SAFE (Security Action for Europe) to unijny mechanizm dłużny, który ma pomóc zmodernizować Siły Zbrojne RP oraz wspomóc europejski przemysł zbrojeniowy. Jego zwolennicy mówią o wielkiej szansie. Przeciwnicy ostrzegają – to pożyczki w obcej walucie na niemiecki sprzęt wojskowy. Jaka jest prawda?

Choć obronność powinna łączyć, to na dziś jest jednym z głównych elementów sporu politycznego w Polsce. Doskonale obserwujemy to na przykładzie SAFE. Zdaniem polityków obozu rządzącego te fundusze to wielka szansa i dar od losu (czy raczej UE).
Opozycja grzmi o uzależnieniu od Niemiec, zaciąganiu kredytów w obcej walucie oraz ograniczeniu rozwoju naszego przemysłu. Dla osób, które są niezorientowane w tej sytuacji, bardzo łatwo jest pogubić się w tych narracjach. Przygotowaliśmy więc siedem pytań i odpowiedzi, które pozwolą obiektywnie ocenić, czy należy bać się SAFE.
1. Czym jest SAFE?
Zacznijmy od podstaw. Mówiąc najkrócej i najprościej, to mechanizm dłużny. Mówimy więc o pożyczce, nie bezzwrotnej dotacji. Zasady są bardzo proste – Unia Europejska zamierza wziąć wielki kredyt w wysokości do 150 mld euro (co daje dziś 630 mld zł). Pieniądze te następnie przekaże państwom członkowskim, które następnie będą go spłacać. Cel? Zasilić budżety obronne w państwach Europy, zachęcić do wspólnych zakupów uzbrojenia oraz wesprzeć europejski przemysł obronny.
Aby spełnić wszystkie te warunki, przygotowano szereg regulacji. Każde państwo wynegocjowało swój "kawałek tortu". Nam przypadły 44 mld euro, czyli 30 proc. całości (co jest dużym sukcesem naszej reprezentacji i podkreśla nasz frontowy charakter jako państwa).
Pieniądze mają zostać wydane do końca 2030 r., a aż 65 proc. wartości umów ma zostać w UE, EFTA (Islandia, Liechtenstein, Norwegia i Szwajcaria) lub Ukrainie. Pozostałe 35 proc. może pochodzić z USA, Korei Płd. czy jakiegokolwiek innego kraju świata (np. Wielkiej Brytanii). Te proporcje mają zachęcić do zakupów na Starym Kontynencie, ale przy jednoczesnym zachowaniu zdrowej elastyczności (trudno o kompletne produkty, które w 100 proc. pochodziłyby z jednego kraju – nawet amerykańskie myśliwce mają części spoza USA).
SAFE promuje wspólne zakupy (dwóch i więcej państw), aby wzmacniać kooperację pomiędzy różnymi krajami UE. Polska wywalczyła możliwość samodzielnych zakupów, ale z uwagi na bardzo krótki okres składania wniosków (do końca marca 2026 r.), wskazany jest tutaj duży pośpiech.
W przeciwnym razie będziemy "skazani" na wspólne zakupy. Największą korzyścią z SAFE jest długi, bo aż 45-letni okres spłaty, niskie oprocentowanie (wynoszące nieco ponad 3 proc.) oraz 10-letni okres karencji. Mówiąc najprościej, pieniądze oddamy w okresie od 2036 do 2071 r., co biorąc pod uwagę obecne problemy z budżetem, jest dla nas bardzo dobrą wiadomością.
2. Czy Polska potrzebuje SAFE? Czy musimy pożyczać?
Skoro już wiemy, jak działa SAFE, warto zadać pytanie – czy Polska potrzebuje więcej pieniędzy na armię? Cóż – najkrótsza odpowiedź brzmi "tak", ale warto ją wyjaśnić. Przed 2022 r., wydawaliśmy na obronę ok. 2 proc. PKB. Sporą część tej kwoty przejadały pensje oraz emerytury mundurowych. Na realną modernizację zostawało niewiele, czego namacalnym dowodem był brak nowych czołgów, bojowych wozów piechoty, okrętów podwodnych, śmigłowców, zbyt mała liczba myśliwców czy nieprzystające do warunków współczesnego pola walki wyposażenie indywidualne.
Po 2022 r. wydatki na obronę wystrzeliły. Dziś wynoszą już ponad 4 proc. PKB, ale większość tego wzrostu to nie zasługa wyższego budżetu Ministerstwa Obrony Narodowej, a zaciągania kredytów w ramach Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych (FWSZ). To niestety bardzo drogi interes, co udowodnił m.in. raport Najwyższej Izby Kontroli. Wnioski płynące z lektury są przerażające. Już w 2028 r. wydatki na samą tylko obsługę zadłużenia w ramach FWSZ wyniosą ponad 40 mld zł rocznie. To obecnie ok. 1 proc. PKB naszego kraju.

Polska w ostatnich latach zakupiła cztery śmigłowce AW101. To drogie, ale także niezwykle zaawansowane maszyny. Eksperci jednoznacznie wskazują, że cztery śmigłowce to za mało.
W teorii, jeżeli będziemy wydawać 4 proc. PKB rocznie, to nadal będziemy mieli o 1 proc. PKB więcej, ale coraz większa armia, to coraz wyższe wydatki (wyżywienie, emerytury, pensje, utrzymanie nowego sprzętu). Liczby są bezwzględne – Polska musi zwiększyć wydatki na obronę. Obecny (rekordowy!) poziom wydatków pozwoli na opłacenie już zamówionego sprzętu wojskowego, ale możemy zapomnieć o kolejnych inwestycjach.
Brakuje nam jeszcze bardzo wiele – od większej liczby nowoczesnych myśliwców (według Inspektoratu Sił Powietrznych brakuje przynajmniej dwóch eskadr czyli 32 maszyn), przez latające tankowce, okręty podwodne, na śmigłowcach ZOP (zwalczania okrętów podwodnych) i szkolnych kończąc. Wielka armia wymaga wielkich pieniędzy, a tych obecnie w budżecie nie ma i nie zapowiada się, aby spadły jak manna z nieba.
3. Dlaczego nie możemy sami się zadłużyć? Nie da się taniej?
Krytycy zadłużania w ramach unijnego instrumentu twierdzą, że sami możemy pożyczyć te pieniądze na własnych zasadach. Nie będziemy musieli przejmować się tym, jak mamy je wydać i prosić się o kolejne środki. Technicznie rzecz biorąc, takie osoby mają rację. Tak - możemy zadłużyć się samodzielnie. Robiliśmy to już np. w ramach FWSZ. Jak wyliczył Tomasz Dmitruk z ”Dziennika Zbrojnego”, w latach 2022-2025 podpisano umowy z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych o wartości ponad 400 mld zł. Większość z nich sfinansowano z pożyczek i obligacji. Da się? Oczywiście.

Czołg M1A2SEPv3 Abrams podczas poligonowego treningu ogniowego. Szybki zakup setek czołgów M1 Abrams oraz K2 Czarna Pantera był możliwy, dzięki zaciągnięciu zagranicznych kredytów w ramach FWSZ.
Problemem są jednak omawiane koszty. Biorąc pod uwagę, że w ramach FWSZ braliśmy kredyty z USA (na oprocentowaniu wyższym niż 4,5 proc.) czy Korei Płd. (ok. 6 proc.), średni poziom oprocentowania wynosi ok. 5 proc., a w dodatku, kredyty te spłacamy już teraz (w 2026 r. ma być kilkanaście mld zł). Były one więc wyraźnie droższe niż te, które zaciągniemy w ramach SAFE (nieco ponad 3 proc.).
No dobrze – ale dlaczego nie możemy wyemitować obligacji? Możemy, ale problem w tym, że będzie to dla nas droższe. Im dłuższy okres spłaty, tym wyższe oprocentowanie, a już w przypadku 10-letnich obligacji, koszt to 5 proc. Gdybyśmy chcieli wyemitować obligacje o wartości 44 mld euro (czyli ponad 180 mld zł), to z pewnością musielibyśmy zachęcić kupujących jeszcze wyższym oprocentowaniem. UE jest podmiotem o znacznie lepszym ratingu kredytowym (jest bardziej pewnym pożyczającym), więc inwestorzy są skłonni pożyczyć jej na mniejszy procent (wyższy procent stanowi nagrodę za ryzyko).
Polska nie ma więc możliwości pożyczyć pieniędzy taniej. Możemy zrobić to bez ograniczeń, ale większość ekspertów jest dziś zgodna, te nie są dla nas zbyt krępujące. Zasady SAFE umożliwiają nam finansowanie już podpisanych umów. Dużo pieniędzy może więc zostać w Polsce. Pozostała część może trafić do Europy, ale mówimy o zakupach, które i tak planowaliśmy (np. okręty podwodne i samoloty wczesnego ostrzegania ze Szwecji czy latające tankowce od Airbusa). Skoro możemy sfinansować i tak już podpisane lub planowane umowy przy niższym koszcie, to nieskorzystanie z tej opcji wydaje się nieekonomicznym rozwiązaniem.
4. A co z ryzykiem walutowym? Zadłużamy się w obcej walucie
To jeden ze słusznie podnoszonych argumentów. Tak – pożyczamy pieniądze w euro, więc należy liczyć się z ryzykiem osłabienia polskiej waluty. Problem w tym, że grzmiący o tym ryzyku politycy, wydają się nie zauważać, że to samo działo się w ramach realizowanego w ostatnich latach (i stworzonego przez PiS) FWSZ.
Ryzyko należy mieć więc z tyłu głowy i to istotne zagrożenie, ale zakładając racjonalną politykę gospodarczą, nie należy oczekiwać silnego osłabienia naszej waluty, a co za tym idzie, wzrostu kosztów zaciągniętych kredytów. Zagrożenie jest realne, choć na tę chwilę mało prawdopodobne, a w dodatku, proponowana alternatywa (czyli FWSZ) także opiera się na kredytach w innych walutach.
5. Dlaczego zatem Niemcy zrezygnowali z SAFE?
Jednym z często podnoszonych argumentów, jest niemiecka rezygnacja z SAFE, co ma być dowodem na jego szkodliwość. Argument ten opiera się jednak na dwóch błędnych założeniach. Pierwszym jest nieomylność niemieckiej polityki gospodarczej. Wystarczy spojrzeć na kondycję niemieckiej gospodarki czy koszty transformacji energetycznej, aby zrozumieć, że nasi zachodni sąsiedzi także popełniają błędy i są one bardzo poważne. Niemiecki rząd jest znany z polityki zaciskania pasa.

Żołnierze 18 Dywizji Zmechanizowanej w trakcie manewrów Żelazna Brama 25.
W latach 2010-2019 niemiecki dług publiczny spadł z ponad 80 proc. do mniej niż 60 proc. PKB. Choć na pierwszy rzut oka, wyglądać to może jak racjonalna polityka gospodarcza, to dziś ekonomiści wskazują, że zbyt duże oszczędności doprowadziły do osłabienia niemieckiej gospodarki i stagnacji gospodarczej, która trwa już szósty rok. Nawet tak konserwatywne (czyli niechętne ekspensywnej polityce fiskalnej) organizacje jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, w swoich ostatnich rekomendacjach sugerują Niemcom pobudzenie wzrostu przez wyższe wydatki.
Jest także inne wytłumaczenie. Niemcom ten udział się po prostu nie opłaca, ponieważ mogą pożyczać taniej. Niemcy mogą dziś pożyczyć taniej niż UE. Należą do państw, gdzie oprocentowanie obligacji jest najniższe na całym świecie, ponieważ są uważani za bardzo bezpiecznego dłużnika – należą do grona dosłownie kilku państw świata, które “zasłużyły” na najlepszy rating u trzech najważniejszych agencji ratingowych (Moody's, Fitch, Standard & Poor's). Dla Niemców SAFE nie oznacza zatem niższym kosztów, a dla nas owszem. Z tego powodu, naśladowanie Niemców w tym aspekcie, byłoby nierozsądne.
6. Czy SAFE skazuje nas na uzależnienie od niemieckiej zbrojeniówki?
To jeden z częściej podnoszonych argumentów. Zdaniem części krytyków SAFE, instrument jest tak skonstruowany, aby napędzić zyski niemieckich koncernów. Niektórzy twierdzą nawet, że to Komisja Europejska wybiera nam produkty, które moglibyśmy kupić. Problem w tym, że to kompletna bzdura. Listę inwestycji przygotował Sztab Generalny Wojska Polskiego i trudno wskazać na niej silne niemieckie akcenty. Nie można rzecz jasna wykluczyć w ogóle ich udziału (wszak to jeden z czołowych globalnych graczy na rynku zbrojeniowym), ale będzie on z pewnością niewielki.

Choć Polska posiada na stanie czołgi Leopard 2, to nic nie wskazuje, abyśmy w najbliższych latach zakupili kolejne wozy z Niemiec.
Warto zresztą zadać pytanie – co w ogóle moglibyśmy kupić z Niemiec? Czołgi? Wybraliśmy K2 Czarna Pantera z Korei Płd. oraz M1 Abrams z USA. To samo dotyczy innego ciężkiego sprzętu (obrona przeciwlotnicza, bojowe wozy piechoty, kołowe transportery opancerzone czy artyleria rakietowa i lufowa). Niemcy produkują także dobre okręty podwodne, ale Polska zdecydowała się na opcję ze Szwecji. Jedyną większą nadzieją pozostają dziś samoloty – myśliwce Eurofighter Typhoon oraz transportowe A400M lub A330 MRTT. We wszystkich udział Niemiec wyniósłby zapewne nie więcej niż 20 proc.
Nawet, gdyby rządzący celowo planowali zakupić jak najwięcej od zachodniego sąsiada, to do Niemiec trafiłby naprawdę niewielki ułamek z przyznanych Polsce 44 mld euro. Rządzący zapowiadają, że aż ok. 80 proc. zostanie w Polsce. Wartość ta zapewne jest zbyt optymistyczna, ale stwierdzenie, że większość tych środków wesprze naszą gospodarkę, jest niemal pewne.

Amerykański myśliwiec 5. generacji F-35A w czasie powietrznego tankowania z samoloty KC-135. Nawet Amerykanie nie produkują swoich maszyn w całości na terenie USA.
Warto także zauważyć, że unijne przepisy o zamówieniach obronnych promują nie tyle konkretny kraj (np. Niemcy), co konkurencyjność całego rynku UE. Dzięki SAFE zyskać mogą także polskie firmy, jak Huta Stalowa Wola czy Mesko, które mają szansę sprzedawać swój sprzęt (np. Kraby, Borsuki czy Pioruny) innym krajom UE.
Co warto zauważyć, instrument wspierając zakupy w Europie, promuje także dywersyfikację. Dziś większość kupujemy w USA oraz Korei Południowej. Umowy z europejskimi partnerami zwiększyłyby naszą odporność na globalne zakłócenia. Część ekspertów uważa, że samo w sobie jest to dużą zaletą SAFE.
7. Czy UE może zablokować wypłaty w ramach SAFE?
To kolejny istotny zarzut i tym razem, ma on swoje dobre uzasadnienie. Tak – technicznie rzecz biorąc, jest to możliwe. Podobnie jak większość unijnych funduszy (czego przykładem było KPO), pieniądze te mogą zostać zablokowane przez Brukselę.
Jest skrajnie nieprawdopodobne, aby stało się przed najbliższymi wyborami (które planowane są na koniec 2027 r.), co oznacza, że większość tych środków trafi do nas. Nawet gdyby założyć, że zostałyby one zablokowane po potencjalnej zmianie władzy, oznaczałoby to po prostu mniejsze zadłużenie w ramach SAFE. W takim wypadku nikt nie mógłby ograniczyć nam możliwości zadłużania się na własną rękę.
Mając dziś możliwość zaciągnięcia taniego kredytu, skorzystanie z tej okazji wydaje się racjonalnym ekonomicznie działaniem. Nie można wykluczyć ryzyka politycznego (związanego z ograniczeniem dostępu do środków) oraz ekonomicznego (kurs walutowy), choć uczciwie należy zaznaczyć, że atrakcyjne warunki finansowe wydają się przeważać potencjalne zagrożenia.
