Korowody obrazów krążących w internecie nie pozostawiają bowiem żadnych wątpliwości. Na ulicach Lyonu, przed wykładem lewicowej parlamentarzystki Rimy Hassan, krążyły szwadrony śmierci. Bo jakże inaczej nazwać to, co widzimy na kilkuminutowym nagraniu? Pięciu mężczyzn kopie i uderza pięściami leżącego. Chłopak nie broni się. Traci przytomność. Dwa dni później w wyniku odniesionych ran, Quentin umiera w szpitalu.
Nastrój zakamuflowanych nienawiści się skończył. Francja staje się coraz bardziej otwarcie rozdarta i brutalna. Można pisać wykręty usprawiedliwienia, że przemoc jest nieodłącznym elementem rzeczywistości, że Quentin szukał guza, należąc do prawicowego kolektywu Némésis, że atmosfera przed spotkaniem z Rimą Hassaną iskrzyła się wirem nieprzewidzianych zdarzeń.
Nie ulega jednak wątpliwości, że lewicowe bojówki urządziły sobie na ulicach Lyonu polowanie na zwierzynę. Można zżymać się na skrajność takie podejścia. Fakty są jednak proste. Przemoc coraz częściej czyniona jest przez reprezentantów skrajnej lewicy pod szyldem Nieuległej Francji. Rozmaite wypowiedzi reprezentantów partii Jean-Luca Mélenchona stanowiły rapsodyczną uwerturę do stosowanie przemocy. Bowiem od słów do czynów, jak wiadomo, niedaleka droga.
Przemoc werbalna, cyniczna strategia podsycania napięcia prędzej czy później, mimo publicznych wyparć, prowadzą do zamachów i do zabójstwa wyznaczonego „wroga”. Podwójny język jest bowiem immanentną cechą francuskiej, skrajnej lewicy.
Znamienne jest, że do śmiertelnego ataku na Quentina doszło na „antysyjonistycznym” wiecu europosłanki Rima Hassan, znanej z prowokacyjnych wystąpień i publicznego pokazywania się u boku przedstawicieli Hamasu.
Propalestyńska narracja, która stała się dziś katalizatorem najróżniejszych resentymentów, to jeden z głównych instrumentów politycznych wykorzystywanych przez Nieuległą Francję. Ugrupowanie to uparcie relatywizuję pogromy dokonane przez Hamas, argumentując, że Izrael prowadzi politykę „kolonizacyjną”, a nawet dopuszcza się „ludobójstwa” wobec ludności palestyńskiej.
Nieuległa Francja, do celów elektoralnych, nieustannie wzmacnia nie tylko antyizraelskie nastroje. Dąży również do pobudzania tego, co Pascal Bruckner, nazywa „tyranią skruchy”. Francuski filozof swoje rozważania o „samobiczowaniu Zachodu” inicjuje ostrą konstatacją: brzemię dawnego kolonializmu spowodowały, że społeczeństwa zachodnie przestały siebie lubić.
Lewica ów wstyd wzmacnia i utwierdza. Co więcej, wyzbyła się również kompleksu przemocy. Śmiercionośne świstki i deklaracje stały się nie tylko programem politycznym.
Nienawiść wprawiła w ruch pięści, które zabiły.

