Na wstępie krótkie przypomnienie. SAFE (Security Action for Europe) to unijny mechanizm dłużny, który ma pomóc zmodernizować Siły Zbrojne RP oraz wspomóc europejski przemysł zbrojeniowy. Tak, jest to pożyczka, a nie bezzwrotna dotacja.
Pożyczka – będzie ją zatem kiedyś trzeba oddać. Każde państwo wynegocjowało swój "kawałek tortu". Nam przypadł kawałek największy, bo aż 44 mld euro, co stanowi 30 proc. całości.
Polityczna przepychanka
Jednak tam, gdzie rząd widzi sukces, opozycja widzi zagrożenie. Od tygodni słyszymy przepychankę między politykami. Jedni mówią o rekordowym wsparciu dla polskiej obronności, drudzy – niejasnym mechanizmie, pompowaniu niemieckiego przemysłu zbrojeniowego i warunkowości, przez którą możemy szybko stracić wspomniany kawałek tortu. I to zanim wbijemy w niego widelczyk i weźmiemy pierwszy kęs.
Czy to oznacza jednak, że pożyczka od razu musi być zła? Tutaj oddam na chwilę głos komuś mądrzejszemu w cyferkach ode mnie. „SAFE to instrument finansowy oferujący dług oprocentowany na poziomie około 3–3,3 proc., z długim okresem karencji. W warunkach rynkowych polski kredyt inwestycyjny to koszt rzędu 7–10 proc., a obligacje skarbowe w złotym polskim to dziś około 5 proc. Różnica kilku punktów procentowych przy projektach liczonych w dziesiątkach mld zł oznacza miliardy w kosztach obsługi długu w kolejnych latach. Rachunek ekonomiczny podpowiada zatem – brać”.
Czy to słowa ministra finansów Andrzeja Domańskiego? A może eksperta od wszystkiego Tomasza Treli? Nie, to była minister w rządzie Prawa i Sprawiedliwości Jadwiga Emilewicz. Wskazuje ona potem zagrożenia, o których mówi aktualna opozycja, ale wyliczenia są jasne. To korzystne warunki jak na pożyczkę.
SAFE jak Yeti
To jednak za mało dla głowy państwa. 3,3 proc.? Cyk, ja załatwię, 0 proc. Czekam teraz na odpowiedź rządu, który da coś poniżej 0 proc. i dołoży hełm dla każdego. Nie powinno się żartować z tematu bezpieczeństwa? Nie powinno. I słaby to będzie argument, ale… nie ja zacząłem. To politycy. Ciągłe przepychanki, słowo „dezinformacja” odmieniane przez wszystkie przypadki. Rzecznik rządu, który w momencie ataku Izraela i USA na Iran, zamiast odpowiadać na pytania mediów o bezpieczeństwo polskich obywateli na obszarze objętym wojną, wolał kłócić się na X z Tobiaszem Bocheńskim, który straszy przed SAFE. Wiadomo, priorytety.
Propozycja Karola Nawrockiego brzmi dobrze. 0 proc. brzmi lepiej niż 3. Matematyka. Jednak brakuje w niej takiego małego, maluteńkiego detalu. Szczegółów. Obiecać łatwo, spełnić obietnice trudniej. Zwłaszcza że do jej realizacji będzie potrzebna współpraca z rządem. Nie było też mowy o tym, jak Narodowy Bank Polski chce dokładnie przekazać setki miliardów złotych. W ogóle nie wiedziałem, że mamy luźnych 185 miliardów polskich złotych. Andrzej Domański powinien się ucieszyć, NFZ również.
I znowu tak oto znowu SAFE stał się obiektem politycznej gry. Tylko dołączają do niej nowi aktorzy – dzisiaj Adam Glapiński. Ta gra robi się jednak coraz bardziej niebezpieczna. A SAFE miał wszak zapewnić nam bezpieczeństwo. Program jest już jak Yeti. Parafrazując znane powiedzenie: każdy słyszał, nie każdy wie co to. I trudno się dziwić, kiedy w zależności od stacji telewizyjnej słyszy całkowicie różną narrację. I czuć tylko coraz większe zniechęcenie obywateli tematem i samym programem.

