Kultura

Dobre, złe i brzydkie Oscary. Czy kogoś jeszcze obchodzą?

Kojarzycie jeszcze Oscary? Imprezę, którą celebryci mylą z geopolitycznym seminarium, organizatorzy z nocą kabaretową w Mrągowie, zaś widzowie – ze świętem kina? Los Angeles utonie w brokacie dopiero 15 marca. Ale już teraz wiemy, kto będzie rywalizował o złote rycerzyki. I znów – żadnego szoku, samo dowierzanie.

Michał Walkiewicz
Felieton autorstwa: Michał Walkiewicz
30 stycznia
6 minut
Will Smith policzkuje Chrisa Rocka, 2022, 94. ceremonia wręczenia Oscarów (fot. Neilson Bainard / Getty Images / East News)

Reklama

Nie regulujcie odbiorników. Skoro pierwszą ofiarą upadku mediów najczęściej bywa kultura, to dlaczegóż wiadomość o wydarzeniu kulturalnym miałaby nie zwiastować narodzin nowego medium?


Reklama

Portal Zero.pl będzie przecież nie tylko krynicą rzetelnego dziennikarstwa, ale również fabryką szalonych pomysłów oraz platformą rewizji naszej wiedzy o świecie. Sam obgryzam paznokcie z taką ekscytacją, że aż napisałem tekst do newslettera. A teraz jeszcze karmię nim tę nową i pachnącą stronę. Kto tak robi? 

Co uratuje Oscary? Odwaga

Ktoś złośliwy powie, że Oscary są współczesnej kulturze potrzebne jak świni siodło. Kto inny – że przez upasionych na streamingowo-serialowym wikcie widzów przemawia cynizm. Postaram się wszystkich pogodzić.

Artystycznie skompromitowane, ekonomicznie niestabilne i pozbawione tożsamości nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej są bladym wspomnieniem po wydarzeniu, które wyznaczało trendy i kształtowało wrażliwości. Co wcale nie oznacza, że nie ma dla nich ratunku. Rozległe i pęczniejące niczym grzybnia ciało jurorskie musi tylko odważniej zwrócić się w stronę masowego widza.


Reklama

Rekordowe 16 nominacji dla filmu „Grzesznicy” Ryana Cooglera to dobra wiadomość. Nie tyle z powodów statystycznych (czternaście, czyli najwięcej szans na zwycięstwo, miały dotąd „Wszystko o Ewie” Josepha L. Mankiewicza, „La La Land” Damiena Chazelle’a oraz „Titanic” Jamesa Camerona), co artystyczno-komercyjnych.


Reklama

Najzwyczajniej w świecie dobrze widzieć na Oscarach gatunkowy miks soulowego musicalu, folk-horroru o wampirach oraz kina gangsterskiego; film, który uszlachetnia każdy z tych gatunków opowieścią o dziedzictwie czarnej Ameryki, zaś przy okazji – zarabia pieniądze.

Nieliche 13 nominacji dla „Jednej bitwy po drugiej” Paula Thomasa Andersona to z kolei najsłodsza z gorzkich wiadomości. Słodka, bo to świetny film o współczesnej Ameryce, nawet jeśli niektórzy mylą go z wezwaniem do zbrojnego oporu przeciw Trumpowi.

Gorzka, ponieważ jest to kuriozalnie drogi film, który już na etapie koncepcyjnym był obietnicą box-office’owej porażki. Nie chce być gościem z kalkulatorem, wychowano mnie na humanistę. Ale nawet ja wiem, że Netflix czający się dziś na zadłużone studio Warner Bros. to efekt uboczny strategii producenckiej, z której zrodził się film Andersona.


Reklama

Kto na pewno dostanie Oscara?

Są pewniaki. Timothée Chalamet ma już w kieszeni nagrodę za rolę w „Wielkim Martym” Josha Safdiego – opowieści o zdeterminowanym ping-pongiście, który w powojennej Ameryce spełnia swój kapitalistyczny sen.


Reklama

Jessie Buckley zgarnie statuetkę za pogrążoną w żałobie żonę Williama Szekspira, Agnes w „Hamnecie” Chloé Zhao. Dwa gwarantowane laury – za najlepszą pełnometrażową animację oraz piosenkę – mają też netfliksowe „K-popowe łowczynie demonów”.

Niestety, wygląda na to, że legendarna kompozytorka Diane Warren znów zamknie szampana. Pomimo piętnastu nominacji na półce trzyma „jedynie” oscara honorowego.

Cieszy obecność nieanglojęzycznego kina w głównych kategoriach – „Tajny agent” Brazylijczyka Klebera Mendonçi Filho (kryminał rozegrany w spalonym słońcem i trzymanym w żelaznym uścisku dyktatury mieście Recife to w moim przekonaniu najlepszy film ubiegłego roku) zmierzy się z „Wartością sentymentalną” Norwega Joachima Triera (napędzanej przepięknymi kompozycjami Hani Rani).


Reklama

A kto wie, być może kawałek torciku podkradnie im Jafar Panahi? Za film „To był zwykły przypadek” irański dysydent zdobył w ubiegłym roku Złotą Palmę w Cannes.


Reklama

Polka nominowana do Oscara

Nominowana za najlepsze kostiumy Polka, Małgosia Turzańska, ubrała Williama i Agnes Szekspirów tak, by nikt nie miał wątpliwości co do symboliki ich relacji. On chadza w błękicie, jest chłodny, racjonalny, szuka odpowiedzi w sztuce. Ona to gorejąca czerwień – targana namiętnościami, osuwająca się w otchłań żalu po stracie dziecka.

Wyróżnienie dla Turzańskiej nie zdziwi nikogo, kto lubi nacieszyć oko doskonałą szatą. Absolwentka praskich i nowojorskich szkół artystycznych nie wyłoniła się nagle z morskiej piany. Jej robota w „Zielonym rycerzu”, „X”, „Pearl” czy „Snach o pociągach” (również nominowanych w tym roku) to czysta poezja i efekt niemal dwudziestoletniego doświadczenia.

Również drugi z nominowanych Polaków, rysownik i animator Maciek Szczerbowski (z szansą na nagrodę za krótki metraż "The Girl Who Cried Pearls") to zaprawiony w bojach fachura – tyle że od poklatkowych cudów, co automatycznie czyni z niego przybysza z wymiaru X. 

Oscary na YouTube? Już w 2029 roku

Wszystko to niezwykle ekscytujące, lecz pytanie o sens ceremonii w obecnym kształcie pozostaje w mocy. W 2029 roku Oscary przywitają się z serwisem YouTube i już teraz mówi się o tej tranzycji jako o „końcu pewnej epoki”. Technicznie – tak, będzie to koniec długiej tradycji transmitowania nagród w tradycyjnych pasmach telewizji.


Reklama

Praktycznie – zmiany muszą wykraczać poza medium. Powinny dotyczyć anachronicznej gali, kryteriów selekcyjnych, komunikatu wysyłanego środowiskom artystycznym oraz tuzina innych rzeczy. Choćby po to, by nazywanie The Game Awards – nagród dla branży elektronicznej rozrywki oglądanych przez dziesięciokrotnie większą widownię – „Oscarami gier wideo” miało nieco więcej sensu.

Jeżeli komuś przeszkadza, że w kociołku z ironią bulgocze, to cóż… mam złą wiadomość. Gdy Zero.pl wystartuje – a stanie się to zanim Dorotka trzykrotnie stuknie obcasem i krzyknie „Nie ma jak w domu!” – ironii oraz jej pochodnych będzie więcej. Zwłaszcza, gdy ktoś spuści mnie ze smyczy i wskaże palcem Hollywood. Taka praca.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Michał Walkiewicz
Michał WalkiewiczDziennikarz