
Pani Wiktoria zgłosiła się do Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego z regularnymi skurczami, ale po badaniach została odesłana do domu. Około 20 minut później urodziła dziecko w łazience, a noworodek uderzył głową o podłogę. Gdy jej partner, Karol P., dowiedział się o porodzie i usłyszał, że dziecko upadło, pojechał do szpitala. Tam doszło do awantury, w wyniku której mężczyzna usłyszał zarzuty. Monika Krześniak w materiale Kanału Zero przedstawia kulisy sprawy.
- Pani Wiktoria zgłosiła się do szpitala z regularnymi skurczami, ale po badaniach usłyszała, że może wrócić do domu i poczekać na rozwój porodu.
- Około 20 minut po powrocie kobieta urodziła dziecko w łazience. Noworodek uderzył głową o podłogę, ale przeżył i na szczęście jest zdrowy.
- Problemy ma za to ojciec dziecka. Gdy dowiedział się, że jego partnerka urodziła w domu a dziecko leży na podłodze roztrzęsiony wpadł do szpitala.
- Tam doszło do awantury. Ojciec usłyszał za nią cztery zarzuty m.in. zniszczenia mienia, naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenia personelu.
- Rodzina dąży do tego, by to wobec władz szpitala i lekarzy ruszyło postępowanie prokuratorskie.
Pani Wiktoria zgłosiła się do Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego, ponieważ zaczęła odczuwać regularne skurcze. Jak relacjonuje, przeszła badanie ginekologiczne, USG i KTG. Usłyszała, że nie wygląda na „osobę rodzącą”, a personel zalecił jej powrót do domu i czekanie na dalszy rozwój sytuacji.
Boją się, że nowa autostrada przetnie ich domy. Interwencja Zero ruszyła do Prażmowa
Kobieta zastosowała się do tych wskazówek. Niestety skończyło się to dla niej dramatycznie. Zaraz po powrocie do domu zaczęła rodzić. Poród musiała odbierać przerażona teściowa. Pomocy udzieliła także sąsiadka, która jest pielęgniarką.
– Na raz mały ze mnie wyleciał i przy tym uderzył się w główkę o podłogę. Na szczęście pępowina zamortyzowała upadek – mówiła matka.

Odesłana do szpitala, urodziła w łazience. (fot. Kanał Zero)
W końcu przyjechało pogotowie.
„Dziecko leży na podłodze”. Partner pojechał do szpitala
Karol P. dowiedział się o wszystkim przez telefon. Usłyszał, iż dziecko leży na podłodze, a jego partnerka krwawi. Mężczyzna obawiał się, że noworodek nie żyje i pojechał do szpitala.
Tam doszło do awantury. Karol P. przyznaje, że był w silnych emocjach i zachował się agresywnie. Wspomina, że kopnął jeden z elementów wyposażenia, ale nie pamięta dokładnie całego przebiegu zdarzenia. Został zatrzymany przez policję, a prokuratura przedstawiła mu cztery zarzuty, dotyczące m.in. zniszczenia mienia, naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenia personelu.
Był też wniosek o areszt, ale sąd go odrzucił.
„Interwencja Zero” w Sosnowcu. Mieszkańcy SIM mówią o pułapce
Monika Krześniak rozmawiała z Adamem Szczypińskim, adwokatem i obrońcą Karola P. Prawnik wyjaśnia, dlaczego sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie jego klienta. Uznał, że tylko jeden z czterech zarzutów został na tym etapie postępowania uprawdopodobniony w stopniu wymaganym.
W odniesieniu do zarzutu zniszczenia mienia wskazano na przeszkodę formalną: w chwili rozpoznawania wniosku szpital nie złożył wymaganego wniosku o ściganie. Obrońca zaznacza, że nie wie, czy placówka uzupełniła później tę formalność.
Co z postępowaniem szpitala?
Prokuratura analizuje zgromadzony dotychczas materiał dowodowy. Równolegle pani Wiktoria złożyła wniosek o wszczęcie postępowania wyjaśniającego w sprawie ewentualnego naruszenia praw pacjenta. Rodzina czeka na ustalenia Rzecznika Praw Pacjenta, które mają pomóc wyjaśnić okoliczności odesłania kobiety do domu na krótko przed porodem.