Kraj

Polityczna jatka i marzenie o radykalnym centrum

Polityka to sztuka pobudzania emocji. A najsilniejsze są emocje złe – wiedzą o tym media. Nikt nie podaje newsów na temat ludzi, którzy nikogo wczoraj nie przejechali na pasach, nikogo w zeszłym tygodniu nie molestowali. I którzy normalnie skończyli studia, gdzie indziej niż w Collegium Humanum.

Marcin Matczak
Felieton autorstwa: Marcin Matczak
08 lutego
7 minut

Reklama

Artykuł ukazał się w pierwszym wydaniu Magazynu Zero.


Reklama

Nikt nie podaje, bo dobra normalność jest nudna. Emocje pobudza anomalia – im bardziej drastyczna, tym lepsza. Zwykłe morderstwo sprzedaje się nieźle, ale lepiej sprzedaje się morderstwo podwójne. A najlepsze z punktu widzenia medialnych emocji jest morderstwo podwójne, którego córka dokonuje na swoich rodzicach, zwłaszcza jak przy okazji zarżnie piłką do metalu psa.

Jatka dobrze sprzedaje się także w polityce. Dlatego każda ze stron politycznego spektrum ma swoją ulubioną apokalipsę i chodzi po ludziach jak ten dziad, zawodząc „koniec jest bliski, głosujcie na mnie!”.

Polityka jako zarządzanie strachem

Ma swoje preferowane armagedony prawica, ma bliskie swemu sercu zagłady lewica. Obie korzystają ze skłonności naszego ukształtowanego ewolucją mózgu – najszybciej bierzemy tyłek w troki, jak się czegoś boimy. Wyskakujemy spod ciepłej kołderki, wstajemy pobiegać, chociaż pada, mobilizujemy się i karnie idziemy na wybory, gdy się boimy. Dlatego tak łatwo jest nas tresować strachem.


Reklama

Lewicowa apokalipsa: Gilead, klimat i Janusz biznesu z Zimbabwe

Lewica na przykład straszy zagładą ekologiczną i Polską jako Gileadem z „Opowieści podręcznej” Atwood, ewentualnie innym talibanem. Wizją świata, w którym patriarchalny właściciel niewolników, w przerwie między popołudniowym czytaniem Biblii a nieszporami, batem układa życie kobiet, nienormatywnych seksualnie i ateistów, którzy w dodatku coraz bardziej się pocą, bo temperatura wzrasta (to akurat fakt).


Reklama

Albo wizją pracodawcy, który choć prowadzi swoją firmę w XXI wieku w środku Europy, w oczach lewicy nie różni się niczym od właściciela kopalni w Zimbabwe, który do wydobywania złota posyła dzieci. Ten Janusz biznesu ma tylko jedną strategię – okradanie i gnojenie swoich pracowników, bo wiadomo przecież, że najlepiej pracuje ten, kto jest goły, wesoły, zniszczony i zmobbowany tak, że boi się własnego cienia.

Prawicowa apokalipsa: gender na Jasnej Górze

Prawica oczywiście nie pozostaje dłużna i rozwija przed naszymi oczami wizję masturbujących się na zboczach Jasnej Góry ośmiolatków, których nauczył tego rękodzieła wytatuowany biseksualista, w dodatku dojeżdżający do szkoły elektrycznym samochodem, codziennie niszczonym przez pożar swej baterii, niby przypadkiem pod pomnikiem Jana Pawła II.

Dodatkowo, na tej Jasnej Górze w prawicowej wizji, wszystkie msze odprawiają czarnoskórzy paulini, a na Netfliksie leci w tym czasie nowa wersja „Potopu”, w której księdza Kordeckiego gra Alex, niebinarna postać z polskiego „The Office”, mówiąca co chwila: „com powiedzioł, powiedziałom” (bo scenarzysta pomylił Kordeckiego z Piłatem – w końcu obaj paradowali w białych sukienkach).


Reklama

A człowiek przygląda się tym wizjom jak bohater wideomemu o wpadkach BHP na budowie – robiąc coraz większe oczy. I już nie wie, czy bardziej chciałby nie głosować na tę straszącą niewolą lewicę, czy na tę przepowiadającą upadek moralny prawicę. I tak sobie myśli, że chętnie oddałby swój głos na coś, co miałoby w nazwie „kurwicę”. Bo gdyby istniała taka partia, ona najlepiej oddawałaby jego polityczne emocje.


Reklama

Fantazja o radykalnym centrum

Czy dałoby się w Polsce zbudować radykalne centrum? Stronnictwo polityczne, które przeniosłoby Światowy Dzień Grilla z 2 na 4 maja (żeby uszanować Dzień Flagi) i zorganizowałoby tego 4 maja, jednocześnie na Monciaku i na Krupówkach, Narodowy Marsz Politycznego Zniuansowania? Ludzie przyjeżdżaliby całymi patchworkowymi rodzinami i szliby, niosąc na sztandarach hasło „nie wylewamy dzieci z kąpielą” oraz „albo Europa będzie umiarkowana, albo nie będzie jej wcale”.

Politycy tej partii rano w TVN spokojnie tłumaczyliby, że da się jednocześnie być ministrą edukacji i pozwalać uczyć religii w szkole. A potem szliby do TV Republika i jak kawę na ławę wykładaliby, że homoseksualizm to nie choroba i że strefy wolne od LGBT to idea, która mogła się zrodzić tylko w głowie skażonej postfaszystowską wizją społeczeństwa. Wreszcie wieczorem przychodziliby do Kanału Zero na wódkę z Mazurkiem, Dymkiem, Gwiazdowskim i Balcerowiczem, bo i on tam w końcu będzie miał program.

Pytania, których lewica nie chce słyszeć

Ten polityk, miłośnik radykalnego centrum, powinien ciągle zadawać lewicy następujące pytania:


Reklama

  • czy da się bronić wykluczonych, nie hejtując jednocześnie tych, którzy swoją ciężką pracą wydobyli się z wykluczenia?
  • czy można dbać o rzeczywiste równouprawnienie kobiet, jednocześnie nie przekonując wszystkich, że męskość jest toksyczna i nie zamykając oczu na dyskryminację mężczyzn (np. w sprawach rozwodowych)?
  • czy da się kwestionować skorumpowane hierarchie władzy i nieuzasadnioną dominację, jednocześnie nie uznając wszystkich hierarchii za skorumpowane, chcąc kompetencję wszędzie zastąpić parytetem?
  • czy da się proponować rozsądne przepisy aborcyjne bez pisania na kościołach „szkoda, że Maryja nie zrobiła aborcji”?
  • czy da się potępiać elementy tradycji, które są opresyjne i krzywdzące, nie wyrzucając wszystkiego, co dawne, na śmietnik historii?
  • czy centrum myśli polityczno-społecznej lewicy może być coś innego niż obsesja Marcuse’a i Foucaulta na punkcie ludzkiej seksualności?

Reklama

Pytania, których prawica nie chce słyszeć

Polityk partii CZK (Centrum Zrodzone z Kurwicy) powinien, także z uporem godnym spraw najważniejszych, pytać przedstawicieli prawicy o kwestie następujące:

  • czy miłość do własnego kraju musi zawsze wiązać się z nienawiścią do jakiegoś innego?
  • w jaki dokładnie sposób homoseksualizm jednych facetów zagraża heteroseksualizmowi, poczuciu tożsamości i dobrostanowi innych?
  • dlaczego realizacja agendy konserwatywnej musi się wiązać w Polsce z atakiem na instytucje i ludzi nimi kierującymi, jeśli są postrzegani jako niekonserwatywni?
  • dlaczego współegzystowanie w Europie z Niemcami i Francją ma być łatwiejsze bez Unii Europejskiej niż w jej ramach?
  • dlaczego ze wszystkich postaw Jezusa najbardziej podoba im się lanie biczem kupców w świątyni, a nie otwartość na obcych i innych?

Niby w tym tekście trochę sobie śmieszkuję, ale zupełnie poważnie mam dość cymbałów z jednej i z drugiej strony, traktujących siebie i innych jak postaci z gry, jak jednowymiarowe awatary wrogów lub przyjaciół.

Mam po dziurki w nosie ludzi, którzy każdą rozmowę i każde słowo traktują jak zagranie, przybliżające ich do wygranej w zawodach pod tytułem „czyja wizja świata stanie się powszechnym wyznaniem wiary”.


Reklama

Ludzi, którzy choć niby rozmawiają z drugim człowiekiem, gdy tylko włącza się kamera, mówią do kogoś innego: do swoich kibiców, zwolenników, do swego elektoratu. Puszczają oko, bo oto kradną czas na promocję, mają swój prime time. 

Głupi jesteśmy jako naród – myślenie światłocieniem nam kompletnie nie wychodzi. Za to obiema rękami podpisujemy się pod transparentem „Pierdolę twoje zniuansowanie”, który ktoś kiedyś przyniósł na rewolucyjną manifestację.

I tak tu sobie żyjemy, pod flagą biało-czerwoną, chorując na dziwny daltonizm: widzimy tylko czarno-biało. I bardzo łatwo dajemy się tresować strachem, który nam serwują – czy to z jednej, czy to z drugiej skrajnej strony.


Reklama

Marcin Matczak
Marcin MatczakProfesor nauk społecznych, radca prawny, specjalista w zakresie teorii i filozofii prawa, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim – autor zewnętrzny
Tagi: polityka