Świat

Marine Le Pen na krawędzi politycznej eliminacji

We wtorek prokuratura generalna zażądała orzeczenia wobec Marine Le Pen kary zakazu pełnienia funkcji publicznych. W Paryżu kończy się proces apelacyjny dotyczący nielegalnego zatrudniania asystentów europosłów Frontu Narodowego. Nie wnioskowano jednak o natychmiastowe wykonanie decyzji, w przeciwieństwie do wyroku skazującego w pierwszej instancji z ubiegłego roku.

Marcin Darmas
Felieton autorstwa: Marcin Darmas
04 lutego
4 minuty

Reklama

TYLKO NA

Taka kara, jeśli zostałaby orzeczona, uniemożliwiłaby Marine Le Pen kandydowanie do Pałacu Elizejskiego w 2027 r. Sądowa batalia dobiega końca w czasie, gdy skrajna prawica cieszy się nad Sekwaną rosnącym poparciem.


Reklama

Pozostając wierna linii obranej jesienią, trzykrotna kandydatka do Pałacu Elizejskiego oceniła w rozmowie z TF1/LCI, że zostanie „pozbawiona możliwości startu”, jeśli sędziowie „uwzględnią wnioski prokuratury”. Innymi słowy, szefowa Zjednoczenia Narodowego nie będzie czekać na orzeczenie Sądu Kasacyjnego, by zrezygnować z kandydowania. Bowiem między ogłoszeniem wyroku a wyborami nie byłoby wystarczająco dużo czasu na przeprowadzenie skutecznej, w mniemaniu francuskiej polityk, kampanii.

Afera wokół Marine Le Pen wymknęła się ramom zwykłego sporu prawnego i coraz bardziej przypomina polityczną lawinę, która może uruchomić we francuskim życiu publicznym mechanizmy trudne do opanowania. W tle nie chodzi już wyłącznie o fikcyjne etaty i nadużycie środków publicznych, lecz o granice między wymiarem sprawiedliwości a polityczną eliminacją przeciwnika.

Fikcyjne etaty w Parlamencie Europejskim – powszechna praktyka czy moralna zbrodnia?

Przypomnijmy. Sednem sprawy jest praktyka powszechna w europejskiej polityce: wykorzystywanie funduszy Parlamentu Europejskiego do finansowania zaplecza partyjnego. Mail z 2014 r., w którym skarbnik Frontu Narodowego otwarcie sugeruje „maksymalne wykorzystanie” środków PE, obnaża brak umiaru i przekonanie o bezkarności członków partii Marine le Pen. Zatrudnianie partyjnych działaczy – a nawet ochroniarza – na fikcyjnych stanowiskach było moralnie naganne, lecz nie wyjątkowe. Podobne mechanizmy pogrążyły Jacques’a Chiraca, towarzyszyły sprawie François Fillona, a ostatnio dotyczyły także François Bayrou, który jednak wyszedł z nich obronną ręką.


Reklama

Wyroki ostatnich lat intrygują i skłaniają do refleksji na temat kondycji sędziowskiego aparatu. Sarkozy – skazany. Fillon – skazany. Bayrou, bliski współpracownik obecnego prezydenta, z – nomen omen zarzutami podobnymi do le Pen – uniewinniony.


Reklama

I tu zaczyna się problem. Prokuratura domaga się wobec Marine Le Pen kary bez precedensu: więzienia w zawieszeniu, wysokiej grzywny oraz pięcioletniego zakazu startu w wyborach z rygorem natychmiastowej wykonalności. W praktyce oznaczałoby to jej eliminację z wyborów prezydenckich w 2027 r. jeszcze przed rozstrzygnięciem ewentualnej kasacji. Kalendarium nie pozostawia złudzeń – wymiar sprawiedliwości wchodzi w pole polityczne.

Lekcja z USA – syndrom kozła ofiarnego i polityczne konsekwencje

Przypominają się rozważania eseisty Philippe’a Muraya, który w „Imperium dobra” pisał: „Zostaliśmy dotknięci nieuleczalnym dobrem. Nowe tysiąclecie tonie w słodkim miodzie. Gatunek ludzki natomiast, wyjechał na wakacje. Jest nieobecny (…) Wątpliwość otrzymała status dolegliwości”. Nieliczni odstępują od chóru „imperium dobra”. Gdyby le Pen reprezentowała lewicę, posiadałaby certyfikat „nienaruszalności”.

Znów uruchomił się mechanizm protoplastów rewolucjonisty Saint-Justa, którzy do cnoty chcieli zmuszać poprzez gilotynę. W tej pogoni za cnotą zakładają progresywne maski. Uważają za postęp to, że można zawiesić procedury demokratyczne w imię powszechnej moralności. A przecież już Napoleon twierdził, że błędem jest łączyć cnotę z polityką. Takiego mariażu nigdy nie było i nie będzie.


Reklama

Wątpliwości wzmacnia fakt strukturalnej zależności prokuratury od władzy wykonawczej. Francuski system, choć deklaratywnie niezależny, pozostaje hierarchicznie podporządkowany ministrowi sprawiedliwości. Świadectwa z wcześniejszych spraw pokazują, że w procesach o charakterze politycznym skład sędziowski rzadko bywa dziełem przypadku.


Reklama

Do chóru dołączyły media, które – zamiast zadawać pytania o proporcjonalność i konsekwencje – chętnie ferują moralne wyroki. Narracja „sama sobie winna” skutecznie zagłusza debatę o tym, czy w imię moralnej czystości wolno zawieszać demokratyczne reguły gry. Marine Le Pen odpowiada na to wprost: jej zdaniem nie chodzi o fikcyjne etaty, lecz o odebranie głosu milionom wyborców i jej „polityczną śmierć”.

Polityczna śmierć za fikcję… To byłby symptom nastania niepokojących czasów. Rozmaite komplikacje i sploty mogą przecież spowodować, że rzeczywistość obróci się przeciwko aliansom „imperium dobra”. Tak stało się w Stanach Zjednoczonych, gdy próbowano pokonać Donalda Trumpa na sali sądowej. Syndrom „kozła ofiarnego” systemu przyniósł amerykańskiemu politykowi elektoralny sukces. A ruch MAGA sprzeciwiający się poprawności politycznej, deep state oraz stronniczości sądów ma przecież ambicje globalne.

Pogoń za cnotą, przed którą przestrzegał już Napoleon, bywa niebezpieczna – szczególnie gdy zamienia się w narzędzie eliminacji przeciwników politycznych. Czy Francja powtórzy ten błąd? Odpowiedź może nadejść szybciej niż się wydaje.


Reklama

Źródło: fot. East News