Kraj

Gang Olsena chce nas zniszczyć. Ale źle trafił

Pozyskująca publiczne środki Fundacja Otwarty Dialog ruszyła z płatną kampanią zohydzającą nasz portal wśród reklamodawców. Robi to jednak tak nieudolnie, że jest dość śmiesznie.

Patryk Słowik
Felieton autorstwa: Patryk Słowik
25 lutego
6 minut
Zaatakował nas gang Olsena. Chcieli nam zaszkodzić, a tak naprawdę pomogli. (fot. kadr z filmu Gang Olsena)

Reklama

Nie, nie będę wskakiwał do żadnej twierdzy i nie będę Wam mówił, że jest oblężona. Umówmy się tak, że najpierw się pośmieję, a potem podejdę do sprawy na poważnie. Pośmieję się z tego, jak banda nieudaczników chce nas zniszczyć. A poważnie podejdę do tego, jak niszczono inne media, które były słabsze, nie potrafiły się obronić.


Reklama

Publiczne pieniądze i polityczne wpływy

O Fundacji Otwarty Dialog i ludziach ją tworzących można by pisać godzinami, ale nie warto. Sporo wyjaśnił w ostatnim nagraniu Krzysiek Stanowski. Sporo jeszcze – mam dziwne przekonanie graniczące z pewnością – dowiemy się w najbliższym czasie.

Natomiast tu i teraz warto wiedzieć tyle, że fundacja ta jest wspierana publicznymi pieniędzmi na realizację różnych "wspaniałych" projektów. Przykładowo dostała niemal 60 tys. zł od Senatu na organizację spotkań z pisarzami. Zorganizowała je m.in. z Aleksandrą Sarną, autorką książek "Debil" (o byłym prezydencie Andrzeju Dudzie) oraz "Alfons" (o obecnym prezydencie Karolu Nawrockim). Jeden z liderów fundacji jest regularnym rozmówcą najważniejszych osób w państwie, w tym ministra sprawiedliwości prokuratora generalnego Waldemara Żurka.

Fundacja postanowiła zorganizować kampanię. Budżet: 35 tys. zł. Cel: dotrzeć do reklamodawców portalu Zero.pl oraz Kanału Zero i przekonać ich, by wycofali reklamy. Powód? Cytuję: "Uwierzytelnianie [jako portal] rosyjskiej propagandy w Polsce".


Reklama

Tak zwany brief kampanii został spisany. Pojawia się w nim wiele nazwisk dziennikarzy opisanych jako nieprzychylnych Kanałowi Zero, którzy mieliby pomóc w tej akcji.


Reklama

I wszystko byłoby cudownie, tylko brief ten wpadł w nasze ręce. Bartosz Kramek, twarz i mózg Otwartego Dialogu, przyznał, że stało się to "jakimś cudem". Część z dziennikarzy i mediów już się od fundacji odcięło. Mówią, że nie chcą szkodzić Kanałowi Zero i portalowi. A na pewno nie w ramach płatnej kampanii.

No wiecie, rozumiecie: głupio wyszło. Bo mamy w łapie dowód na to, że organizacja biorąca kasę od państwa na rozwój społeczeństwa obywatelskiego organizuje kampanię mającą doprowadzić do upadku prywatne media.


Reklama

Medialny nacisk

W briefie pojawiło się m.in. nazwisko Krzysztofa Boczka, dziennikarza związanego z branżowym pismem "Press". Boczek otrzymał od swojego źródła (hehe, ciekawe od kogo) informację, że Otwarty Dialog pisze do reklamodawców Kanału Zero. Odezwał się do nas przejęty po komentarz. Chciał, byśmy się tłumaczyli. Jesteśmy ruską propagandą czy nie jesteśmy? Tylko wiecie, panowie Stanowski i Słowik, tłumaczcie się szybko, bo ja szykuję tekst do Presserwisu (newsletter "Pressa"); ludzie przecież muszą się dowiedzieć, jaka to jest afera. Założenie takiego działania jest oczywiste: reklamodawcy mają przeczytać w poczytnym miejscu, że robią biznesy z niewłaściwymi ludźmi.


Reklama

Hmm, jak to ładnie ująć, by nikogo nie urazić... Drogi Krzysztofie Boczku, warianty są dwa. Pierwszy: świadomie wziąłeś udział w zorganizowanej płatnej akcji mającej zniszczyć prywatne media. Kiepsko, co nie?

Drugi: nieświadomie wziąłeś w tym udział i jesteś największym frajerem, bo wszyscy wokół Ciebie żyją jak pączki w maśle, a Ty odwalasz za nich najbrudniejszą robotę. Idź, chłopie, po swoją dolę, skoro jest 35 tys. zł do rozdysponowania.

Płatna kampania oszczerstw

Zaatakował nas gang Olsena. Banda nieudaczników, którzy jedynie nas wzmacniają, a nie osłabiają. Ludzie niesympatyzujący z Krzyśkiem Stanowskim, z Kanałem Zero, z portalem Zero.pl, przesyłają nam wyrazy sympatii i wsparcia. Bo nawet gdy ktoś się z nami nie zgadza, to nie akceptuje, by jakaś fundacyjka ustawiała porządek medialny w Polsce.


Reklama

Nasi reklamodawcy wiedzą, że mają do czynienia z ludźmi niepoważnymi. Zresztą: jeśli którykolwiek z reklamodawców zastanawiał się, czy jesteśmy ruską propagandą i wszedł w dniu czwartej rocznicy pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę na naszą stronę, dostał materiały od Grzegorza Ślubowskiego, byłego konsula RP w Petersburgu (nie ma prawa wjazdu do Rosji), generała Rajmunda Andrzejczaka, byłego szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego oraz Bartosza Cichockiego, byłego ambasadora RP na Ukrainie. A, zapomniałbym! Można też było przeczytać przejmujący materiał Aleksandry Cieślik o tym, jak wygląda życie w Charkowie.


Reklama

Wreszcie, atak Otwartego Dialogu pomógł mi scementować zespół tworzący Zero.pl. Wszyscy w naszej ekipie zobaczyli, że jakaś banda stara się nam przykleić nieprawdziwe łatki. I robi to nie z poczucia misji, tylko w ramach płatnej kampanii oszczerstw.

Pseudoaktywiści chcą rozdawać karty

Mógłbym tylko wyśmiewać tę bandę nieudaczników, ale sprawa jest poważniejsza. Dotyczy bowiem mediów i kształtu rynku medialnego jako takiego.

Kanał Zero i, co za tym idzie, Zero.pl potrafi się bronić. Mamy zasięgi, Krzysztof Stanowski osobiście zna część reklamodawców, wierzycie w nas Wy, nasi odbiorcy (za co Wam dziękuję!).


Reklama

Są jednak tytuły mniejsze, słabsze, zarabiające na reklamach sprzedawanych za pośrednictwem bezimiennych pań i panów z domów mediowych. I Otwarty Dialog, a także inni rzekomi aktywiści obywatelscy, organizowali już akcje zohydzające konkretne tytuły.


Reklama

Znajdowano jakiś błąd (my takie popełniamy, inne media także – generalnie wszyscy czasem robią głupoty), albo niekiedy wymyślano jakąś wierutną bzdurę, i doklejano gębę tym, którzy nie mieli prawa rozpychać się na rynku mediów. Pseudoaktywiści przyznali sobie prawo decydowania o tym, kto może w Polsce robić media, a kto nie może.

Prezesom wielu firm wykupujących reklamy jest wszystko jedno, czy zareklamują się w portalu X, czy w portalu Y. Skrajnie negatywnie na niektórych działają teksty publikowane np. przez "Press", w których nazwa firmy pojawia się w negatywnym kontekście.

"Nie po to płacimy za reklamy, żeby ogólnopolski portal branżowy wiązał nas z Rosją/z nielubianą partią polityczną/z kanibalami/ze wszystkim, co złe" – pomyślą decydujący o budżetach reklamowych. I wycofują je z miejsc, gdzie reklamowanie się jest ryzykiem reputacyjnym. Idą w miejsca, gdzie nikt za wykupienie promocji szamponu do włosów nie skrytykuje.

Cóż, drogi gangu Olsena, mam do was prosty przekaz. Źle trafiliście.