Reklama
Kraj

Prohibicja i cenzura internetu. Rząd rozkochuje Polaków w zakazach

Dwie różne sprawy, podobny modus operandi – wobec serii ataków nożowników rząd wysnuwa absurdalne i pochopne wnioski lansując pogląd, że w walce z przemocą pomoże cenzura internetu. Z kolei ogólnopolska prohibicja to próba kalkowania modnych zachodnich trendów powiększająca biurokrację i regulacje. Zmniejsza także poziom decentralizacji i wpływu mieszkańców na lokalne decyzje. Historia się nie powtarza, ona się rymuje. Obecnie, w rytm neopurytanizmu.

Przemysław Staciwa
Opinia autorstwa: Przemysław Staciwa
Dzisiaj 18:01
7 min
Rząd walczy z alkoholem i chce więcej uprawnień. (fot. PAP)
TYLKO NA

Na początek sprawa nożowników i ataków na szkoły. Sejm przyjął w czwartek wieczorem przepisy, które mają ułatwić blokowanie nielegalnych treści w internecie. Głosowanie przeprowadzono w ekspresowym tempie, a projekt trafił pod obrady zaledwie kilka godzin po wystąpieniu Donalda Tuska. Premier przekonywał, że po ostatnich atakach w szkołach państwo musi szybko zareagować i skuteczniej ograniczać w sieci materiały nawołujące do nienawiści i przemocy.

Reakcja rządu po atakach nożowników. Sejm przyjął ustawę

Nie wiem, czy premier sam to wymyślił, czy podpowiedzieli mu to doradcy. To absurdalne rozumowanie – „bez cenzury internetu będziemy mieć nasilenie się ataków nożowników w szkołach”. Albo: „Pokłosiem braku cenzury internetu („blokowania nielegalnych treści”), są ataki nożowników na szkoły”. Nie wiem, kto i jak łączy te kropki.

Wiem natomiast, że rząd już wcześniej chciał mieć w ręku oręż do decydowania o tym, co może, a co nie może być w sieci publikowane. Wówczas, z początkiem tego roku, na drodze stanęło prezydenckie weto. Chodziło o wdrażanie tzw. unijnego aktu o usługach internetowych (DSA).

Reklama
Reklama

To kroczący, szkodliwy populizm. Nie wiem, czy rządzący zdają sobie sprawę, że wprowadzone przepisy, po ewentualnej zmianie władzy mogłyby zostać użyte właśnie przeciwko niej. Historia zna mnóstwo takich przykładów. Paragraf na „Sok z buraka”, czy inne, prorządowe, lub progresywne akcje w sieci również pewnie by się znalazł. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Tworzenie tego typu precedensów jest generalnie niebezpieczne. Państwo już teraz posiada wystarczająco dużo narzędzi, by walczyć z nadużyciami i patologiami w sieci.

„Mroczna kula śniegowa”

Po ostatnich wydarzeniach jestem sobie nawet w stanie wyobrazić sytuację zmasowanego szantażu moralnego na prezydenta w związku z ewentualnym wetem – nie zdziwię się, że po wizycie na Filipinach Karol Nawrocki sam zostanie oskarżany o promowanie w sieci przemocy, bo… tarczował z legendarnym Manny’m Pacquiao. Wystarczy poczytać komentarze posłów (Borys Budka na X już to w zasadzie napisał), europosłów i wiceministra, by zobaczyć, że do takiego wnioskowania nie jest wcale daleko. Zresztą, prezydent został niedawno mniej więcej o to oskarżony, gdy mówił o prawie do broni. Absurd goni absurd.

W sprawach takich jak nagłe, skomasowane ataki młodych nożowników w szkołach, pośpiech w decyzjach jest złym doradcą. Jest zbyt wcześnie; wciąż nie wiemy zbyt wiele o motywacjach sprawców, o szerszym kontekście. Zapanowała panika moralna, nagle kraj stał się niebezpieczny, a szkoły – dotychczas jednak dość bezpieczne – zostały zagrożone.

Reklama
Reklama

To woda na młyn dla gorączkowego populizmu, który domaga się szybkich i radykalnych działań. Najczęściej – ze szkodą dla obywatelskich swobód. Moja intuicja podpowiada mi jednak, że nie internet jest tutaj głównym winowajcą, lecz efekt mrocznej „kuli śniegowej”; media rozpisują się o kolejnych atakach i to może „podkręcać”, zachęcać, potencjalnych naśladowców.

Sprawa wymaga szerszego zbadania. Może jednak bliższe prawdy jest to, że nie anonimowe treści w internecie są winne tym zdarzeniom, tylko gorączkowe relacje mediów? Może my, dziennikarze powinniśmy znacznie ostrożniej o tym pisać, by nie „prowokować” potencjalnych naśladowców? W końcu, niepisaną medialną zasadą jest brak nagłaśniania spraw samobójców – by nie mnożyć „efektu Wertera”. Tu mechanizm może być potencjalnie podobny.

Prohibicja. „Kochamy zakazy i kochamy zachodnie wzorce”

Druga sprawa, to ogólnopolska prohibicja. Rząd, niejako w ciszy i pod osłoną innych wydarzeń forsuje kolejny pomysł zakazu – tym razem chce dorosłym ludziom narzucić godziny, w których ci mogą kupić w sklepach alkohol.

Nocna prohibicja w Polsce. Sejm zdecydował

Kochamy zakazy i kochamy zachodnie wzorce. „Tak jest w końcu na Zachodzie!” powiedzą zwolennicy. Owszem. Na Zachodzie jest też wiele zjawisk, których nad Wisłą byśmy nie chcieli. To żaden argument. Koronnym argumentem przeciwstawianym wolności wyboru (Czy też „Wolnej Amerykance”, „Szkodliwemu rozpijaniu się”), jest za to bezpieczeństwo. Zakaz ma zwiększać porządek i komfort mieszkańców.

Reklama
Reklama

Z tym bezpieczeństwem sprawa wcale nie jest tak jednoznaczna, jak zwolennicy zakazu go malują. Przekonałem się o tym osobiście, prosząc jakiś czas temu Komendę Stołeczną Policji o udostępnienie danych porównawczych – poprosiłem o statystyki interwencji w Warszawie za okres wakacyjny – od momentu wprowadzenia prohibicji w stolicy w tym roku, oraz w roku ubiegłymi, gdy jeszcze prohibicji nie było. Wnioski? Wcale nie takie oczywiste (i podobnie referowali mi to funkcjonariusze – „Zależy gdzie się ucho przyłoży”).

Prohibicja w Warszawie. Więcej interwencji

Wyniki? W Warszawie ogólna liczba interwencji wzrosła w czerwcu z 20 tys. 223 w r. 2025 do 21 tys. 414 w r. 2026, a w lipcu z 20 tys. 254 do 21 tys. 346. Jednocześnie spadła liczba interwencji związanych z art. 43 ustawy o wychowaniu w trzeźwości — odpowiednio z 679 do 619 w czerwcu i z 787 do 628 w lipcu. Czyli mniej interwencji związanych z tym konkretnym przepisem, ale więcej interwencji ogółem.

To jakiś sygnał, ale nie dowód, że prohibicja rozwiązała problem bezpieczeństwa. Nie wiemy też, czy za spadkiem stoi sam zakaz, czy inne czynniki. Z tych danych można wyciągnąć wnioski, ale nie należy udawać, że mówią więcej, niż rzeczywiście mówią. Zresztą, te różnice nie są kolosalne.

Reklama
Reklama

Gdzie ta decentralizacja i samorządy?

Jeszcze inna sprawa, to negacja roli samorządu. Dużo mówi się o decentralizacji, samorząd miał być oczkiem w głowie Koalicji Obywatelskiej. Scedowanie decyzji o nocnej prohibicji, lub jej braku na samorządy ma sens – bo w różnych miastach, na różnych osiedlach etc. sytuacja może być inna. Inna może być również wola i optyka mieszkańców.

Ogólnopolska ustawa zamyka tę kwestię, odbiera ludziom prawo decydowania o lokalnych wspólnotach. Właśnie w takich kwestiach mieszkańcy i samorządy powinny mieć więcej autonomii, bo są bliżej od władzy centralnej problemów małych ojczyzn. Ale władza wie lepiej i chce wychowywać wszystkich dorosłych podług własnego ideologicznego widzimisię.

„Przeżywamy renesans XVI-wiecznego purytanizmu”

Żyjemy w czasach, w których histeria sprzedaje się świetnie i idzie w parze z myśleniem o społeczeństwie w kategorii zakazów i kultury unieważniania („Cancel Culture”). Bez względu na to, czy chodzi o alkohol, wolność słowa, polityczną poprawność, cenzurę internetu.

Przeżywamy renesans XVI-wiecznego purytanizmu i rozmiłowania w nakazach, oraz zakazach. Zmieniły się anturaż i decorum, ale niezmienna pozostała chęć wdrażania szybkich, populistycznych rozwiązań i meblowania życia innym. Bo historia się nie powtarza, tylko w niekiedy karykaturalny sposób – wraca w postaci rymów.

Reklama
Reklama

Może Cię zainteresować:

Reklama
Reklama