Binjamin Netanjahu. Wielki izraelski patriota, walczący o swój kraj czy chciwy, mściwy, żądny władzy, opętany wizją wielkiego Izraela, który chce rządzić światem razem z wielką Ameryką?
To żadna tajemnica. Izraela nie toleruje większość Bliskiego Wschodu. Uznawaniu tego państwa sprzeciwia się 87 proc. Arabów, którzy uważają, że ta ziemia należy się tylko Palestyńczykom.
Gdy w ubiegłym roku lecieliśmy do Syrii, dostaliśmy polecenie, by skasować w telefonach wszystkie izraelskie numery. Nawet w prywatnych rozmowach nie mogliśmy wymieniać państwa Izrael. Zasugerowano też nam, by w ogóle nie używać, w żadnej formie, słowa Żyd.
Gdy 13 czerwca Izrael zaatakował Iran i rozpoczął 12-dniową wojnę, gdy nad Syrią zaczęły fruwać irańskie rakiety wycelowane w Tel Awiw, byliśmy w Aleppo. Nie spotkałam tam wtedy ani jednego Syryjczyka, który przejmowałby się losem Izraela. Potem gdy ewakuowaliśmy się do Libanu – ta sama sytuacja. Libańczycy właściwie dobrze się bawili, patrząc na rozdzierające raz po raz niebo irańskie pociski.
Czym sobie Izrael na taką reakcję zasłużył? Okazuje się, że nie tylko samym istnieniem, ale też tym, jak się rozpycha. I jaką politykę prowadzi szef tego państwa Binjamin Netanjahu, który rządzi tym krajem, z małymi przerwami, ponad 18 lat.
Życiorys – gotowy scenariusz na film
Wieść gminna niesie, że Binjamin Netanjahu urodził się w Polsce. Ale to nieprawda. W Krewie, niewielkim miasteczku na dzisiejszej Białorusi niedaleko granicy z Litwą, urodził się jego dziadek, Natan Milejkowski. Ojciec – Benzion – w Warszawie. Bibi urodził się w Tel Awiwie, kilkanaście miesięcy po narodzinach państwa Izrael. Dzieciństwo spędził w Jerozolimie, ale szkoły skończył już w USA. Potem znów Izrael – wojsko. I nie była to zwykła, trzyletnia, obowiązkowa służba wojskowa, a sześcioletnia służba w elitarnych jednostkach – uwalnianie zakładników z porwanego samolotu, operacja w Libanie, Kanał Sueski, tajna operacja w Syrii.
Po wojsku znów Ameryka, ale gdy wybucha wojna Jom Kipur (gdy Egipt i Syria próbują odzyskać Wzgórza Golan i Półwysep Synaj) wraca do Izraela i walczy na Wzgórzach Golan.
Potem studia w Stanach – licencjat z architektury i tytuł magistra administracji biznesu. Netanjahu studiował też nauki polityczne na Harvardzie i dorabiał jako statysta w Hollywood.
Kto wie, jak potoczyłaby się kariera Bibiego i czy czasem nie zostałby w Stanach, gdyby nie śmierć jego starszego brata. Joni Netanjahu dowodził akcją odbijania zakładników w Ugandzie i w tej akcji zginął (samolot Air France, lecący z Tel Awiwu do Paryża, porwali terroryści z Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny).
To śmierć brata, jak nie raz przyznawał w wywiadach, popchnęła Netanjahu do polityki. To wtedy narodził się twardy, nieprzejednany Bibi. Gdy zapytano go podczas jednego z amerykańskich programów telewizyjnych w 1978 r., czy Palestyńczycy mają prawo do własnego państwa, nie wahał się ani chwili. Odpowiedział wprost: "Cóż, myślę, że nie. Nie mają". I do dziś zdania nie zmienił.
Bibi wraca więc wtedy do Izraela i zostaje dyrektorem ds. marketingu w fabryce mebli. Szybko jednak porywa i pochłania go polityka. Netanjahu zapisuje się do prawicowej partii Likud, startuje w wyborach parlamentarnych, wchodzi do Knesetu i zostaje wiceszefem MSZ-u.
Pierwszy raz premierem zostaje 30 lat temu, w 1996 r. Jest wtedy pierwszym izraelskim przywódcą urodzonym w tym kraju. Likud jednak szybko traci władzę i przychodzą chude lata w opozycji. A potem znów szczyt i największy afrodyzjak każdego mężczyzny: władza.
Rozsmakował się w niej Bibi niebywale, w dodatku na tyle bezwstydnie, że w 2019 r. wybucha potężna afera korupcyjna z Netanjahu w roli głównej. Proces trwa już szósty rok, od maja 2020 r. W lutym Bibi stawił się w sądzie po raz 79. i wygląda na to, że to wcale nie koniec. Wyrok może zapaść najwcześniej pod koniec tego roku, ale potem jeszcze jest jeszcze apelacja, a to kolejne co najmniej dwa lata. Poza tym, w listopadzie ubiegłego roku Netanjahu złożył wniosek do prezydenta o prewencyjne ułaskawienie. Decyzji Icchaka Herzoga jeszcze też nie ma, mimo że naciska na niego… Donald Trump. Netanjahu, któremu grozi 10 lat więzienia, do niczego się nie przyznaje. Twierdzi, że padł ofiarą "polowania na czarownice".
Punktem zwrotnym w historii Izraela i samego premiera bez wątpienia był 7 października 2023 r., gdy terroryści z Hamasu zaatakowali kraj. Masakra cywilów, ostrzał rakietowy, porwanie 250-ciu zakładników, ok. 1,2 tys. ofiar śmiertelnych, wielu rannych. Horror. Świat zamiera, a Izrael rusza do ataku. I zemsty. Do dziś (stan na początek marca) zabił ok. 72 tys. Palestyńczyków. 80 proc. ofiar to bezbronni cywile. Polityczna i prawna odpowiedzialność za tak krwawą zemstę słusznie spada na Netanjahu. Stąd w listopadzie 2024 r. Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz aresztowania izraelskiego premiera, którego oskarżył o zbrodnie wojenne (w tym o używanie głodu jako metody prowadzenia wojny) i zbrodnie przeciwko ludzkości.
Bliskowschodni Putin
Tak zaczęto nazywać Netanjahu po ataku na Iran w czerwcu ubiegłego roku. I coś w tym jest. Netanjahu, tak jak Putinowi, wojna była potrzebna. Bo tylko wojna dawała mu, bez względu na koszty, odwleczenie procesu i kartę przetargową, mandat wśród wyborców.
Tak jak Putin, Netanjahu rozsmakował się w bezkarności. Putin najpierw napadł na Gruzję, potem ukradł Ukraińcom Krym i część Donbasu, wreszcie napadł pełnoskalowo na Ukrainę. Netanjahu najpierw rozprawił się z Hamasem w Strefie Gazy, potem z Hezbollahem w Libanie, wreszcie posłał bomby na Iran.
I jeden, i drugi mają zarzuty Międzynarodowego Trybunału Karnego i obaj skutecznie je obchodzą.
Teraz, po kolejnym ataku na Iran, żaden z tych argumentów nie stracił na znaczeniu. Żaden się nie zdezaktualizował. Wprost przeciwnie. Wybory do Knesetu (izraelskiego parlamentu) już w październiku.
Od czerwca ubiegłego roku w dodatku, czyli od pierwszego uderzenia na Iran, poparcie dla Netanjahu w Izraelu systematycznie rośnie. I nikt od tego czasu nawet nie ma śmiałości postawić w sumie podstawowego pytania izraelskiemu rządowi: jak w ogóle mogło dojść do tego ataku 7 października 2023 r.? Jak najsłynniejsza armia i najlepszy podobno wywiad świata Mossad mógł o tym nie wiedzieć? A jeśli wiedzieli, to kto zlekceważył zagrożenie?
Na arenie międzynarodowej jednak poparcie dla izraelskiego premiera systematycznie maleje. Świat powoli zaczyna rozumieć, że izraelska narracja, narracja Netanjahu, o żydowskim narodzie, uwięzionym w oblężonej twierdzy, może i jest prawdziwa, ale na pewno niejednoznaczna.
Na początku grudnia 2024 r., gdy upadał reżim Assada i władzę w Syrii przejmowali islamiści, Izrael wchodzi do południowej, graniczącej z Izraelem, części Syrii i zaczyna okupację strefy buforowej między tymi państwami, zaledwie 20 km od syryjskiej stolicy. Aneksja. Bibi ukradł na oczach świata, tak jak Putin Krym, kawałek syryjskiego terytorium, a teraz w dodatku wciąż je poszerza.
Wcześniej, tego samego co Syria doświadczył też i Liban. Pod pretekstem walki ze wspieranym przez Iran Hezbollahem, Izrael zajął jego południową część. O ile jeszcze można było zrozumieć słynną akcję z wybuchającymi w rękach przywódców Hezbollahu pejdżerami, potem zabicie ich lidera, to trudno wytłumaczyć bomby zrzucane na Bejrut…
To dlatego, gdy lecieliśmy do Damaszku, poproszono nas o wykasowanie izraelskich numerów telefonów, to dlatego i w Aleppo, i w Bejrucie irańskie rakiety spadające na Izrael na nikim nie robiły wrażenia.
"Epicka furia" czy "Ryczący lew"
W sobotę, gdy na Iran znów spadły izraelskie rakiety i gdy do wojny od razu przyłączyły się Stany Zjednoczone (a nie jak w czerwcu ubiegłego roku dopiero po 8 dniach), wielu się zastanawiało: czym i jak Netanjahu przekonał Trumpa do tego ataku? Inni jednak podawali tę tezę w wątpliwość i stawiali inne pytanie: a może było odwrotnie? Może to amerykański prezydent, doskonale zdając sobie sprawę z wielkości ego izraelskiego premiera, podsunął mu ten pomysł? Tak izraelski "ryczący lew" (tak tę akcję nazwał Tel Awiw) połączył się z amerykańską "epicką furią".
Tak wreszcie Binjamin Netanjahu w pełni zasłużył sobie na przydomek, który nadał mu prawie trzy dekady temu były premier, były szef partii, którą teraz kieruje Netanjahu, Icchak Szamir: ANIOŁ ZNISZCZENIA.

