Świat

Rosja po czterech latach wojny. Mity, które upadły

– Gdyby ktoś w przeddzień wybuchu wojny na Ukrainie powiedział, że konflikt będzie trwał cztery lata, nikt by nie uwierzył. Jacy wtedy wszyscy byliśmy naiwni – pisze Grzegorz Ślubowski, były konsul w Petersburgu. Mitami żyli wszyscy, a wojna sprawiła, że legły one w gruzach.

Grzegorz Ślubowski
Felieton autorstwa: Grzegorz Ślubowski
23 lutego
9 minut
Rosja po czterech latach wojny na Ukrainie (fot. Veronaa / Getty Images)

Reklama

TYLKO NA

Cztery lata temu, dokładnie 23 lutego 2022 r., siedziałem w petersburskiej restauracji „Helwecja” na urodzinach bardzo znanego dziennikarza. Byli tam europejscy dyplomaci, opozycyjni dziennikarze i politycy, a także rosyjscy artyści – wszyscy z kręgu liberalnej, jeszcze wtedy akceptowanej przez władzę, opozycji. Oczywiście, ponieważ było już po słynnym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa, na którym Władimir Putin odpytywał swoich współpracowników o przyszłość republik Donieckiej i Ługańskiej, w powietrzu czuć było, że zbliża się wojna. Rozmowy dotyczyły przede wszystkim tego, co będzie dalej działo się na Ukrainie. Po czterech latach od tego spotkania mogę napisać jedno – jacy wszyscy byliśmy naiwni.


Reklama

Mało kto wtedy wierzył, że dojdzie do wybuchu wojny – a już niemal nikt, że będzie prowadzona na taką skalę. Gdyby ktoś zapowiedział, że konflikt, który rozpocznie się następnego dnia, potrwa cztery lata, bo Ukraina tak długo będzie stawiać opór, nikt nie potraktowałby tego poważnie.

Ogromna większość z tych ludzi, którzy wtedy spotkali się w Petersburgu, już w Rosji nie mieszka. Wielu, tak jak ja, nie może tam nawet wjechać. Część z tych Rosjan, którzy uciekli przed wojną, może do niej już nigdy nie wrócić. Tamto spotkanie przypomina mi, jakimi mitami żyli wszyscy. Ta wojna sprawiła, że legły one w gruzach. Mity, w które wierzyli zarówno Europejczycy, jak i rosyjska opozycja – i to jedyna dobra wiadomość.

Mit 1. Putinowi chodzi tylko o pieniądze

Przez lata funkcjonowało przekonanie, że celem rosyjskiej elity jest wyłącznie bogacenie się. Według tego przekonania rosyjska elita miała być zupełnie wyzbyta ideologii. Przecież, jak powtarzano wielokrotnie, „oni rytualnie krytykują Zachód, ale ich dzieci kończą tam szkoły, ich żony i kochanki jeżdżą na zakupy, mają tam wille z basenami – po co więc mieliby zaczynać wojnę?”.


Reklama

Okazało się, że nic bardziej mylnego: rosyjska elita władzy i jej emanacja, czyli Władimir Putin, to przede wszystkim ideologia – ideologia imperializmu. Jej celem jest odbudowa imperium. I to pomimo tych willi z basenami na Zachodzie. Co więcej – to nie tylko elita władzy tak myśli. Marzenie o odbudowie imperium, „powstaniu z kolan”, jest absolutnie zgodne z wolą ogromnej większości rosyjskiego społeczeństwa. To nie Putin narzucił Rosjanom ideę odbudowy imperium, lecz odwrotnie – Putin realizuje to, o czym myślał i marzył rosyjski naród.


Reklama

Mit 2. Rosję można ucywilizować

Kolejne „resety”, które wprowadzał, jak to mówią w Rosji, „kolektywny Zachód”, brały się z przekonania, że Rosję można przecież ucywilizować. Miała to być wyłącznie kwestia czasu. Wystarczy kupować gaz, fundować stypendia, pokazywać, jak wygląda życie na Zachodzie, a kiedy Rosjanie to zobaczą – staną się „tacy sami jak my”. Przecież wyglądają jak my, zachowują się jak my, mają literaturę i wysoką kulturę, która jest niewątpliwie częścią kultury Zachodu. A jednak ten prosty przepis zupełnie nie zadziałał. Pomimo wielu programów, stypendiów i powiązań gospodarczych konwergencja nie nastąpiła. Rosja poszła swoją drogą i dziś coraz bliżej jej do Chin, a coraz dalej do Zachodu. To „kolektywny Zachód” jest głównym wrogiem, bo jest głównym sprawcą rozpadu imperium i główną przeszkodą na drodze do jego reaktywacji.

Mit 3. Nastąpi krach ekonomiczny i Rosja rozpadnie się jak ZSRR

To najbardziej powszechny mit, szczególnie obecny w polskich mediach, po rosyjskim ataku na Ukrainę. Po wybuchu pełnoskalowej wojny władza w Rosji opiera się na dwóch filarach: niezwykle silnie rozbudowanym aparacie represji oraz stabilizacji ekonomicznej. Proszę mi wierzyć – chociaż statystycznie rosyjska gospodarka przeżywa poważne problemy, sytuacja ekonomiczna przeciętnego Rosjanina specjalnie się nie pogorszyła.

Powiem więcej – dla wielu mieszkańców biednych regionów wojna stała się niebywałą okazją do poprawy sytuacji materialnej, ponieważ, jak by to cynicznie nie zabrzmiało, za wojnę się w Rosji płaci. Dla mieszkańców Udmurtii czy Czuwaszji są to niemałe pieniądze – 2-3 tys. euro miesięcznie. Mimo dotkliwych sankcji w Rosji nadal wypłacane są pensje i emerytury, a drogi są remontowane.


Reklama

Mieszkańcy żyją na różnym, ale względnie dla siebie wysokim poziomie. Pomimo naprawdę poważnych sankcji, na ulicach rosyjskich miast i miasteczek szczególnie zmian nie widać. Nie ma przesłanek, że Rosja rozpadnie się tak, jak na początku lat 90. rozpadł się Związek Radziecki. Sytuacja ekonomiczna jest opanowana, a świat jest dzisiaj zupełnie inny – dużo bardziej wielobiegunowy. Skończyła się era dominacji amerykańskiej i to ma wpływ także na Rosję. Mówiąc wprost: pomimo różnych wysiłków to kraje globalnego Południa, a przede wszystkim Chiny, które kupują rosyjskie surowce, pozwalają, aby Władimir Putin kontynuował wojnę. To na współpracy z nimi – przynajmniej na razie – trzyma się rosyjska gospodarka.


Reklama

Pełne półki w sklepach rosyjskich miast to nie mistyfikacja robiona dla turystów. Sankcje są omijane, a towary, także te z Zachodu, sprowadzane przez państwa trzecie. Oczywiście sankcje Rosja odczuwa w wielu dziedzinach, ale w dużej mierze są one dla przeciętnego mieszkańca niewidoczne, np. w sektorach produkcji przemysłowej. Brakuje na przykład części zamiennych do samolotów, co jest ogromnym problemem dla lotnictwa cywilnego – tylko że przeciętny zjadacz chleba tego nie odczuwa.

Póki co więc Rosja ma coraz większe problemy gospodarcze, ale nic nie wskazuje na to, że zbankrutuje i powróci to, co było na początku lat 90., czyli potężny kryzys ekonomiczny, który doprowadził do upadku ZSRR.

Mit 4. Putin jest słaby i zmiecie go rewolucja

Jest dokładnie odwrotnie. Putin jest silny jak nigdy. O jego sile świadczy stale wysokie poparcie. Tak jak pisałem – zdecydowanej większości Rosjan podoba się to, co robi; oni naprawdę uważają rozpad ZSRR za największą tragedię XX wieku. A ci, którzy tak nie uważają, albo siedzą w łagrach, albo wyjechali, albo siedzą cicho, bo się boją. Po agresji na Ukrainę Rosja stała się krajem superautorytarnym. Nieliczne niezależne media, jak „Echo Moskwy” czy „Nowaja Gazieta”, zostały zlikwidowane. Coraz mniej jest przestrzeni poza kontrolą państwa. Rosja z państwa fasadowej demokracji zmieniła się w kraj bardzo twardego autorytaryzmu. Za krytykę władz, armii czy wojny na Ukrainie idzie się do łagru. Znam przypadki ludzi, którzy trafili do kolonii karnej za naklejanie antywojennych naklejek w supermarkecie. Dostęp do jakiejkolwiek niezależnej informacji – która dziś sprowadza się do internetu – jest coraz bardziej ograniczany.


Reklama

Prezydent Rosji Władimir Putin.


Reklama

W takim kraju nie może oczywiście istnieć żadna opozycja. Wybuch wojny i otrucie Aleksieja Nawalnego pokazały, że nie było jej nigdy. Kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, w Petersburgu na ulice wyszło może 2 tys. młodych albo bardzo młodych ludzi. Na 6‑milionowe miasto to bardzo mało. Policja część aresztowała, część przegoniła. Następnego dnia wyszedł tysiąc i tak z każdym dniem coraz mniej, a po tygodniu nie wyszedł już nikt. Myślę, że ogromna większość z tych ludzi, którzy wyszli wtedy na ulice, dziś już w Rosji nie mieszka. Kto ma więc robić tę rewolucję?

Jeżeli dziś istnieje w Rosji jakaś opozycja wobec władz, to są to Z‑patrioci, czyli opozycja z prawej strony. Ale tak naprawdę i ona jest infiltrowana przez służby specjalne, i dlatego żadnej rewolucji nie będzie. Pisanie o tym w polskich mediach to typowe życzeniowe myślenie – karmienie się iluzjami, które się nie spełnią.

Mit 5. Rosja albo przegra wojnę, albo można się od niej odciąć żelazną kurtyną

Po czterech latach wojny Rosja nie osiągnęła swojego celu, czyli politycznej kontroli nad Ukrainą, ale też nie przegrała wojny, bo Ukraina nie odbiła Krymu i Donbasu.


Reklama

Wbrew temu, co się wydawało, Rosja nie zniknie, a reżim Putina przetrwa. Dlatego wojna się nie zakończy. Nawet jeżeli pozorowane rozmowy zakończą się czasowym rozejmem, to i tak do trwałego pokoju nie dojdzie. Oczywiście głównym celem Putina nadal jest odbudowa rosyjskiej strefy wpływów. Niestety wszystko wskazuje na to, że mogą powrócić stare mity. A nawet jeśli nikt już nie wierzy w nie, Zachód może powrócić do formuły „biznes jak zwykle”. Bo Amerykanie, Niemcy i Francuzi chcą robić biznes. Dla nas to zła wiadomość, bo Rosja próbująca odbudować swoje imperium, to dla Polski zagrożenie egzystencjalne. A jednak nie można zamykać oczu – umowny Zachód, nawet w obrębie Unii Europejskiej, jest w stosunku do Rosji bardzo podzielony. Dużo zależy od tego, co będzie robił Donald Trump, a dla amerykańskiego prezydenta robienie biznesu, także z Rosją, to normalny tryb uprawiania polityki.

My powinniśmy ten proces powstrzymywać, póki można. Powinniśmy wspierać Ukrainę, bo Ukraińcy dzisiaj jak Spartanie w Termopilach, powstrzymują armię Imperium. Ale jednocześnie nie możemy zamykać oczu na to, co w Rosji się dzieje. Nie można zamykać placówek dyplomatycznych. Powinniśmy z Rosjanami rozmawiać – nie po to, żeby ich zmienić, ale po to, żeby wiedzieć, co się dzieje. Bo przecież Putin nie jest wieczny, a każda zmiana jest szansą na inną Rosję.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Grzegorz Ślubowski
Grzegorz ŚlubowskiDziennikarz Kanału Zero