Na początek trochę prywaty – niewiele brakowało, a zostałbym pierwszym w historii portalu Zero.pl korespondentem z Bliskiego Wschodu i to wbrew własnej woli. W środę leciałem rejsowym samolotem dużej linii lotniczej, która swoją bazę ma w Dosze. Aby nieco przyoszczędzić na bilecie powrotnym z Azji, zdecydowałem się na kilkunastogodzinnego stopa w stolicy Kataru.
Absolutnie nic nie zwiastowało tego, co za kilkadziesiąt godzin stało się koszmarem porównywalnym do początków pandemii COVID-19. Wieczorny ruch w mieście był spory (nawet biorąc pod uwagę Ramadan), restauracje były pełne gości, a hotele w sporej części obłożone.
Spokojny jak katarska stolica przed atakiem
Dziwić mogły jedynie kolejki przed niektórymi bankomatami, co zawsze jest zwiastunem nadchodzącego niepokoju. Obowiązywały także ostrzeżenia MSZ przed podróżami na Bliski Wschód, trudno jednak winić za to turystę, że lecąc do Wietnamu, Australii czy na Filipiny MUSI zatrzymać się w jakimś kraju Zatoki i to nawet jeśli w podróż wybiera się „bezpośrednim” czarterem. Innych połączeń po prostu nie ma albo są tak rzadkie i drogie, że nikt rozsądny nie bierze ich pod uwagę.
Do Polski wróciłem w czwartkowe popołudnie, jednym z ostatnich rejsów przed sobotnim uderzeniem Izraela i USA na Iran. Dużo mniej szczęścia mieli rodacy, którzy utknęli – czy to w transferze na Bliskim Wschodzie, czy to w początkowych portach w Hanoi, Bangkoku lub Brisbane. I to oni stali się jednym z najbardziej polaryzujących tematów w krajowym internecie.
Część użytkowników X (dawnego Twittera) za całą sytuację obwiniła rząd, a nie samych turystów, jednocześnie wzywając Warszawę do natychmiastowej ewakuacji Polaków z Bliskiego Wschodu. Jednym z nich był znany w gronie internetowym Maciej Wilk, prezes stowarzyszenia „Tak dla CPK”, który w obszernym wpisie przekonywał, że odpłatna ewakuacja powinna być wykonana natychmiast, gdyż „niebo nad Arabią Saudyjską i Omanem jest wciąż otwarte i cywilne operacje lotnicze wykonywane są normalnie”.
We wpisie na blisko 1,5 tys. znaków autorowi zabrakło miejsca na fragment komunikatu EASA (Agencja Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego), która odradzała jakichkolwiek lotów do krajów Zatoki Perskiej.
Odradzał to także zdrowy rozsądek – od blisko trzech dób media z całego świata niemal co godzinę informują o irańskich dronach czy rakietach spadających w pobliżu infrastruktury cywilnej (także lotnisk) w Dosze, Dubaju czy Bahrajnie.
Teheran w tej wojnie nie zamierza brać jeńców i pokazuje środkowy palec krajom Zatoki, które jeszcze chwilę temu były inwestycyjno-influencerską okazją do zabłyśnięcia w towarzystwie. Teraz tam się po prostu NIE LECI.
Maciej Wilk domagał się jednak ewakuacji przez Rijad, podpierając się mapką z FlightRadara, na której widać było zatłoczone niebo nad Arabią Saudyjską. Jednak w tym samym przydługim wpisie nie znalazł on miejsca na informację o operowaniu systemu obrony powietrznej, która zestrzeliła teherański pocisk. Niewiele chwil później podobne systemy „pracowały” w pobliżu lotniska Hamada w Dosze.
Prezes „Tak dla CPK” zgrabnie pominął także fakt pochodzenia samolotów latających nad Omanem czy Arabią Saudyjską – to zazwyczaj regionalni operatorzy wykonujący loty na krótkich trasach. Z własnego doświadczenia mogę podzielić się refleksją, że im dalej na wschód od Europy tym życie człowieka staje się tańsze, wobec czego zatłoczony Rijad nie robi na mnie żadnego wrażenia. I nie dziwi także decyzja największych operatorów – Qatar Airways, Etihad, KLM, LOT i wiele, wiele innych – którzy codziennie podają ten sam komunikat „przez najbliższe 24 godziny tam nie latamy”.
Ewakuacyjne pytania, które muszą wybrzmieć
Wydaje się także, że zwolennicy błyskawicznej ewakuacji nie zdają sobie z o wiele dalej idących konsekwencji wysyłania samolotów w strefę wojny. Kto weźmie odpowiedzialność za potencjalne zestrzelenie samolotu pasażerskiego? Który ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie rodzinom pilotów/ urlopowiczów/ załogi, która zginie wskutek uderzenia irańskiej rakiety?
Wydaje się, że po pandemii COVID-19, która również przeobraziła rynek lotniczy, nastąpi epoka rozumu, a nie emocji. Czas analizy, a nie kalkulowania doraźnego zysku politycznego. Bo tylko w tym ostatnim kontekście można odczytywać szaleńczą próbę czeskiego rządu, który w tym momencie wysyła samoloty do Omanu, gdzie utknęło blisko 900 obywateli.
Polityczny przekaz do rządu kieruje także prezydent. Karol Nawrocki zażądał „zabrania się do pracy w pomocy polskim turystom”, którzy utknęli w Zatoce.
– W czasie tego, co się działo w Izraelu w 2023 r., państwo polskie wywiązywało się ze swoich zobowiązań wobec Polaków – powiedział Karol Nawrocki.
Głowa polskiego państwa zestawia jednak nieporównywalne sytuacje – wtedy do lotów ewakuacyjnych używano wojskowych maszyn, a izraelski system obrony powietrznej (m.in. osławiona Żelazna Kopuła) wychwytał 99 proc. lecących rakiet.
Tamtej sytuacji pomagała także geografia, w tym bliskość Morza Śródziemnego i europejskiego kontynentu jako takiego. Teraz wzywanie do lekkomyślnej i niezaplanowanej akcji przywołuje na myśl najgorsze skojarzenia lotnicze w historii Polski.
Dlatego tym razem bądźmy mądrzejsi i jeszcze przez chwilę zaczekajmy na uspokojenie sytuacji. Bo pośpiech jest zawsze złym doradcą.

