To już 22 lata minęły, rety, jak ten czas szybko płynie! Dokładnie 5 kwietnia 2004 r. zakończyła swoją pracę komisja śledcza do wyjaśnienia afery Rywina. Miałem wtedy 13 lat i z dziadkiem śledziłem przed telewizorem obrady gremium. Niewiele jeszcze z nich rozumiałem, ale po reakcji dorosłych wnioskowałem, że dzieją się tam poważne sprawy. To była zresztą pierwsza komisja śledcza powołana w III RP. Pamiętam te emocje, przesłuchania i słynne „jest pan zerem, panie pośle, panie Ziobro” (swoją drogą piękna nazwa!).
Szeryf Ziobro
Jako 13-letni chłopiec nie potrafiłem dostrzec dalekosiężnych skutków tej afery. Jaka ustawa medialna? Jaka Agora? Jaki Polsat? A nie, to ostatnie kojarzyłem z kreskówek. I zapamiętałem jeszcze jedną osobę. Nie przewodniczącego komisji Tomasza Nałęcza. On jakoś nie wrył mi się w pamięć. Za to wyrazisty wówczas Zbigniew Ziobro już tak.
Młody, pewny siebie, atakujący, jakby miał położyć kres całemu bezprawiu w kraju. Twardy szeryf scena po scenie, przesłuchanie po przesłuchaniu, jak aktor w westernie. Tylko że to nie był western, tylko polski parlament. Dzisiaj pewnie młodzież użyłaby innego określenia: sigma.
I tu zaczyna się groteska. Bo dziś obraz tamtego „szeryfa” nie trzyma się kupy. Człowiek, który miał być symbolem zwalczania patologii, sam stanął w ogniu zarzutów, które zmusiły Sejm do uchylenia mu immunitetu. Polityk, który krzyczał o odpowiedzialności, stał się postacią oskarżaną o poważne przewinienia. A kulminacją tej przewrotności jest fakt, że ten sam Ziobro, który tak chętnie występował przed komisją śledczą w 2004 r., w 2025 r. nie raczył stawić się przed kolejną komisją badającą jego własne działania. Udało się to dopiero za dziewiątym razem.
Obraz nie wytrzymał próby czasu
A potem wyjechał z Polski. Na Węgrzech dostał azyl polityczny. Sam twierdzi, że padł ofiarą politycznych represji. Krytycy patrzą na to inaczej: to nie azyl, tylko ucieczka. Ucieczka od konsekwencji, od odpowiedzialności, od konfrontacji z polskim wymiarem sprawiedliwości. Nie jest to retoryczne wyolbrzymienie – to fakt, który z zimną precyzją obnaża całą legendę o „twardej ręce”, jaką kiedyś próbował budować przed kamerami.
Tamten młody Ziobro był obrazem siły i nieustępliwości. Ten współczesny – symbolem przewrotności polskiej polityki, gdzie słowa o prawie i sprawiedliwości brzmią pięknie, dopóki nie trzeba ich zrealizować wobec samego siebie.

