Kiedy Prawo i Sprawiedliwość ogłaszało, że tym, który ma poprowadzić ugrupowanie w następnych wyborach parlamentarnych i w perspektywie stanąć na czele rządu będzie Przemysław Czarnek, wiceprezes partii wyszedł na środek sali „Sokoła” i powiedział: „Nas, Polaków, jest 60 milionów, a nie 37 czy 38 milionów”. Do statystyk doliczył „Polaków rozsianych po całym świecie”.
Będę szczery. Kiedy to usłyszałem, zacząłem sobie nieco dworować. „W ciągu zaledwie minuty od ogłoszenia kandydatury Przemysław Czarnek już znalazł ponad 20 mln dodatkowych głosów” – pisałem. „Nieźle to sobie wymyślił” – drwiłem.
Ale wtedy nie mogłem wiedzieć, że to tak na poważnie.
Czarnek ma nowy pomysł. Państwo odkupi mieszkania
Choć od „namaszczenia” minęły dwa miesiące, polityk nie zrezygnował ze swojego pomysłu. Wręcz przeciwnie – w rozmowie z Wirtualną Polską postanowił podzielić się konkretną wizją na to, jak ściągnąć rozsianych po świecie Polaków do kraju.
– Wiele osób – i ja do nich też należę – boryka się z tym, że ma jakiś dom rodzinny, którego nikt nie chce kupić. Gdyby samorząd dostał pieniądze i odkupił te nieruchomości, np. za połowę ceny, to mógłby mieć ofertę dla tych, którzy chcieliby przyjechać z zagranicy do Polski i zamieszkać w danej gminie. Ten program można poszerzyć na Polaków z innych części Europy i świata – zaproponował Przemysław Czarnek.
Nie ma co się kłócić – wizja jest genialna w swojej prostocie. Są mieszkania i są potencjalni mieszkańcy. Jest jednak pewien mały problem. A nawet kilka problemów. I to niekoniecznie małych.
Plan fajny. Szkoda, że nie zadziała
Zacznijmy od statystyk. Według danych z przeprowadzonego w 2021 r. spisu powszechnego w całym kraju znajduje się ok. 1,8 mln tzw. pustostanów, jednak jedna trzecia z nich – ponad 600 tys. mieszkań i domów – ulokowana jest w miejscowościach zamieszkiwanych przez mniej niż 20 tys. osób, w których często brakuje podstawowej infrastruktury, szkół, przychodni, sklepów. Z takich miejsc ludzie się wyprowadzają, a nie wprowadzają. Jeżeli dom w takim miejscu ma być zachętą do powrotu do kraju, to marnie ten powrót widzę.
Problematyczny jest także sam pomysł, żeby to państwo odkupowało owe pustostany. Nie trzeba nikogo przekonywać, że większość z nich wymaga remontu i niemałego wkładu finansowego (co oczywiście także nie brzmi zachęcająco). Koszty te zostałyby przeniesione na państwo, czyli na nas, podatników. To samo tyczy się kosztów zakupu i utrzymania. Nie bez powodu nikt tych nieruchomości nie chce kupić, na co sam polityk się skarży.
Jedyna opcja, żeby budżet wyszedł na tym „biznesie” na plus, to zabawa we flipperów, a ta niezbyt pasuje mi do wizji „państwa opiekuńczego”.
Nie zapominajmy też, że propozycja ta nie rozwiązuje w żaden sposób problemu z dostępnością mieszkań dla młodych, których nie stać na ich zakup. Choć dla nich kandydat Prawa i Sprawiedliwości ma inną propozycję. – Zakładajcie rodziny i nie czekajcie na to, co będzie. Bez rodzin nie przeżyjecie chociaż mielibyście sześć mieszkań – mówił kilka dni temu w Piotrkowie Trybunalskim.
Oczywiście na razie wizja Przemysława Czarnka zamyka się w kilku zdaniach rzuconych w wywiadzie i jest wokół niej wiele niewiadomych – m.in. to, w jaki sposób państwo egzekwowałoby sprzedaż mieszkań – ale trzeba otwarcie przyznać, że jest w niej coś symbolicznego: nie rozwiązuje żadnego problemu.
Nie powoduje, że Polaków przybędzie, bo w żaden sposób nie zachęca. Nie wzbogaca państwa, bo to musiałoby dopłacać. Nie poprawia sytuacji na rynku mieszkaniowym, bo ten zablokowany jest w metropoliach a nie w małych mieścinach.
Więc po co w ogóle proponować takie rozwiązanie? No, to jest bardzo dobre pytanie.

