
Mirosław Romańczuk przez 14 lat pracował jako górnik w kopalni Knurów-Szczygłowice. 22 stycznia 2025 r. znalazł się w epicentrum wybuchu metanu. Doznał oparzeń obejmujących niemal 90 proc. powierzchni ciała, stracił nogę, uszy i palce. Spędził dwa miesiące w śpiączce. Dziś twierdzi, że do tragedii mogło przyczynić się systematyczne fałszowanie pomiarów stężenia metanu.










