Od początku drugiej kadencji Donalda Trumpa najważniejszym dniem dla mediów jest poniedziałek. Wtedy to, zazwyczaj po stosunkowo udanym weekendzie w prywatnej posiadłości Mar-a-Lago na Florydzie, prezydent USA wraca do Waszyngtonu. A ten ostatni był zdecydowanie udany.
Najpierw 79-latek odsłonił swoje popiersie odlane z brązu pokrytego 24-karatowym złotem, później zabawiał gości na marginesie gali z okazji Dnia Lincolna organizowanej przez republikanów. Zanim wmieszał się w tłum, rzucił ze sceny: – Powinienem prowadzić wojnę, ale idzie ona bardzo dobrze. Iran nie ma marynarki wojennej, sił powietrznych, niczego. Potrafią tylko narobić trochę zamieszania.
Wszystkiemu przyglądała się polska influencerka Caroline Derpienski, co tylko podniosło rangę wydarzenia. I bynajmniej nie chodzi tu o bombardowanie Teheranu.
Dzięki niezależnym mediom brukowym dowiedzieliśmy się, że po wojenno-celebryckim przemówieniu Trump spojrzał na jedną z czołowych przedstawicielek Polonii oraz jej partnera, a potem im nawet pomachał. „Derpienski wpadła w ogromną ekstazę – zaczęła krzyczeć oraz piszczeć z radości” – czytamy.
Głuchy telefon do Teheranu
Jednak na początku tygodnia humor Trumpowi zepsuli dziennikarze, pytając o rzekome rozmowy pokojowe z Iranem, którym ten pochwalił się w internecie.
– Rozmawiam z najważniejszą osobą, co jest trudne, bo przecież wszystkich się już pozbyliśmy. Ale to nie jest Najważniejszy Przywódca Iranu (…), choć rozmawiam z ludźmi, którzy wydają się zarządzać Iranem – enigmatycznie rzucił Trump. Niewykluczone, że telefon wykonany Teheranu okazał się być głuchym, bo sami Irańczycy stanowczo zdementowali twierdzenia Trumpa o prowadzeniu jakichkolwiek negocjacji.
Dalsza wymiana zdań z reporterami okazała się niezbyt konkretna. Prezydent USA podzielił się 15-punktowym planem pokojowym, z którego punkt nr 1 dotyczył „wyzbycia się broni atomowej przez Iran”. Punkt drugi? „Wyzbycie się broni atomowej przez Iran”. A punkt trzeci? „Wyzbycie się broni atomowej przez Iran”. Szczegółów brak.
Gra Trumpa na niejednoznaczność była może skuteczna przez pierwsze trzy doby konfliktu na Bliskim Wschodzie, jednak u progu czwartego tygodnia wydaje się być groźna. Mimo dekady w krajowej polityce republikanin wciąż poddaje się swoim telewizyjno-showmańskim instynktom. W jego mniemaniu błyskotliwość, umiejętność rzucenia nośnym cytatem czy wielokrotne powtarzanie sprzecznych komunikatów w jednym zdaniu, dodaje mu jakąś przewagę negocjacyjną z Iranem.
„Złota” rada dla Trumpa
Trump zapomina o starej, złotej zasadzie – zarówno biznes, jak i dyplomacja lubią ciszę. Wielokrotnie namawiał do tego Aleksander Kwaśniewski, który po dziś dzień wzbrania się przed jakąkolwiek aktywnością w mediach społecznościowych. Choć jest niewierzący, były polski prezydent wyznaje świętą zasadę ucierania kompromisów w zaciszu politycznych gabinetów.
Polskie wojsko w Cieśninie Ormuz? Jasna odpowiedź na żądania Trumpa [SONDAŻ]
Republikanin jest w tej materii jak rekin i wyznaje zwierzęcą zasadę: jak najwięcej ruchu, bo utonę. – W życiu musisz być rekinem, jeśli nie chcesz, żeby dopadły cię inne rekiny – przekonywał swego Stanisław Psikuta (bez s!) w komedii „Chłopaki nie płaczą”.
Problem w tym, że z każdą dobą konfliktu na Bliskim Wschodzie amerykański rekin biznesu ciągnie za sobą w dół indeksy giełdowe, a winduje ceny ropy. Wysyłanie ławicy wojsk i jeszcze większej liczby internetowych wpisów problemu nie rozwiąże. A kochający błyskotki republikanin powinien zacząć hołdować idei wywodzącej się z tradycji arabskiej: „mowa jest srebrem, a milczenie złotem”.

