Wściekłość pod Wawelem narasta. Od lat potężnie zadłużone miasto w lawinowym tempie zwiększa dziurę budżetową. W ostatnich tygodniach mieszkańcy dociskani są kolejnymi podwyżkami: najpierw w górę poszły opłaty w rozszerzonej terytorialnie i wydłużonej czasowo strefie parkowania.
Równocześnie po kieszeni dostali pasażerowie komunikacji miejskiej, którym przejazd na krótkich trasach bardziej opłaca się taksówkami niż MPK. Czarę goryczy przelała – nomen omen uzasadniona, choć nie na tak wielkim obszarze – Strefa Czystego Transportu.
Do tej pory magistrat nie reagował, a zamiast tego – jak ujawnił dziennikarz Zero.pl Paweł Figurski – zdecydował dodrukować miejską gazetkę „Kraków.pl”, w której chwali się osiągnięciami Aleksandra Miszalskiego.
I tak na str. 20 mieszkańcy grodu Kraka dowiadują się, jak polityk KO spędził pierwsze tygodnie nowego roku kwestując z WOŚP czy odwiedzając przedszkole. Na te sukcesy dołożą się mieszkańcy – miasto na zwiększony z 30 tys. do 220 tys. egzemplarzy dodruk dopłaci blisko 2,5 mln złotych.
Krakowskie referendum coraz bliżej
Timing tej informacji nie mógł być gorszy dla Pałacu Wielkopolskich. Otóż inicjatorzy referendum mającego obalić władzę KO w mieście pochwalili się rekordem zbiórki podpisów.
Organizatorzy mają na liście podobno ponad 100 tys. sygnatur, czyli o wiele więcej, niż jest potrzebne do przeprowadzenia demokratycznego plebiscytu. Jeśli zostaną one pozytywnie zweryfikowane, to jeszcze tej wiosny Krakowianie zdecydują o dalszym losie Aleksandra Miszalskiego
Polityczny klimat pod Wawelem staje się gęstszy niż smog wiszący nad miastem od października do kwietnia.
Zatem co poszło nie tak, że po niespełna dwóch latach Krakowianie chcą podziękować Aleksandrowi Miszalskiemu?
Kraków bez pomysłu i pod lawiną turystów
Stolica Małopolski przez lata padała politycznym łupem jednowładztwa Jacka Majchrowskiego. Dawny włodarz z jednej strony potężnie inwestował w infrastrukturę, z drugiej strony rozmieniał miasto na drobne. Historyczna stolica Polski traciła na swoim prestiżowym znaczeniu, a dawny ośrodek sztuki oraz kultury wysokiej został zastąpiony potokiem zagranicznych turystów.
Obok smoka wawelskiego, papieskich pielgrzymek na Franciszkańską 3 czy legendarnych już obwarzanków na kartach historii zapiszą się hordy naprutych Brytyjczyków tańczących nago na stołach obok pomnika Mitoraja przy Wieży Ratuszowej (historia prawdziwa, widziałem te sceny jako dziecko).
Obecnie wieczory kawalerskie wyspiarskich gości zastąpił „pub crawling”, czyli zalewanie się pod korek w popularnych barach. Jak śpiewała nieodżałowana Kora Jackowska, „wódka za wódką, głowa w dymie, alkohol leje się strumieniem”. Jednym z takich traktów jest ul. Szewska, która od czwartku do niedzieli w godzinach wieczorno-nocnych tonie w śmieciach, rozbitym szkle czy płynach ustrojowych imprezowiczów. Trasa zwieńczona jest legendarnym już pubem o wdzięcznym nazwie „Kulutralny”, w którym pokolenia Krakusów kończyły swój imprezowy żywot.
Historyczne dzielnice Krakowa ulegają gentryfikacji – na stałe w ścisłym centrum mieszkać nieco ponad 2,5 tys. osób, a liczba ta sukcesywnie spada.
Kolejnym problemem na linii władze-mieszkańcy jest brak dialogu. Podwyżki cen biletów były wprowadzane chaotycznie, jednostronnie, bez konsultacji z najbardziej zainteresowanymi. Później rakiem się z nich wycofano, ale tylnymi drzwiami uderzono w mieszkańców ościennych gmin, którzy MPK chcą dostać się do pracy, lekarza, urzędu. I będą musieli za to więcej płacić.
Strefa czystej niezgody
Jednocześnie magistrat walnął po kieszeni kierowców karząc im więcej, dłużej i częściej płacić za parkowanie. Było to zresztą drugie przyłożenie w zmotoryzowanych przez wprowadzoną, oprotestowaną, a mimo to usankcjonowaną Stefą Czystego Transportu. Wyrazem społecznego buntu na sam koniec było dewastowanie znaków z informujących o wjeździe do SCT.
Słabością pozostaje także sam prezydent miasta, popełniając błędy z politycznego abecadła. Przede wszystkim Aleksander Miszalski – w przeciwieństwie do swojego poprzednika – nie zbudował mocnego zaplecza, biorącego na siebie błędy szefa. Najbardziej karykaturalnym wymiarem tej słabości były słowa szefa klubu Koalicji Obywatelskiej Grzegorza Stawowego, który w rozmowie z Głos24 stwierdził: „zebrała się skrajna prawica przy piwie i próbuje przeprowadzić referendum”. Nie dość, że historycznie źle to pachnie, to jeszcze jest mocno niespójne i nielogiczne.
Miszalski wykazał się także polityczną naiwnością popełniając wpis na portalu X, gdzie przyznał się do błędów oraz nietrafionej komunikacji urzędu.
Po pierwsze w momentach kryzysowych nigdy nie można błagać o litość. A poza wszystkim – choć zabrzmi to cynicznie lub wręcz dla niektórych brutalnie – w polityce się nie przeprasza.
Najdobitniej przekonał się o tym Donald Tusk przepraszający tłum na marszu Rafała Trzaskowskiego przed drugą turą wyborów prezydenckich. Wtedy premier przyznał się do niewystarczającego tempa reform i zmian w Polsce. Tydzień później Trzaskowski przegrał.
Co najbardziej zagraża Miszalskiemu?
Największym zagrożeniem dla krakowskiej władzy będzie zrobienie z referendum lokalnego tematu krajowego. Plebiscyt nad losem Aleksandra Miszalskiego stanie się błyskawicznie wojną zastępczą z władzą centralną, ostatnio mocno tracącą w sondażach zaufania. Znów wiodącą emocją może okazać się hasło #bylenie… Tym bardziej Aleksander Miszalski musi wziąć do siebie słowa z ostatniego wywiadu Grzegorza Schetyny z „Porannych Rozmów Zero”: – Miszalski musi mieć pomysł na referendum: co, dlaczego i przede wszystkim jak planuje je wygrać, oraz jak widzi swoje dalsze funkcjonowanie przez trzy lata w samorządzie.
Były przewodniczący Platformy Obywatelskiej, znający gorycz porażki i smak zwycięstwa w polityce, zapewnił, że partia stanie murem za Miszalskim, ale sam plan ratunkowy musi powstać w Krakowie. Schetyna nie dodał jedynie, że ten plan nie może zostać napisany w gabinecie czy mediach społecznościowych, a po prawdziwej rozmowie z mieszkańcami.

