Kraj

Pokój wywołał wojnę. Polska 2050 na skraju rozpadu

Miało być spokojnie, wyszło odwrotnie. Mieli się dogadać, publicznie się kłócą. Mieli stanowić nową jakość w polityce… Cóż – szkoda strzępić ryja.

Patryk Słowik
Felieton autorstwa: Patryk Słowik
14 lutego
4 minuty
Warszawa, 11.02.2026. Posłanka Polski 2050 Ewa Schadler (3P), przewodniczący KP Polski 2050 Paweł Śliz (2L), wiceprzewodniczący KP Polska 2050 Bartosz Romowicz (2P) i wicemarszałek Senatu Maciej Żywno (P) podczas konferencji prasowej w Sejmie, 11 bm. (aldg) PAP/Piotr Nowak (fot. Piotr Nowak / PAP)

Reklama

TYLKO NA

Żaneta Cwalina-Śliwowska opuszcza Polskę 2050. To efekt uchwały przyjętej w sobotę, która miała – uwaga, uwaga – zaprowadzić pokój w klubie i partii. Informację jako pierwszy podał TVN24.


Reklama

Zaprowadzanie porządku było potrzebne, bo część polityków partii uznała, że trzeba zmienić szefa klubu parlamentarnego Pawła Śliza. Przewodnicząca Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zaproponowała jednak, że żadnych zmian do 21 marca 2026 r. nie będzie. W ramach uspokojenia sytuacji.

Cwalina-Śliwowska mówi TVN24 wprost: to niedemokratyczna uchwała, która zamyka usta posłom i betonuje klub. A szef klubu, jej zdaniem, łamał partyjny regulamin.

Rozpad Polski 2050, czyli po poniedziałku jest wtorek

Bądźmy ze sobą szczerzy: dzieje się w Polsce 2050 to, co wydarzyć się musiało. Pierwsze gesty po wygranej Pełczyńskiej-Nałęcz o stanowisko szefowej klubu z Pauliną Hennig-Kloską, mogły zwieść tylko najmniej orientujących się w krajowej polityce.


Reklama

Obie panie zapewniały o tym, że będą działać razem, że ważne jest utrzymanie partii w ryzach, że, mówiąc najprościej, Polska potrzebuje Polski 2050.


Reklama

Ale każdy, kto śledzi politykę od co najmniej miesiąca, doskonale wiedział, że szybko zaczną się tarcia. I równie szybko tarcia te doprowadzą do partyjnego kryzysu.

Tuż po partyjnych wyborach pisałem, że trudno zakładać scenariusz, w którym Polska 2050 będzie trwać do wyborów w 2027 r., a Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz uspokoi nastroje w partii. Po pierwsze, wydarzyło się zbyt wiele, żeby wszyscy zapomnieli o przedwyborczych niesnaskach. Koleżanki i koledzy zarzucali sobie wzajemnie, oczywiście publicznie, najgorsze rzeczy: ataki, pucze, zamachy na demokrację.


Reklama

Po drugie, tak jak Pełczyńska-Nałęcz ma wiele zalet, tak bez wątpienia nie jest mistrzynią gry zespołowej i nie słynie z empatii. Szefowa resortu funduszy nie po to wygrała wybory, żeby teraz dopieszczać minister klimatu i jej ludzi.


Reklama

"Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest więc taki, że ci, którzy w 2023 r. szli do Sejmu z hasłem potrzeby poskładania Polski i zakończenia plemiennych podziałów, sami podzielą się na dwa plemiona" – napisałem wówczas.

Zmiana dla koalicji rządzącej

I żeby była jasność: to nie tak, że jestem genialnym analitykiem polskiej sceny politycznej. To też wcale nie jest tak, że udało mi się akurat trafić w wariant, który właśnie się ziszcza.

Raczej należy przyjąć, że moja analiza była na poziomie spostrzeżenia, że po poniedziałku przychodzi wtorek, że gdy deszcz pada, jest mokro. Albo, że gdy Ryszard Terlecki z Sebastianem Kaletą spotkają się w Sejmie, Jarosław Kaczyński będzie musiał wzywać do siebie Radosława Fogla, aby wysłać do wszystkich przedstawicieli partii tweeta z groźbą pozbawienia miejsc na listach wyborczych w 2027 r., jeśli ci dalej będą brać się za łby.


Reklama

Ale wracając do Polski 2050 – koalicja rządząca nie upadnie. Choć rozpad Polski 2050 łatwo sobie dziś wyobrazić (po sobocie jest niedziela, przypominam!), tak ciężko przyjmować, że obóz niezadowolony z wyboru Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz przestanie popierać rząd Donalda Tuska. Ci, którzy zmierzają w stronę wyjścia z partii, są przecież za mocniejszą integracją z ekipą Donalda Tuska niż ci, którzy partyjne wybory wygrali.


Reklama

Ale sytuacja w koalicji się zmieni. I tak trudna do skoordynowania koalicja stanie się jeszcze trudniejsza do trzymania w ryzach. A kilkanaście osób z Polski 2050 będzie chciało znaleźć się na dobrych miejscach na listach wyborczych Koalicji Obywatelskiej w 2027 r. Co przecież nie spodoba się działaczom KO.

Kryzys w Polsce 2050 pokazuje jeszcze jedno: to, jak ciężko jest stworzyć nową formację polityczną, chcącą przełamać duopol KO-PiS. Gdy bowiem tylko taka partia zaczyna współrządzić, traci swoje największe atuty. Zaczyna być przystawką albo zaczyna być niewiarygodna, bo krytykuje rząd, który współtworzy. A gdy poparcie społeczne wyparuje, działaczy partyjnych już niemal nic nie łączy.