– Mamy sytuację taką, że gdyby coś się stało pierwszej osobie w państwie, to marszałek Czarzasty pełniłby funkcję prezydenta. Już w polskiej historii mieliśmy taką sytuację – powiedział na antenie Radia Zet poseł Paweł Sałek.
– I to byłby wspaniały finał – odparła Joanna Scheuring-Wielgus.
Wspaniały finał.
Czy Joanna Scheuring-Wielgus wyczekuje nowego Smoleńska? Bo przecież do tego nawiązał Paweł Sałek, mówiąc, że taka sytuacja miała miejsce w polskiej historii. Wówczas, po katastrofie samolotu, prezydenta Lecha Kaczyńskiego zastąpił marszałek Bronisław Komorowski. Być może i wtedy zdaniem europosłanki, a do niedawna wiceministry kultury, był to "wspaniały finał" i teraz oczekuje powtórki? Kolejnej dawki wspaniałości! Po prostu – grande finale!
To naprawdę nie moja wina, że z pełną powagą mam prawo zadać pytanie: czy Joanna Scheuring-Wielgus życzy śmierci polskiemu prezydentowi? I czym w zasadzie jej słowa różnią się od słynnego sformułowania "giń człeku", skierowanemu w stronę Jerzego Owsiaka? Inna konstrukcja, ale sens dokładnie taki sam. Jeśli wówczas polski sąd uznał, że mieliśmy do czynienia z groźbami karalnymi, to teraz mamy do czynienia z tym samym, tylko że wobec głowy państwa. Przy czym ja oczywiście nie podzielam tamtej interpretacji sądu, więc i tu nie będę apelował, by panią europosłankę traktować jako realne zagrożenie. Ona mogłaby stwarzać zagrożenie tylko wówczas, gdyby głupota była zaraźliwa.
No właśnie. Istnieje też inna opcja, pewnie nawet bardziej prawdopodobna – Joanna Scheuring-Wielgus wcale nie życzy śmierci Karolowi Nawrockiemu, tylko po prostu tak głupio, absolutnie kretyńsko palnęła. To nie za dobrze, jeśli zdecydowanie najkorzystniejsza wersja dla przedstawicielki Lewicy jest taka, że bezmyślnie klepie jęzorem. Bezmyślnie do tego stopnia, że aby ją trochę usprawiedliwić, aby wziąć ją w obronę, musimy uznać, że jest kretynką.

