Reklama
Świat

Lęki spolaryzowanego Wuja Sama. Bromski: Amerykanin ma czego się bać

Polityka stała się dla części Amerykanów jednym z największych źródeł poczucia lęku. Obywatele USA znacznie częściej niż inni postrzegają napięcia polityczne jako zagrożenie dla bezpieczeństwa – wynika z najnowszych badań. Wpływ na nastroje ma m.in radykalizacja Demokratów. – To może doprowadzić do czegoś, czego boję się najbardziej, czyli wojny domowej – mówi Zero.pl prof. Paweł Bromski.

Przemysław Staciwa
Opinia autorstwa: Przemysław Staciwa
Dzisiaj 20:09
7 min
Aktualizacja: Dzisiaj 20:19
Nowy Jork w apokaliptycznej wersji. (fot. Ilustracja AI)
TYLKO NA
  • Polaryzacja w USA osiąga poziom wpływający na poczucie bezpieczeństwa – 10 proc. Amerykanów wskazuje politykę jako największe zagrożenie dla siebie, dziesięciokrotnie więcej niż wynosi średnia światowa. – Nic dziwnego, że prosty Amerykanin zaczyna się bać, i ma się czego bać – mówi Zero.pl prof. Paweł Bromski.
  • Lewicowe skrzydło Demokratów szybko rośnie w siłę – DSA i środowiska związane z Berniem Sandersem coraz mocniej wpływają na Partię Demokratyczną. – Polaryzacja jest sposobem na prowadzenie kampanii wyborczych i walki o władzę – stwierdza za to amerykanista, dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas.
  • Zwycięstwo Abdula El-Sayeda pokazuje siłę trendu – progresywny polityk wygrał prawybory do Senatu w Michigan, a jego kampania była wspierana przez środowiska związane z amerykańskim aktywizmem muzułmańskim. 

Polityka stała się dla części Amerykanów nie tylko przedmiotem sporu, ale również źródłem poczucia zagrożenia. Z nowego badania Lloyd’s Register Foundation World Risk Poll, przeprowadzonego we współpracy z Gallupem w 140 krajach, wynika, że aż 10 proc. dorosłych Amerykanów wskazuje politykę jako największe zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa. To dziesięciokrotnie więcej niż wynosi średnia światowa i najwyższy wynik od początku prowadzenia badania. 

Grenlandia ostrzega USA. Firma powiązana z Trumpem szykuje odwierty naftowe

Amerykańska polityka od lat znajduje się pod presją coraz silniejszej polaryzacji, politycznej przemocy, gróźb wobec urzędników i przeciwników oraz przenoszenia konfliktu partyjnego do życia codziennego. Raport Gallupa wskazuje, że właśnie narastająca polaryzacja może być jednym z głównych wyjaśnień wyjątkowo wysokiego wyniku Stanów Zjednoczonych. 

Reklama
Reklama

– Polaryzacja jest sposobem na prowadzenie kampanii wyborczych i walki o władzę. Przeważa wśród strategów i doradców politycznych przekonanie, że jest to najlepszy sposób. Własny program i tożsamość się wyostrza, a przeciwnikom stara się w oczach wyborców odebrać wyrazistość – mówi dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas.

„Co to znaczy dziś być liberałem?”

– Nic dziwnego, że prosty Amerykanin zaczyna się bać i ma się czego bać. Media w USA, podobnie jak u nas, są w większości liberalne. Co to znaczy dziś być liberałem? Oznacza to pójście wyraźnie w kierunku głębokiego socjalizmu, a nawet komunizmu, z myśleniem w kierunku rewolucji – mówi Zero.pl prof. Paweł Bromski, rektor Wyższej Szkoły Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki.

Na tym tle szczególnie interesująca wydaje się debata, jaka toczy się obecnie wewnątrz Partii Demokratycznej. W opublikowanym w „The Atlantic” eseju publicysta Jonathan Chait ostrzega przed rosnącymi wpływami Demokratycznych Socjalistów Ameryki – DSA. Jego zdaniem organizacja, która miała pierwotnie przesuwać partię w lewo poprzez demokratyczną działalność polityczną, coraz bardziej oddala się od liberalnego centrum i staje się wobec niego wroga.

Chait zwraca uwagę, że część środowiska DSA przyjęła po 7 października 2023 r. stanowisko, które – jego zdaniem – przekracza granice zwykłego propalestyńskiego aktywizmu: Międzynarodowy Komitet DSA oraz część lokalnych struktur organizacji poparły narrację o „prawie do oporu”, którą krytycy uznali za legitymizowanie ataku Hamasu.

Reklama
Reklama

„Dirty break” i wojna domowa?

Chait idzie dalej i argumentuje, że pod szyldem „demokratycznego socjalizmu” część współczesnej lewicy próbuje nie tyle reformować Partię Demokratyczną, ile stopniowo przejąć jej struktury. Wskazuje przy tym na obecność w DSA nurtów marksistowskich i marksistowsko-leninowskich oraz na strategię określaną jako „dirty break” – wykorzystanie infrastruktury Partii Demokratycznej do zbudowania w przyszłości niezależnego ruchu politycznego. „The Atlantic” przedstawia ten proces jako potencjalne zagrożenie dla liberalnego charakteru amerykańskiej lewicy.

Iran stawia warunki USA. Od ich spełnienia uzależnia otwarcie cieśniny Ormuz

W podobnym tonie te procesy opisuje prof. Bromski. – W USA pojawia się zjawisko, które mieliśmy pod koniec XIX w. w Europie – jest poszukiwana odrębność narodowa i rasowa oraz wzrasta agresja. To może doprowadzić do czegoś, czego boje się najbardziej, także w Europie, czyli wojny domowej – mówi. 

Inaczej na sprawę patrzy dr Kostrzewa-Zorbas: – Ulubione przez Trumpa są oskarżenia względem Demokratów o komunizm – nazywa ich bezbożnymi komunistami, czasem marksistami. Z drugiej strony Demokraci nie pozostają dłużni i rzucają w kierunku Republikanów określenia „neonaziści” czy „zwolennicy białej supremacji”, „rasiści”.

Reklama
Reklama

– Te hasła są przeznaczone zwłaszcza dla „low information voters” – to wyborcy o niskim poziomie wiedzy. Ich można przekonać, że przeciwnik polityczny jest bolszewikiem lub Hitlerem. Te metody nie zapewniają dużego przyrostu głosów, ale trochę tak i to często wystarcza – mówi amerykanista.

Kandydat i Bractwo Muzułmańskie

Jednym z najbardziej znaczących przykładów wpisujących się we wzrost poparcia DSA jest Abdul El-Sayed, który 4 sierpnia wygrał demokratyczne prawybory do Senatu w Michigan i w listopadzie zmierzy się z Republikaninem Mike'em Rogersem. Jego zwycięstwo jest postrzegane jako kolejny sukces populistycznego, progresywnego skrzydła partii związanego ideowo z Berniem Sandersem i Alexandrią Ocasio-Cortez. Axios określa tegoroczne kampanie El-Sayeda i innych progresywnych kandydatów jako test dla „bernowskiego” populizmu przed wyborami prezydenckimi w 2028 r.

El-Sayed jest przy tym politykiem znacznie bardziej kontrowersyjnym niż sugerowałby sam jego program gospodarczy. Jego kampania znalazła się pod ostrzałem z powodu relacji z Hasanem Pikerem, popularnym lewicowym streamerem, który w przeszłości wygłaszał skrajnie kontrowersyjne komentarze, w tym dotyczące zamachów z 11 września na World Trade Center. El-Sayed bronił jednak utrzymywania kontaktów z Pikerem.

Reklama
Reklama

Jeszcze więcej pytań budzą rodzinne i środowiskowe związki kandydata. Teściem El-Sayeda jest Jukaku Tayeb, wieloletni działacz muzułmańskich organizacji w Michigan. Tayeb był prezesem CAIR-Michigan, co potwierdzała sama organizacja, a także od lat związany jest z Islamic Society of North America (ISNA). Organizacje znalazły się pod lupą FBI z powodu powiązań z Hamasem i podejrzeń o jego finansowanie. W tegorocznej kampanii Tayeb przekazał setki tysięcy dolarów na rzecz super-PAC-u Fighting for Michigan wspierającego kandydaturę swojego zięcia. Według danych cytowanych podczas kampanii był jednym z największych indywidualnych darczyńców tego komitetu.

Polaryzacja, lęki i nienawiść

W amerykańskiej i europejskiej debacie publicznej stosunkowo często omawia się i charakteryzuje postępującą radykalizację – zdaniem krytyków – ruchu MAGA. Inaczej sprawa wygląda w przypadku „Demokratycznych Socjalistów”, których cele, powiązania i głośne hasła wyborcze stosunkowo rzadko stają się obiektem pogłębionych analiz politologicznych.

Dane przygotowane we współpracy z Gallupem pokazują, że problem nie jest ograniczony do jednego elektoratu, a politykę jako zagrożenie wskazują zarówno Republikanie, jak i Demokraci oraz wyborcy niezależni. Wyniki badania pokazują, że konflikt polityczny w USA coraz częściej wykracza poza spór o programy partyjne i staje się czynnikiem wpływającym na poczucie bezpieczeństwa części społeczeństwa.

Reklama
Reklama

 

Źródło: Zero.pl
Przemysław Staciwa
Przemysław StaciwaDziennikarz