- W Polsce spada liczba samochodów z instalacją LPG. Co roku ubywa ich kilkadziesiąt tysięcy, a te, które pozostają, są bardzo stare.
- To wynik z jednej strony zmian technologicznych, które znacznie utrudniają montaż gazu, z drugiej – efekt zamożniejszego społeczeństwa.
- Obecna cena gazu, ocierająca się o 4 zł za litr, może okazać się gwoździem do trumny dla tego paliwa.
Ze zdziwieniem przeczytałem niedawno, że w 2025 r. sprzedano więcej samochodów zasilanych gazem płynnym w UE niż w 2024 r. Było ich prawie 350 tys. sztuk, czyli o ok. 10 proc. więcej niż rok wcześniej. Dane brzmią obiecująco, jednak można przeoczyć, że to znikomy ułamek z łącznej liczby ponad 13 mln sprzedanych w Unii aut. Oraz jeszcze inny detal: 90 proc. z tych pojazdów stanowiły samochody jednej grupy producentów, tj. Renault-Dacia. Inne koncerny właściwie już postawiły kreskę na LPG.
Ciekawe, dlaczego LPG nie dostało rządowej tarczy ochronnej
Najwyraźniej uznano, że już jest tanio, więc nie warto dawać kierowcom dodatkowych prezentów. Nie spadły więc podatki, nie wprowadzono ceny maksymalnej – a konsekwencją było znaczne zbliżenie się poziomów cen benzyny i LPG. W pewnym momencie na dystrybutorze widziałem równe 6 zł za litr benzyny i 3,85 zł za LPG. Niby to nadal 2,15 zł różnicy na litrze, ale jeśli dany samochód pali 10 l gazu na 100 km lub 8 l benzyny na tym samym dystansie, to mamy różnicę 9,5 zł na 100 km na rzecz autogazu, czyli na dystansie 10 tys. km zaoszczędzamy 950 zł, minus jeszcze kilkadziesiąt złotych za droższe badanie techniczne auta z gazem.
Masz już instalację? Znakomicie, udało ci się coś oszczędzić. Nie masz? Wydatek na nią niespecjalnie ma szansę się zwrócić. Zresztą czy ktoś jeszcze montuje gaz?
Ceny paliw spadły za szybko. Lada moment pożegnamy program CPN
Nie ma już do czego montować LPG
Znakomita większość nowoczesnych silników benzynowych ma bezpośredni wtrysk paliwa. To istotny problem, ponieważ w takim silniku nie da się zamontować taniej instalacji gazowej. Potrzebny jest albo dotrysk gazu (czyli silnik spala benzynę i gaz w różnych proporcjach), albo specjalna instalacja podająca LPG przez wtryskiwacze benzynowe.
Problem w tym, że holenderska firma, która taką instalację opracowała i oferowała, zbankrutowała cztery lata temu. Cena instalacji była zaporowa, dlatego kierowcy nadal przywiązani do zalet gazu raczej decydowali się na montaż instalacji dotryskowej, najczęściej do silników TSI i TFSI z grupy Volkswagena. Daje to niezłe efekty, jak zużycie paliwa na poziomie 6,5 l gazu i 1,5 l benzyny na 100 km – a w trasie proporcja wypada nawet korzystniej dla LPG.
I cóż z tego, skoro trzeba bardzo dużo jeździć, żeby to się opłaciło, do tego mamy zmniejszoną praktyczność pojazdu i wyższe prawdopodobieństwo usterek. Dopóki auta były proste i można było je naprawić ze szwagrem pod blokiem, a gaz regulowało się kręcąc śrubką – była to kusząca opcja. Obecnie coraz mniej osób decyduje się na montaż gazu, uznając że cała sprawa jest nieopłacalna, włącznie ze spadkiem wartości przy odsprzedaży.
Renault, Dacia i ktoś z Chin
Renault, Dacia i ewentualnie Mitsubishi (będące klonem Renault) to obecnie prawie wszyscy producenci oferujący instalacje fabryczne. Te akurat mają się nieźle, jeśli ktoś kupuje nową Dacię to bardzo często wybiera zasilany LPG wariant Eco-G – choć po wprowadzeniu hybrydowych wersji Joggera, Dustera, Bigstera i Sandero Stepway popularność LPG ma szansę spaść i w tym przypadku.
Z marek chińskich fabryczne LPG oferują te mniej popularne – BAIC, Forthing i Bestune. Rynkowi nowych aut z LPG nie pomaga podejście państwa, które po pierwsze dopłacało klientom do wymiany samochodów spalinowych na elektryczne w ramach programu NaszEauto, po drugie – do stref czystego transportu wpuszcza z ustawy samochody zasilane gazem ziemnym (CNG), a o LPG w ogóle nie wspomina. Dodajmy do tego stosunkowo wysoki koszt 1 litra paliwa i mamy sytuację, w której LPG, choć produkuje czystsze spaliny, nie jest specjalnie atrakcyjne dla odbiorców.
Olej roślinny jako paliwo do diesla. Pomysł wrócił w obliczu cen ropy
Rynek ratują jeszcze taksówki, czyli głównie hybrydowe Toyoty. Zwłaszcza Priusy II i III generacji bywają często wyposażane w instalacje gazowe, ale i to się za jakiś czas skończy, ponieważ nowsze generacje hybryd Toyoty również mają już bezpośredni wtrysk paliwa.
Realia są takie, że średni wiek samochodu zasilanego LPG dochodzi w Polsce do 20 lat. Średni wiek pojazdów ogólnie jest aż o cztery lata niższy. W ciągu kilku lat dojdzie więc do dalszych, jeszcze bardziej znaczących spadków liczebności aut na gaz, a co za tym idzie – poznikają też punkty tankowania tego paliwa, jako nieopłacalne w utrzymaniu. Mniejsza liczba stacji przełoży się na jeszcze niższe zainteresowanie klientów instalacjami gazowymi i tak oto staniemy się świadkami końca epoki gazu skroplonego w Polsce.
Nawet wielkie firmy wyczuły, że trzeba się przebranżowić
Znana polska firma Stag, ciesząca się dużą renomą u instalatorów i użytkowników LPG, poinformowała niedawno o rozpoczęciu produkcji i dystrybucji ładowarek do samochodów elektrycznych. Są to względnie standardowe „wallboxy” oferujące moc do 22 kW (dla prądu trójfazowego przy mocnych bezpiecznikach).
Wprawdzie Stag nadal stawia na LPG na rynkach pozaeuropejskich, jak np. w Ameryce Południowej, ale w Polsce chce konkurować z ładowarkami chińskimi – głównie jakością i polskim pochodzeniem. Firmy tradycyjnie kojarzone z rynkiem paliw, jak Shell czy Orlen, również mocno rozwijają segment ładowania samochodów elektrycznych.
Oczywiście autogaz jest jeszcze daleki od zniknięcia
Wciąż w Polsce sprzedaje się ok. 2,5 mln ton tego paliwa rocznie. Odpowiada ono za ok. 8 proc. całego transportu, a co ósmy pojazd na polskich drogach jest zasilany tym paliwem, przynajmniej jeśli wierzyć danym CEPiK (mogą one być trochę nieaktualne). Nie należy więc jeszcze zupełnie skreślać tego paliwa, jednak kierunek w którym poszły silniki spalinowe i obecny pęd ku elektryfikacji raczej nie wróżą mu świetlanej przyszłości. Trochę szkoda, bo spaliny z auta zasilanego LPG są po prostu mniej trujące, a przy okazji zasilanie samochodu gazem stało się w Polsce trochę memiczne.

Rzeczywistość roku 2026. (fot. domena publiczna)

