Świat

Szef NATO z rowerem i mopem do podłogi. Kim jest Mark Rutte?

Sekretarz Generalny NATO i były premier Holandii Mark Rutte dał się poznać jako pragmatyczny polityk, któremu zależy na znalezieniu rozwiązań i deeskalacji napięć wewnętrznych w Sojuszu Północnoatlantyckim. Dlaczego jego "rozważna dyplomacja" działa, dlaczego mył mopem podłogę na viralowym nagraniu i dlaczego wygrał wyścig o przywództwo w sojuszu z rumuńską gwiazdą polityki?

Olga Erenc
Felieton autorstwa: Olga Erenc
17 lutego
8 minut
Szef NATO Mark Rutte (fot. RONALD WITTEK / PAP)

Reklama

TYLKO NA

Kiedy rumuński prezydent Klaus Iohannis ogłosił w marcu 2024 r., że startuje do wyścigu o prestiżowy brukselski fotel Sekretarza Generalnego NATO, niektóre zagraniczne media wieściły mu zwycięstwo. Politico opublikowało felieton autorstwa Iohannisa, w którym przekonywał, że to właśnie on jest przyszłością sojuszu. Jego główny argument? NATO miałoby w końcu przywódcę ze Wschodniej Europy, z kraju postkomunistycznego, który najlepiej wie, jakie zagrożenie stanowi Rosja.


Reklama

– Wierzę, że NATO potrzebuje odnowionej perspektywy dotyczącej jego misji. Wschodnia Europa daje wartościowy wkład w dyskusje i decyzje w ramach sojuszu – mówił w krajowej telewizji prezydent Rumunii.

W tym samym czasie Sojusz Północnoatlantycki zdradził swoje plany co do stworzenia największej bazy w Europie – w Rumunii, na wybrzeżu Morza Czarnego – która swym rozmachem i rozmiarem miała przyćmić niemiecką bazę Ramstein i móc ugościć 10 tys. żołnierzy i cywilów do 2030 r.

Jednak mimo starań Rumuna to były holenderski premier Mark Rutte był niekwestionowanym faworytem na stanowisko Sekretarza Generalnego NATO. Złośliwi komentowali, że wybór Iohannisa nie byłby zgodny z zasadą różnorodności, tak promowaną przez Brukselę. Rumuński prezydent identyfikował się bowiem jako etniczny Niemiec, a biorąc pod uwagę, że szefową Komisji Europejskiej jest także Niemka (Ursula von der Leyen), pojawiał się żartobliwy argument, że najwyższe stanowiska powinny być jednak rozdzielane z uwzględnieniem dywersyfikacji kandydatów.


Reklama

– Myślę, że to Mark Rutte zostanie szefem NATO – powiedziała mi w prywatnej rozmowie w maju 2024 r. moja koleżanka, holenderska dyplomatka, która wracała z misji z Kijowa przez Warszawę. Spotkałyśmy się na szybką kawę w jednej z warszawskich kawiarni.


Reklama

– Rosja będzie chciała w ciągu dwóch, trzech najbliższych lat zaatakować kraje bałtyckie. Oby następna nie była Polska, pięknie tu macie – nieświadomie powtórzyła złowrogą przepowiednię ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. – Rutte byłby dobrym wyborem. Holandia robi bardzo dużo, żeby wzmacniać NATO. Polska oczywiście też – dodała.

Odpowiedziałam jej, że kraje zachodnie powinny słuchać Polski już wcześniej, jeśli chodzi o putinowskie wizje dominacji nad światem, ale jednocześnie cieszę się, że obecnie Europa wydaje się być solidarna w kwestii wojny w Ukrainie. Podkreśliłam także, że Polska jest tak straumatyzowana po II wojnie światowej, że o ile w kraju trwa nieustanny spór polityczny, to mam wrażenie, że wszyscy zgadzają się w jednej, fundamentalnej kwestii: nie chcemy żadnej wojny i robimy wszystko, żeby do niej nie doszło.

Ale Holandia faktycznie także działa – nawet sama królowa Maxima trenuje, żeby móc zostać rezerwistką w holenderskiej armii, o czym poinformowały holenderskie media na początku lutego tego roku.


Reklama

Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte i jego "rozważna dyplomacja"

Mark Rutte powiedział podczas styczniowego Forum Ekonomicznego w Davos, że napięcie, jakie wówczas powstało pomiędzy sojusznikami w NATO przez kryzys związany z Grenlandią (Stany Zjednoczone chciały przejąć Grenlandię od Danii ze względów bezpieczeństwa) rozwiązać można tylko przez "rozważną dyplomację" ("thoughtful diplomacy").


Reklama

Doktryna "rozważnej dyplomacji" Marka Rutte wyraża wszystko, co Holendrzy lubią najbardziej. Stoicyzm, ale i bezpośredniość. Twarde negocjacje, ale prowadzone zawsze na wysokim poziomie, jeśli chodzi o kulturę osobistą. I ostatnia, lecz równie istotna rzecz: skupienie na celu, nie na didaskaliach i emocjach.

Nie bez powodu w europejskiej polityce przylgnął do niego przydomek "fixer" ("naprawiacz"). Jego inny pseudonim to "Teflon Mark", bo będąc najdłużej urzędującym premierem Holandii (przez prawie 14 lat) przetrwał wszystkie turbulencje polityczne bez istotnego zadraśnięcia wizerunkowego. Pomimo krytyki swoich współobywateli Rutte udawało się utrzymywać dobry wizerunek. Zarówno niektórzy Holendrzy, jak i mieszkający w Niderlandach ekspaci zachwycali się, jakim "down to earth" ("twardo stąpającym po ziemi") politykiem jest obecny szef NATO.

Codziennie jeździł do pracy w Hadze rowerem, a gdy rozlał przypadkiem kawę w parlamencie, sam wziął mopa i posprzątał, wyręczając panią sprzątającą (stało się to viralowym video w 2018 r.).


Reklama

Ktoś powie: tanie zabiegi marketingowe, polscy politycy też udają, że są zwykłymi ludźmi i pozują do zdjęć w metrze, czasem nawet zatopieni we wciągającej lekturze, żeby było autentyczniej. Zgoda, ale warto podkreślić, że Holandia, w większości protestancka, ma inną mentalność. Akurat u Marka Rutte wybór roweru zamiast limuzyny był naturalny, bo tak funkcjonuje większość jego krajan. Rower nie kosztował tyle, co przeciętne auto, bo Holendrzy po prostu nie przywiązują do tego wagi – rower ma być porządny i dobrze jeździć, może mieć 15 lat i być zakurzony. W tym cały urok.


Reklama

Czyszczenie mopem podłogi z kawy, którą się wylało – to znów dość standardowe zachowanie w państwie, gdzie mimo obecności rodziny królewskiej i rozbudowanej siatki arystokracji, ludzie nie zwracają w dużym stopniu uwagi na hierarchie społeczną.

Jak Mark Rutte zmusił Europę, żeby płaciła więcej na NATO

Po objęciu funkcji Sekretarza Generalnego NATO Mark Rutte uważnie wysłuchał pretensji, jakie administracja prezydenta USA Donalda Trumpa wysuwała wobec krajów europejskich jeszcze za kadencji jego poprzednika, Norwega Jensa Stoltenberga. A zarzut był jeden: USA płaci najwięcej na NATO, a zamożna Europa płaci zdecydowanie za mało. W odróżnieniu od swoich znajomych brukselskich biurokratów, Rutte nie skupiał się na krytyce i kontrowaniu Trumpa argumentami ad personam, tylko precyzyjnie zdiagnozował problem, jaki Ameryka ma z NATO. I skupił się na jego rozwiązaniu.

Podczas szczytu NATO w Hadze w czerwcu 2025 r., w którym m.in. uczestniczyli prezydent USA Donald Trump oraz holenderska rodzina królewska, Rutte wyegzekwował od krajów europejskich deklarację na piśmie, w której obiecują wydawać zarówno na swoją obronność, jak i na obronność NATO, znacznie więcej.

"Zjednoczeni w obliczu poważnych zagrożeń i wyzwań dla bezpieczeństwa, w szczególności długoterminowego zagrożenia ze strony Rosji dla bezpieczeństwa euroatlantyckiego oraz stałego zagrożenia terroryzmem, sojusznicy zobowiązują się do inwestowania 5 proc. PKB rocznie na podstawowe potrzeby obronne, a także wydatki związane z obronnością i bezpieczeństwem do 2035 r. w celu zapewnienia realizacji naszych indywidualnych i zbiorowych zobowiązań zgodnie z artykułem 3 Traktatu Waszyngtońskiego" – głosił dokument wydany po haskim szczycie.


Reklama

Podczas konferencji prasowej na tegorocznej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium Mark Rutte zaznaczył, że problem, jaki USA miały z Europą w kwestii NATO, został zaadresowany, a rozwiązanie zostało zaimplementowane: – (…) Poradziliśmy sobie z tą istotną kwestią, która drażniła Stany Zjednoczone, że Europa nie robi tyle samo co Amerykanie. Teraz to właśnie naprawiamy, co uczyni NATO o wiele silniejszym.

Mark Rutte o psie, który się nie podda

– Opowiem wam, co widziałem w Kijowie w tamtym tygodniu. Zniszczenia infrastruktury ciepłowniczej przez rosyjskie ataki, które pozbawiły ćwierć miliona ludzi ogrzewania przy temperaturach -15 st. w dzień, a -20 st. w nocy. Ale kiedy rozmawiałem z ludźmi w Ukrainie, patrzyli mi w oczy i mówili, że się nie poddają – mówił Mark Rutte podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium w ramach panelu dyskusyjnego prowadzonego przez amerykańską ikonę reportaży wojennych, Christiane Amanpour. W panelu brał także udział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

– Rosjanie nie wygrywają tej wojny. Robią tak małe postępy, że to już nie jest nawet znaczące, tracą tylko ludzi. Jeśli jest dyktator w Moskwie, który jest chętny to robić, zabijać swoich własnych ludzi na wojnie, to musimy traktować to poważnie. Ukraińcy muszą mieć możliwość odparcia ataków, jakie na nich nasyła Rosja. USA cały czas zapewnia mnóstwo pomocy, Europa i Kanada tez pomaga. W tym roku będzie to kosztowało 12 mld euro – mówił Rutte.

Szef NATO dodał: – Poznałem też w Ukrainie psa Patrona. Pomagał w wykrywaniu materiałów wybuchowych. I wiecie co, nawet ten pies spojrzał mi w oczy i powiedział, że się nie podda.