
Szczepan Twardoch dostał tegoroczną Nagrodę Literacką Nike za powieść „Null”, a do tego Nike Czytelników. Czy to było zaskoczenie? Niekoniecznie. Chyba większym jest to, że musiał na główną statuetkę czekać tyle lat.

Szczepan Twardoch dostał tegoroczną Nagrodę Literacką Nike za powieść „Null”, a do tego Nike Czytelników. Czy to było zaskoczenie? Niekoniecznie. Chyba większym jest to, że musiał na główną statuetkę czekać tyle lat.

Trzy pozytywne recenzje, system antyplagiatowy i dopuszczenie do obrony nie wystarczyły, by Jakub Wiech został doktorem. I może dobrze się stało, bo jego przypadek odsłonił znacznie większy problem: czy polski system przyznawania doktoratów rzeczywiście sprawdza, kto potrafi być naukowcem?

Nie zamierzam bronić grafomanii. Nie będę też udawać, że rynek książki ma się świetnie. Chciałabym tylko zapytać, dlaczego w całej dyskusji o jego kryzysie najłatwiej przyszło nam obwinić ludzi, bez których literatura po prostu nie istnieje.

Państwo chce pomóc artystom – najpierw jednak sprawdzi, kto nim jest. Problem w tym, że w świecie, w którym nawet autorskie streamy erotyczne mogą zostać uznane za działalność kulturalną, taka selekcja szybko może zamienić się w groteskę.

Najpierw było zdziwienie, potem oburzenie, a na końcu stara jak rynek książki frustracja. Dyskusja wywołana słowami Olgi Tokarczuk pokazała, że problem sztucznej inteligencji jest tylko wierzchołkiem znacznie większej góry lodowej.