- Denuvo to system zabezpieczeń antypirackich, działający na rynku od 2015 r.
- Przez lata działania system był wielokrotnie krytykowany, przede wszystkim za negatywny wpływ na płynność rozgrywki.
- Złamanie zabezpieczeń gry Pragmata jeszcze przed premierą ponownie uruchomiło dyskusję o zasadności stosowania Denuvo przez wydawców.
Zabezpieczenia Denuvo oficjalnie zadebiutowały w 2014 r. wraz z grą FIFA 15. Na graczy, którzy pozyskiwali tytuły z nie do końca legalnych źródeł, padł blady strach. Gry co prawda dało się pobrać z internetu, ale uruchomienie wersji pirackiej nie było możliwe do czasu wypuszczenia mitycznego „cracka”, czyli zmodyfikowanego pliku uruchamiającego grę.
Jeszcze przed oficjalnym startem Denuvo była jednak nadzieja, bo w testowych wersjach, zabezpieczenia dało się złamać. Crack do FIFA 14 pojawił się po 46 dniach od premiery gry. Ale już do 2017 r. gry zabezpieczone Denuvo przez chwilę wydawały się nie do złamania.

Pierwszy kryzys pojawił się w 2017 r., kiedy liczba gier, których nie udało się spiracić, była mniejsza niż tych, które uległy umiejętnościom crackerów. Wtedy po raz pierwszy pojawiły się wątpliwości, czy w ogóle warto stosować zabezpieczenia Denuvo – tym bardziej że coraz częściej wskazywano na ich negatywny wpływ na wydajność gier.
Jak działają zabezpieczenia Denuvo? Bez nich gry działały płynniej
Choć zabezpieczenia Denuvo są z nami od ponad 10 lat, nadal nie do końca wiadomo, jak dokładnie działają. Chronią one gry wydawcy przed inżynierią wsteczną i nieautoryzowanymi modyfikacjami. Kod zabezpieczeń jest ściśle powiązany z kodem gry, wykorzystywane jest 64‑bitowe szyfrowanie, a każda gra może mieć swój własny, indywidualny token zabezpieczeń. Denuvo potrafi też okresowo sprawdzać online legalność kopii i jeśli wykryje piracką wersję gry, blokuje ją. W praktyce oznaczało to, że w złamane gry często trzeba było grać z odłączonym internetem, a czasem nawet z cofniętą datą w systemie.
Z czasem, kiedy zabezpieczenia były łamane coraz częściej, pojawiły się informacje, że gry pirackie działają lepiej od oryginalnych. Słusznie frustrowało to uczciwych graczy, którzy płacili za produkt, a dostawali gorzej działającą wersję od tej pobranej za darmo.
Testy wyraźnie to potwierdzały. Przykładowo Mass Effect: Andromeda bez Denuvo działał średnio w 67 klatkach na sekundę, a z zabezpieczeniami – w 46. Średni klatkaż w Lords of the Fallen wzrósł po usunięciu Denuvo z 53 do 70, a w Bulletstorm z 149 do 164. Ogółem wzrost wydajności sięgał 3–20 proc., co wciąż obserwujemy – choćby ostatni Resident Evil Requiem bez Denuvo zyskuje około 5 proc. klatek na sekundę.

Resident Evil Requiem (fot. Capcom)
We współczesnych tytułach problem jest często jeszcze bardziej widoczny ze względu na stosowane technologie. Ray tracing, path tracing, ogromne mapy, szczegółowe lokacje – to wszystko jest bardzo wymagające dla sprzętu, a dokładanie do tego dodatkowej warstwy kodu zabezpieczeń utrudnia utrzymanie płynności rozgrywki.
Na komputerach z wydajnymi podzespołami problem nie zawsze rzuca się w oczy, bo różnica kilku czy kilkunastu klatek nie jest tam tak odczuwalna – niewiele osób zauważy różnicę między 70 a 80 klatkami animacji. Na słabszym sprzęcie pojedyncze klatki mogą mieć jednak duże znaczenie.
Denuvo złamane przed premierą gier. Czy zabezpieczenia mają jeszcze sens?
Czarę goryczy może przelać premiera gry Pragmata. Zabezpieczenia Denuvo udało się w niej obejść jeszcze przed oficjalną premierą. Co prawda nie jest to w tym przypadku całkowite złamanie zabezpieczeń, a raczej ich obejście, ale efekt jest ten sam – można grać bez kupowania gry.

Pragmata (fot. Steam)
To jeszcze mocniej podkopało pozycję firmy Irdeto, dostawcy Denuvo. Do tej pory wielu wydawców zdejmowało zabezpieczenia kilka miesięcy po premierze – tak było w przypadku ostatnich gier z serii Resident Evil czy Final Fantasy XVI. Kolejne przypadki szybkiego łamania lub obchodzenia zabezpieczeń mogą doprowadzić do całkowitej rezygnacji z Denuvo.
Wydawcy mogą zacząć patrzeć na sprawę bardzo korporacyjnie – przez pryzmat arkusza w Excelu. Skoro wydają dodatkowe pieniądze na zabezpieczenia Denuvo, a gry i tak doczekują się pirackich, dobrze działających wersji, na których tracą, to może straty wynikające z całkowitego braku zabezpieczeń będą… niższe.
To wszystko prowadzi do dłuższych rozważań nad tym, co można i co warto zmienić na rynku gier. Skala piractwa dzisiaj powinna być mniejsza niż 10 lat temu. Wydanie 200 zł na grę w 2015 r. dla wielu osób było abstrakcją. Dzisiaj mamy różne abonamenty, które pozwalają mieć dostęp do premierowych gier taniej – jak choćby Game Pass. Z drugiej strony gracze chętniej wydadzą pieniądze na dopracowane gry, więc ich twórcy mogliby się bardziej przyłożyć do swoich produktów, ale… to temat na zupełnie inną okazję.

