Kraj

PiS pęka. Polityczna siła prezesa jest coraz mniejsza

Zarządzanie przez konflikt to jeden z firmowych znaków prezesa PiS. Sprawdzało się to, dopóki Jarosław Kaczyński niepodzielnie pełnił rolę rozjemcy. Widoczny w ostatnich miesiącach partyjny spór wymyka się jednak spod kontroli. Jak mówią nam politycy PiS, instrukcje Nowogrodzkiej przestały być świętością.

Jacek Prusinowski
Felieton autorstwa: Jacek Prusinowski
16 lutego
6 minut
Jarosław Kaczyński opuścił szpital. (fot. Facebook/Prawo i Sprawiedliwość / Inne)

Reklama

TYLKO NA

Miesiąc po tym, jak prezes PiS zarządził ustanie wewnętrznych konfliktów Sebastian Kaleta przed kamerami TVN24 strofował Ryszarda Terleckiego. Bardziej doświadczony polityk nie odpowiedział od razu, ale po kilku dniach, pytany o postawę ziobrysty, użył słowa "gów...ria". Nie chodzi tu jednak o personalny spór pomiędzy wspomnianymi posłami, ale o to, w czyim interesie było publiczne prawienie uwag i kogo obrazić miała późniejsza odpowiedź. 


Reklama

Terlecki od dłuższego czasu brnął w krytykę Ziobry. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że robił to niejako w imieniu Morawieckiego. Wewnętrznie sugerowaliśmy, że się na to nie zgadzamy, ale nie chodziliśmy z tym po mediach – mówi Zero.pl jeden z ziobrystów.

W wewnętrznym konflikcie PiS kluczowa jest teraz odpowiedź na dwa pytania. Pierwsze dotyczy kandydata na premiera, drugie – powstającego już od miesięcy partyjnego programu. – Morawiecki ogłosił się kandydatem na premiera i działa tak, jakby faktycznie nim był. To rozjusza ludzi. Polacy nie zaufają przecież PiS-owi z jego twarzą. Ludzie wiedzą, że to on wprowadzał Zielony Ład, czy ustalał kamienie milowe w ramach KPO – twierdzi nasz rozmówca.

Frakcja maślarzy i nasze źródła w centrali partyjnej wskazują, że najpóźniej do końca marca zostanie przedstawiony kandydat PiS na premiera. Harcerze starają się zablokować pomysł, żeby jak najdłużej utrzymać w grze o tę funkcję Morawieckiego.


Reklama

Do tej pory wydawało się, że największe szanse na wskazanie prezesa mają Tobiasz Bocheński i Zbigniew Bogucki, ale coraz częściej słyszymy o innym, nieoczywistym jak przed rokiem Karol Nawrocki, rozwiązaniu.


Reklama

Bocheński ma w partii zbyt wielu wrogów, a dla Boguckiego opuszczenie pałacu dla roli „bezrobotnego kandydata na premiera” wydaje się bardzo wątpliwym interesem. Patrząc na to, jak wyglądają prace nad programem, można odnieść wrażenie, że na ten moment górą w partyjnym starciu są jednak maślarze.

– Nie wiem, czy będziemy mogli podpisać się pod nowym programem PiS jako potencjalni kandydaci tej partii. To przeciwna frakcja ma zdecydowanie większy wpływ na jego powstawanie – mówi polityk kojarzony z Morawieckim.

Konflikt wymyka się spod kontroli

Nasz rozmówca dodaje, że obecny konflikt wymyka się spod kontroli z jednego powodu. – To bardzo trudne do pogodzenia przy słabnącym prezesie. Pierwsza próba łatania tego wszystkiego miała miejsce miesiąc temu, widać teraz jak wyszło. Jeżeli ludzie lekceważą jawnie apele Kaczyńskiego, o czymś to świadczy. Coraz mniej poważnie traktuje rozstrzygnięcia prezesa, widząc, że jego polityczna siła zwyczajnie się wyczerpuje – słyszymy. 


Reklama

I chociaż trudno zważyć, ile w tych słowach jest prawdy, a ile pobożnych życzeń, nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z nową jakością sporu i kolejne uderzenia prezesowskiej pięści w stół nie potrafią go zakończyć. Tak przynajmniej uważa profesor Olgierd Annusewicz. 


Reklama

– Spadek mocy prezesa uruchamia rywalizację w kontekście tego co po nim. Skro to się odbywa przy wszystkich, w świetle kamer to znaczy, że brakuje silnego lidera, a kolejni próbują się wyłonić w tej walce – tłumaczy politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Pękniecie w PiS nie wydaje się na dziś szczególnie prawdopodobnym scenariuszem, ale z pewnością jest brane pod uwagę. 

Frakcje liczą swoich członków

– Nie twierdzę, że Morawiecki i jego ludzie tworzą już swoją partię, ale na pewno chcą mieć organizacyjne i finansowe możliwości, żeby za jakieś pół roku móc to zrobić i żeby zagrać takim argumentem w rozmowach z prezesem – mówi nam osoba niezwiązana z żadną z frakcji. – Nikt nie chce dzisiaj wyrzucać byłego premiera. To on sam chciałby zostać wyrzucony, bo każdy inny wariant rozstania z partią ustawi go na pozycji zdrajcy. Teraz ma za sobą kilkanaście osób, ale gdyby decydowały się losy członkostwa w PiS, zostanie co najwyżej kilka – twierdzi jeden z ziobrystów.

Zdaniem dra hab. Olgierda Annusewicza nie ulega wątpliwości, że były premier konsekwentnie zyskuje na znaczeniu. – Kilka lat temu jego pozycja była jedynie pochodną zaufania prezesa, to zupełnie się zmieniło. Ma grupę swoich parlamentarzystów, jeździ po kraju, spotyka się z sympatykami i lokalnymi strukturami PiS. Jakby się wsłuchać w jakość krytyki rządu Tuska, to u byłego premiera i jego środowiska wygląda ona najbardziej merytorycznie i wiarygodnie także dla wahających się wyborców. Morawiecki jest na fali wznoszącej – nie ma wątpliwości ekspert.


Reklama

– Twardo po stronie premiera na pewno jest co najmniej 20 osób. Do tego dochodzi jeszcze część, mniej rozpoznawalnych, powiatowych posłów, którzy orientują się na Morawieckiego, ale na razie wolą pozostawać w cieniu – słyszymy w obozie harcerzy. Wśród najbardziej rozpoznawalnych polityków tej frakcji znajdują się m.in. Michał Dworczyk, Ryszard Terlecki, Piotr Müller, Waldemar Buda, Krzysztof Szczucki, Janusz Cieszyński czy Olga Semeniuk-Ptakowska.


Reklama

Po drugiej stronie mają m.in. Jacka Sasina, Tobiasza Bocheńskiego, Patryka Jakiego oraz pozostałych ziobrystów. Najbliżsi od lat współpracownicy prezesa Kaczyńskiego, czyli Mariusz Błaszczak i Joachim Brudziński, też ciążą w dwie różne strony. Pierwszemu zdecydowanie bliżej do maślarzy, a drugiemu do harcerzy.

Liczyli na twardą rękę prezesa

– Każdy, kto zabierze w tej szkodliwej dyskusji głos, niezależnie od zasług i partyjnej pozycji, zostanie zawieszony w prawach członka PiS, co będzie miało oczywisty wpływ także na jego polityczną przyszłość – zagrzmiał niedawno prezes PiS.

Jednak wśród naszych rozmówców nie ma wiary w to, że Jarosławowi Kaczyńskiemu jednym ruchem uda się zakończyć wewnętrzny spór, tym bardziej, że wbrew oczekiwaniom, w poniedziałek nie ukarał przykładnie przedstawicieli jednej i drugiej frakcji, mimo że zabierali głos już po przywołanym apelu. Szczególnie politycy PiS, którzy nie zapisali się do żadnego z obozów, liczyli na twardą rękę prezesa, a zamiast tego usłyszeli o mediach, które – jak mówił Kaczyński – zupełnie niepotrzebnie zajmują się incydentami w jego partii.