
W Kijowie, gdzie prąd i ciepło stały się dobrem deficytowym, a wojna wciąż wyznacza rytm codzienności, pojawił się premier Polski. Spotkanie Donalda Tuska z Wołodymyrem Zełenskim zbiegło się z kolejną falą rosyjskich ataków i nowym otwarciem w rozmowach o przyszłości Ukrainy. Tusk przybył do wyludnionej stolicy, bo jak szacował mer Kliczko, z Kijowa wyjechało ponad pół milna ludzi.











