Reklama
Reklama
Kraj

Stara melodia, nowa kampania. Tusk i Kaczyński jak inżynier Mamoń

Sobota była pierwszym wiosennym starciem między rządzącą Koalicją Obywatelską a opozycyjnym Prawem i Sprawiedliwością. Partie od dwóch dekad monopolizujące krajową scenę polityczną nie zaprezentowały niczego nowego, jednocześnie ze swoich kubłów wyciągnęły stare i zgrane motywy, proponując twórcze rozwinięcie skrótu MPO – mobilizacji, polaryzacji i organizacji przed jesienną bitwą w 2027 r. Prawo inżyniera Mamonia nad Wisłą zagościło na dobre.

Piotr Białczyk
Felieton autorstwa: Piotr Białczyk
Wczoraj 16:20
6 min
Donald Tusk oraz Jarosław Kaczyński w Sejmie (fot. arch.). (fot. Radek Pietruszka / PAP)

Reklama

TYLKO NA

Są w polskim kinie filmy dobre, złe, ale i kanoniczne. Bez wątpienia do ostatniej kategorii możemy zaliczyć „Rejs” Marka Piwowskiego, po dziś dzień szeroko cytowany. Zderzenie warszawskiej inteligencji z ludem pracującym w komicznej podróży po rzece jest kopalnią cytatów celnie opisujących szarą i ponurą rzeczywistość PRL.  


Reklama

– Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. To... Poprzez... No, reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę? – mówi inżynier Mamoń grany przez Zdzisława Maklakiewicza.

Stary rytm zaczął wybijać Donald Tusk

Podczas Rady Krajowej lider nowej Koalicji Obywatelskiej zaczął z wysokiego „C”, ogłaszając historyczny moment przełomu i przyspieszenia, przekonując, że Polska stała się niekwestionowanym gospodarczym liderem Europy z uzasadnionymi ambicjami do G20.

Stara, dobra taktyka jest – z punktu widzenia Koalicji Obywatelskiej – w pełni uzasadniona i zaczyna pobrzmiewać po pierwszym, tak dobrym sondażu. Według Opinii24 partia Tuska może liczyć (wśród zdecydowanych) na 37,5 proc. głosów, dystansując zajmujące drugą lokatę Prawo i Sprawiedliwość (23,5 proc.). Aby jednak scementować pierwszą sondażową jaskółkę tej wiosny premier musi uderzyć w konkretną nutę – MOBILIZACJĘ.


Reklama

– Te wybory, które stoją przed nami, to będą naprawdę wybory, które będą de facto taką twardą, ostateczną walką o utrzymanie niepodległości, bezpieczeństwa, jedności i pozycji Polski w Europie. O sprawy najważniejsze i nikt nie może już zamykać oczu, nikt nie ma moralnego ani politycznego prawa udawać, że nie widzi, co się dzieje – bił w wysokie tony wyraźnie przejęty Tusk. Wezwał także członków nowego bytu politycznego do wytężonej pracy w nadchodzących miesiącach.


Reklama

Wypowiedzi te były przeplatane z majaczącym ze Wschodu zagrożeniem – tu jednak Tusk zamiast klasycznego zapisu na pięciolinii wybrał zwykłą matematyczną cyfrę – piątkę Putina. Premier ostrzegał, że polega ona na szczuciu na Unię Europejską, szczuciu na Ukrainę, skonfliktowaniu Polski z Niemcami, zablokowaniu środków na zbrojenia, a także niszczeniu instytucji państwa demokratycznego.

– Piątka Putina… nie macie wrażenia, że ja czytam dzisiaj pięć punktów z nowej piątki Kaczyńskiego? – rzucił ze sceny Tusk, co wywołało żywiołową reakcję partyjnego aktywu. Dalej melodia przybrała znaną harmonię: PiS to agenci, zdrajcy, kryptowaluciarze. W skrócie POLARYZACJA.

Do pełni sukcesu na miarę MPO zabrakło jeszcze O – czyli ORGANIZACJI. Sobotnia Rada Krajowa Koalicji Obywatelskiej została zwołana, aby Donald Tusk mógł zyskać nowych zastępców w partii. Ceremoniał był tak samo nieprzewidywalny, jak 98 proc. poparcie nowego przewodniczącego, który w ugrupowaniu był jedynym kandydatem na to stanowisko. Grono wiceprzewodniczących rozszerzono o liderów dawnej Nowoczesnej oraz Inicjatywy Polski, z kolei skarbnik i sekretarz generalny KO utrzymali dotychczasowe stanowiska.


Reklama

Premier do swojej przewidywalnej melodii postanowił jednak dorzucić element zaskoczenia

I niespodziewanie ogłosił skład 10 osób, które wejdą do sztabu przed wyborami w 2027 r.


Reklama

– Nie ma chwili do stracenia, przed nami definitywna walka. Ruszamy! – żywiołowo przekonywał Tusk.

Krótko po premierze swoją imprezę miało Prawo i Sprawiedliwość. W panelu dyskusyjnym o polskiej nauce występował Łukasz Schreiber, Jarosław Kaczyński oraz Przemysław Czarnek. Politycy prawicy zapewniali o trzykrotnym zwiększeniu publicznych wydatków na sektor oświatowy, zwiększenie wolności słowa na uczelniach czy stworzeniu Krajowego Systemu Foresightu Edukacyjno-Zawodowego – wyrażenia tak trudnego, że paskowy TV Republika uznał je za forsite (nie mylić z Fortnite).


Reklama

Wilczym prawem opozycji jest obiecywanie rzeczy, których nie obieca władza

Szczególnie wiarygodnie brzmi to w ustach byłego ministra edukacji i nauki, który w systemie szkolnictwa zapisał się m.in. aferą Willa plus czy zawyżonym punktowaniem „Pedagogiki Katolickiej”.  


Reklama

Znużony samą imprezą był wyraźnie zaspany Jarosław Kaczyński, który nawiązywał do swojej dawnej kariery naukowej.

– Mamy już zarys programu dla nauki, który w pewnych punktach może być przedmiotem polemiki, można szukać innych rozwiązań, ale z całą pewnością jest to bardzo szeroki dokument i najambitniejszy ze wszystkich, jakie do tej pory przedstawiono. To dokument bardzo szeroki, odnoszący się do najróżniejszych aspektów nauki, do jej wagi, do sposobu jej organizacji. Nauka ma dzisiaj międzynarodowy charakter. Jest elementem realnej siły państwa, ale jest także elementem jego prestiżu i budującym międzynarodową pozycję – mówił ze sceny Kaczyński, zapominając jednocześnie, że programem nie wygrywa się wyborów.

Zarówno Koalicja Obywatelska, jak i Prawo i Sprawiedliwość nie porwały w sobotę

Może to była kwestia pogody, może wieku liderów, a może zwyczajny brak pomysłu na siebie. Brak wewnętrznej konkurencji w otoczeniu Tuska i Kaczyńskiego negatywnie odbija się na całym systemie politycznym – od ponad 20 lat nie ma równie silnych nazwisk, które zdołałyby naruszyć nieszczęsny duopol, proponując Polakom brak alternatywy, ewentualnie kolejny powód do kłótni.


Reklama

Pierwsza wiosenna próba sił jest bez wątpienia próbą szukania tematów kampanii wyborczej, która nadejdzie dopiero za sześć kolejnych pór roku. W logice liderów ugrupowań dominuje przeświadczenie, że im wcześniej preprekampanią rozpocznie się prekampanię do właściwej kampanii wyborczej, tym lepsza będzie pozycja wyjściowa.


Reklama

Problem jest w tym, że po sobotnich wystąpieniach w pamięci potencjalnych wyborców nie zostanie nic, a przeszukiwanie w śmietniku historii tematów, które mogłyby zostać poddane recyklingowi, wywołuje skojarzenie z MPO – MELODIĄ PRZEWAŻNIE OGRANĄ. I kto za to płaci?