześladowani” – napisała na portalu X. Nie wiem, kto częściej spał na lekcjach historii – ja czy Naomi Seibt?

Olga Erenc
Felieton autorstwa: Olga Erenc
25 lutego
4 minuty
Flaga Niemiec (fot. Shutterstock / Shutterstock)

Reklama

”NIE, MIGRANCI NIE ODBUDOWALI NIEMIEC!!! Mam dość kłamstw naszego rządu, że to migranci odbudowali moją wspaniałą ojczyznę po II wojnie światowej. Nasi dziadkowie pracowali bez wytchnienia, podczas gdy miliony Niemców i Niemek było prześladowanych, gwałconych i zabitych” – czytamy we wpisie niemieckiej pasjonatki historii najnowszej. I można by przejść obojętnie obok tych słów, gdyby nie drobny "szczegół" – mówimy o osobie, którą obserwuje w mediach społecznościowych blisko pół miliona ludzi, a każdy jej wpis czytają kolejne setki tysięcy.


Reklama

W odbudowie powojennych Niemiec na pewno wielki udział miało skradzione z Polski złoto, diamenty oraz darmowa, przymusowa siła robocza, ale to kwestia, która mogła umknąć naszej walecznej germańskiej wojowniczce. Jeśli chodzi natomiast o „prześladowania” jej pobratymców podczas II wojny światowej, to możemy się jedynie domyślać, co podmiot liryczny miał na myśli.

Jak Niemcy byli „prześladowani”?

 

Mogło chodzić o takie „prześladowania”, kiedy Polacy konspirowali przeciwko Niemcom, a ci ostatni przecież wyraźnie zaznaczali, że nie czują się z tym komfortowo. Kulminacją tych „prześladowań” musiało być w takim razie powstanie warszawskie. Albo o takie „prześladowania”, kiedy Polacy nie kłaniali się Niemcom i nie schodzili im z drogi, naruszając tym samym ich poczucie tożsamości. Nasi okupanci identyfikowali się przecież wówczas jako „nadludzie” i prosili, żeby traktować ich adekwatnie. A może Naomi Seibt chodziło o „prześladowania”, których dopuszczali się polscy obywatele słowiańskiego pochodzenia, gdy ratowali polskich obywateli pochodzenia żydowskiego i wspierali powstanie w getcie warszawskim? Czynili to w końcu na złość Niemcom, którzy wielokrotnie podkreślali, żeby tego nie robić.


Reklama

Takich „prześladowań” ze strony naszych krnąbrnych rodaków było na pewno więcej. Przytłoczeni ciężką rzeczywistością w nieżyczliwej Polsce, Niemcy zbombardowali Warszawę tak, żeby być pewnym, że już nikt nigdy nie będzie ich tam „prześladował”. 


Reklama

 

A tak na poważnie, to w pewnym momencie trzeba zatrzymać ten pędzący wodospad rozbujanej wyobraźni historycznej naszych zachodnich sąsiadów. Uczciwie zaznaczmy: nie wszystkich, niektórzy mówią prawdę. Ale nie dajmy sobie wmówić, że brak zgody na kłamstwa historyczne jest równoznaczny z niechęcią do całego narodu i państwa.

Co z polską polityką historyczną?

Mam nieodparte wrażenie, że czekając na wymarcie ostatnich świadków wojny, Niemcy już zabrali się za tworzenie alternatywnej wersji wydarzeń. I realizują ten plan w swoim charakterystycznym stylu – metodycznie, krok po kroczku, tak, żeby nikt się za szybko nie zorientował. Pokazuje to m.in. sprezentowanie polskim ofiarom niemieckiej okupacji mieniącego się w berlińskim słońcu dostojnego głazu (ten doniosły gest jest przecież bardziej trwały, niż wypłacanie reparacji wojennych – pieniądze wyda się od razu, a kamień, niczym Stonehenge, będzie trwał wiecznie). Ponadto kanclerz Friedrich Merz w tegorocznej wypowiedzi z lutego dokonał niespotykanego dotąd zakrzywienia czasoprzestrzeni, mówiąc, że wojna w Ukrainie „trwa teraz cztery lata, czyli dłużej niż II wojna światowa”. Gdy dodamy do tego ignorowanie tematu polskich ofiar, systematyczne kłamanie na temat uczestnictwa Polaków w Holokauście, rzekome „prześladowania” Niemców stanowić mogą pewną klamrę kompozycyjną fałszywej i szkodliwej niemieckiej narracji historycznej.


Reklama

Brakuje polskiej odpowiedzi, czyli spójnej i dostosowanej do współczesnych czasów polityki historycznej o zasięgu międzynarodowym, z użyciem social mediów, przedstawianej w różnych językach. Warto wykorzystać w tym celu trwający od jakiegoś czasu tzw. hype na Polskę, czyli zachwyty nad naszym krajem wyrażane przez turystów czy ekspatów.


Reklama

Na koniec pozostaje pytanie skierowane do tych polskich polityków, którzy nadal uważają, że współpraca z AfD ma sens. Prawicowe niemieckie ugrupowanie, które zachodnią Polskę nazywa czule ”Ostdeutschland” (wschodnie Niemcy – red.) i jest ”zmęczone” przepraszaniem za swoje winy, nie wydaje się właściwym partnerem do działania na rzecz dobrobytu i rozwoju naszego kraju (jeśli oczywiście nie spało się na lekcjach historii).