Reklama
Reklama
Kraj

Działacz PiS zobaczył czterech imigrantów. Ogłosił inwazję

Już od 2021 r. w ramach operacji hybrydowej Śluza Białoruś i Rosja przerzucają imigrantów do Polski, Litwy i Łotwy. Sprowadzają ich samolotami z Bliskiego Wschodu, by siać zamęt i grać na podziały w zachodnich społeczeństwach. Minęło pięć lat, a polscy politycy wciąż wykorzystują te tragedie do własnych rozgrywek.

Krzysztof Jabłonowski
Felieton autorstwa: Krzysztof Jabłonowski
Dzisiaj 20:42
3 min
Aktualizacja: Dzisiaj 20:43
Działacz PiS zobaczył czterech imigrantów, ogłosił inwazję. (fot. Marcin Bielecki / PAP / X)

Reklama

Do polsko-niemieckiej granicy w Lubieszynie zbliżają się cztery osoby o śniadej skórze – kobieta, mężczyzna i dwóch chłopaków. Towarzyszący im niemieccy policjanci witają się z polskimi strażnikami granicznymi i dokonują „przekazania” imigrantów. Wideo z taką sceną opublikował w niedzielę na X Robert Bąkiewicz, działacz Ruchu Obrony Granic.


Reklama

Ordynarna gra

„Panie Kierwiński, na jakiej podstawie prawnej i proceduralnej odbyło się to przekazanie? Prosimy o odpowiedź!” – dopytywał Bąkiewicz. Krok dalej poszedł działacz młodzieżówki Prawa i Sprawiedliwości Oskar Szafarowicz. „Wielka inwazja trwa za przyzwoleniem Koalicji 13 grudnia” – ogłosił.

Umówmy się, jeśli chodzi o imigrantów, Bąkiewicz i Szafarowicz to stare wygi. Obowiązujące przepisy oraz praktykę ich stosowania na polsko-niemieckiej granicy mają w małym palcu. Pełne egzaltacji wypowiedzi są niczym innym jak ordynarną próbą nabijania kapitału politycznego wśród tych, którzy imigrantów się obawiają.

Ordynarną, bo w tej grze chodzi o ludzi i ich tragedie. Ordynarną, bo wpisującą się w zorganizowaną kampanię kłamstw. W lutym analitycy DFR Lab, grupy działającej w ramach think-tanku Atlantic Council, opublikowali analizę, z której wynika, że latem 2025 r. antyimigracyjną histerię wokół tematu granic nagłaśniały fałszywe konta i boty. Forsowano przekazy oparte na nienawiści i podważające zaufanie do służb.


Reklama

Imigranci trafili najpierw na Litwę

Na posty polityków szybko zareagowała Straż Graniczna. Z komunikatu opublikowanego w poniedziałek dowiadujemy się, że Niemcy odmówili wjazdu czwórce obywateli Afganistanu. Jak ustaliły nasze służby, cudzoziemcy mogą przebywać na terytorium Polski – mają paszporty i litewskie karty pobytu. Według wszelkiego prawdopodobieństwa trafili z Białorusi właśnie na Litwę.


Reklama

Co to oznacza? Niemieckie służby najczęściej „przekazują” imigrantów, których uznają za niepożądanych, na podstawie procedur readmisji lub tej wynikającej z unijnego rozporządzenia Dublin III.

Readmisja to przekazanie imigranta, który nielegalnie przekroczył granicę, do kraju, z którego przyszedł. Dublin III wskazuje, że wniosek azylowy ma być rozpatrzony przez państwo Unii Europejskiej, w którym imigrant po raz pierwszy postawił stopę.

W tym ostatnim przypadku służby danego państwa mają prawo odesłać imigranta do kraju, z którego przybył. Tak zapewne będzie i ze wspomnianą czwórką Afgańczyków. Będą workiem kartofli: do Białorusi przerzuceni przez Łukaszenkę, do Polski przez Niemców, na Litwę przez Polaków.


Reklama

Ale co sobie przy okazji Bąkiewicz z Szafarowiczem głosów nabiją, to ich.


Reklama

Ping-pong ludzkim życiem

W komentarzach pod postami polityków pojawiają się pytania o imigrancką rodzinę: skoro w Niemczech zostali uznani za „nielegalnych”, to dlaczego w Polsce takimi nie są? To pytanie do Niemców. Nie mam wątpliwości, że nasi zachodni sąsiedzi regularnie uprawiają ping-pong ludzkim życiem. Dość doświadczeń z ubiegłego lata i „przecieków” w niemieckich mediach o autokarach, które miały niby masowo wywozić imigrantów do Polski.

Ale czymś trzeba wyżywić niemieckich Bąkiewiczów.


Reklama

Źródło: Zero.pl