- 25-letnia Hiszpanka została poddana eutanazji po 20 miesiącach batalii prawnej.
- Jej ojciec bezskutecznie próbował powstrzymać decyzję zatwierdzoną przez instytucje państwowe.
- Sprawa wywołuje debatę o granicach autonomii i odpowiedzialności społeczeństwa wobec najsłabszych.
Trudno pisać ten tekst bez poczucia, że coś tu zostało odwrócone do góry nogami. Bo przecież historia Noelii nie zaczyna się od decyzji o śmierci, lecz od długiego pasma zaniedbań, które tę decyzję uczyniły możliwą. A może nawet nieuniknioną.
Historia życia naznaczonego przemocą i cierpieniem
Nie ulega wątpliwości, że Noelia została życiowo przygnieciona młyńskim kamieniem. Dorastała w rodzinie naznaczonej trudnościami. Została zgwałcona. Potem był skok z piątego piętra, próba ostatecznej ucieczki od tego, czego nie dało się unieść. Od feralnego skoku rozpaczy żyła sparaliżowana, z bólem, który nie ustępował ani na chwilę.
Herkulesowy trud hiszpańskiego państwa, sądów, personelu medycznego skupiał się nie na życiu Noelii, lecz na jego zakończeniu. Owszem, zgodnie z jej wolą. A jej śmierć okrzyknięto jako „zwycięstwo samodzielności”.
W trapezowej logice myśli, owe prawo nie sposób gładko oswoić i lekko przełknąć. Nie sposób przecież jednoznacznie stwierdzić, że Noemi pragnęła umrzeć. Natomiast z pewnością zrezygnowała z życia na szpitalnym łóżku, bez rodziny, przyjaciół, zrozumienia, porządkujących myśli perspektyw, bez przynależnej każdemu godności. A cały aparat państwowy, przekonywał ją, że miała rację.
W tej historii szczególnie uderza ogrom wysiłku instytucjonalnego, który został uruchomiony nie po to, by Noelię uratować, lecz by doprowadzić „procedurę” do końca. Sędziowie, eksperci, komisje, instancje, aż po Europejski Trybunał Praw Człowieka - wszyscy pracowali sprawnie, konsekwentnie i z zadziwiającą determinacją.
W swojej jedynej publicznej wypowiedzi Noelia powiedziała: „Zawsze czułam się sama”. I samotnie również umarła. Gdy podano jej zastrzyk z trucizną, nie było przy niej nikogo. Czuwała nad nią tylko szpitalna administracja oraz okrutna konieczność. Jakby Noelia chciała zbiec z szponów świata bez alternatywy, bez możliwości przystąpienia do radości istnienia.
Głos Michela Houellebecqa w debacie o eutanazji
W debacie o eutanazji głos zabrał ostatnio francuski pisarz Michel Houellebecq. Na łamach Le Figaro napisał: „Chcę to powiedzieć bardzo wyraźnie: kraj, społeczeństwo, cywilizacja, która posuwa się do legalizacji eutanazji, traci w moich oczach cały szacunek”.
Żyjemy epoce medycznego paradygmatu w której człowiek coraz częściej rezygnuje: z wysiłku, z odpowiedzialności, z trwania przy drugim człowieku w jego kruchości. Historia Noelii zdaje się być bolesnym potwierdzeniem tej diagnozy. Bo łatwiej jest uznać, że czyjeś życie dobiegło sensownego kresu, niż podjąć trud towarzyszenia mu w jego najtrudniejszych momentach.

