Reklama

Chcą odwołać prezydenta Krakowa. Inicjatorzy referendum przekroczyli kolejną barierę

Reklama

Ponad 100 tysięcy podpisów zebrali inicjatorzy referendum w Krakowie, którzy domagają się odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. „To jest ogień. To jest energia mieszkańców. To jest wspaniały wynik i ogromna mobilizacja” – napisali w mediach społecznościowych. Tymczasem włodarz grodu Kraka uaktywnił się w sieci, składając kolejne obietnice mieszkańcom, a także przepraszając za dotychczasowe błędy.

Prezydent miasta Krakowa Aleksander Miszalski
Prezydent miasta Krakowa Aleksander Miszalski. (fot. Jan Graczynski / East News)
  • 101 947 - tylu mieszkańców Krakowa poparło wniosek o referendum, które ma doprowadzić do odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego.
  • Podpisy pod wnioskiem referendalnym musi zweryfikować teraz komisarz wyborczy, a jeśli jego werdykt będzie pozytywny, to obywatele z grodu Kraka będą mogli wybrać się do urn w czerwcu.
  • Szansę na odwołanie Miszalskiego widzi opozycja w Radzie Miasta, w tym były rywal Aleksandra Miszalskiego z ostatnich wyborów - Łukasz Gibała.

Reklama

Czarne chmury zbierają się nad krakowskim magistratem, a to z powodu inicjatywy referendalnej, która w ostatnich tygodniach złapała przyspieszenie. Według jej organizatorów w 35 dni udało się zebrać 101 947 podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie procedury odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta Krakowa.

Coraz bliżej referendum w Krakowie. „To jest ogień”

„To jest ogień. To jest energia mieszkańców. To jest wspaniały wynik i ogromna mobilizacja! Mamy już 85 proc. celu i nie zwalniamy ani na chwilę. 120 000 jest na wyciągnięcie ręki - dociśnijmy to razem” – deklarują inicjatorzy krakowskiego referendum.


Reklama

 


Reklama

Jeśli wtorkowe deklaracje się potwierdzą to oznaczać będzie, iż zbiórka przekroczy wymagany próg inicjatywy z dużą nadwyżką (formalnie potrzeba około 58 tysięcy prawidłowo złożonych podpisów, te sprawdzi komisarz wyborczy – red.).

Do referendum w grodzie Kraka może dojść w czerwcu, a będzie ono wiążące, jeśli weźmie w nim udział co najmniej 158 555 mieszkańców. Odwołanie prezydenta lub rady miasta będzie możliwe, jeśli ponad połowa oddanych głosów będzie za odwołaniem.

Zadowolona z wtorkowego ogłoszenia inicjatywy referendalnej jest krakowska opozycja. „Krakowianie, jesteśmy niesamowici - gdyby referendum odbyło się dzisiaj to z pewnością odwołalibyśmy prezydenta Miszalskiego (…). Kraków pokazuje siłę” – przekonuje w mediach społecznościowych szef lokalnego klubu PiS Michał Drewnicki.


Reklama

Dawny rywal Miszalskiego o zbiórce podpisów: Przyspieszył ją Tusk

Głos w sieci zabrał także Łukasz Gibała, który z obecnie urzędującym prezydentem miasta Krakowa mierzył się w drugiej turze wyborów prezydenckich (przegrał o nieco ponad 5 tys. głosów).


Reklama

„Mamy już ponad 100 tysięcy podpisów pod referendum. Wielkie brawa dla wszystkich, którzy zbierają podpisy, oraz dla tych, którzy się podpisali. W ostatnim czasie tempo zbiórki znacznie przyspieszyło, co zapewne ma związek z próbą upolitycznienia referendum przez Donalda Tuska i jego słowami o tym, że 'referendum to rozróba polityczna PiS i Konfederacji'” – przekonywał Łukasz Gibała.

Radości związanej ze zbiórką podpisów pod inicjatywą referendalną nie krył także Konrad Berkowicz.


Reklama

„Mamy to. 100 tys, podpisów pod referendum w Krakowie zebrane. Wszystkie organizacje społeczne od prawa do lewa chcą jednego - końca rządów Platformy w Krakowie. Już w czerwcu odwołujemy Miszalskiego z Krakowa, a niedługo później to samo robimy z Donaldem Tuskiem w całej Polsce” – napisał w portalu X poseł Konfederacji.


Reklama

O co chodzi w krakowskim referendum?

Dlaczego część mieszkańców Krakowa chce odwołać swojego włodarza po mniej niż dwóch latach rządów. Jan Hoffman – szef inicjatywy referendalnej – wymienia trzy powody:

  1. Wzrost zadłużenia miasta o dwa miliardy złotych
  2. Podwyżki podatku od nieruchomości, opłat za śmieci czy biletów na komunikację
  3. Marketing magistratu za to ma się świetnie: ponad dwa miliony na gazetkę i 100 tys. zł na nową stronę internetową

Reklama

Oprócz tego dzielącą kwestią pozostaje kwestia Strefy Czystego Transportu, którą Przewodniczący Rady i Zarządu Dzielnicy I Stare Miasto określił mianem „gotowym materiał na reality show”.


Reklama

Pierwotnie negujący raczkującą inicjatywę referendalną prezydent Krakowa ruszył jednak z odpowiedzią. W ostatnich tygodniach Aleksander Miszalski uaktywnił się w mediach społecznościowych.

„Debata dotycząca referendum w Krakowie to dla mnie sygnał, że poszliśmy o krok za daleko i nie poradziliśmy sobie z komunikowaniem naszej polityki. Tak, wiem, że popełniliśmy błędy. Teraz czas na wyciągnięcie wniosków” – napisał polityk Platformy Obywatelskiej.


Reklama

Miszalski obiecuje miliardy euro na metro, wiceminister „pierwsze o tym słyszy”

Włodarz grodu Kraka zapowiedział korektę cen biletów komunikacji miejskiej, reformę Strefy Czystego Transportu, budowę 11 nowych samorządowych żłobków. W najnowszej odsłonie internetowej kampanii polityk zapewniał, że „krakowskie metro ma wsparcie rządu”, a część z puli unijnych środków (10 mld euro) może trafić pod Wawel.


Reklama

„To największa inwestycja komunikacyjna w historii Krakowa - projekt, który skraca czas podróży, łączy dzielnice i odciąża tramwaje oraz autobusy. Ponad milion osób, które codziennie przemieszczają się po mieście, zasługuje na transport szybki, wygodny i zrównoważony” – przekonywał Miszalski.

Problem w tym, że o takim kroku nie wiedział wiceminister funduszy i polityki regionalnej.

Pierwsze słyszę, a właśnie wróciłem z rozmów o budżecie w Brukseli. W nowym budżecie UE walczymy o duuuużo większe środki na rozwój Polski niż twierdzi Pan Prezydent. Te pieniądze muszą jednak rozwinąć nie tylko nasze aglomeracje, ale też podnieść jakość życia w małych i średnich miastach. Nie ma mowy o znaczeniu żadnych pieniędzy na tym etapie” – napisał Jan Szyszko, główny negocjator Polski ds. rewizji KPO.


Reklama