
Wystarczył jeden komentarz sekretarza generalnego NATO, by europejska prasa oskarżyła Sojusz o „mówienie głosem Waszyngtonu”. Problem w tym, że w wojnie USA z Iranem nikt w Europie nie ma odwagi głośno powiedzieć, że NATO nie jest od rozwiązywania kryzysów na Bliskim Wschodzie – a już na pewno nie wbrew własnej jedności.


