Dyskusja o likwidacji oddziałów położniczych w Polsce obraca się wokół fałszywego dylematu: porodówki kontra geriatria. Tymczasem problemem nie jest to, że jednych oddziałów jest za dużo, a drugich za mało – problemem jest brak strategicznego podejścia do planowania sieci szpitalnej w warunkach zmian demograficznych.
Dane są jednoznaczne: w ciągu pierwszych czterech tygodni 2026 r. zamknięto 18 oddziałów ginekologiczno-położniczych. Łączna liczba porodówek spadła z ponad 400 dekadę temu do ok. 266 na początku tego roku. Prognozy Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że w 2026 r. liczba porodów nie przekroczy 210 tysięcy, wobec 252 tysięcy w 2024 r. To trend, którego nie da się odwrócić rozporządzeniami – ale można nim odpowiedzialnie zarządzać.
Co zamiast porodówek?
Kluczowe pytanie nie brzmi „czy zamykać porodówki”, lecz „jak zabezpieczyć opiekę okołoporodową na terenach, z których oddziały znikają”. Odpowiedzią Ministerstwa Zdrowia miały być tzw. pokoje narodzin przy SOR-ach i izbach przyjęć – ale dotychczas nie powstał ani jeden taki pokój w miejsce zlikwidowanej porodówki.
Jedyny szpital, który wyraził zainteresowanie uruchomieniem takiego świadczenia, to placówka w Jędrzejowie. W Lesku – symbolu problemu – szpital otwarcie odmówił udziału w programie, wskazując na zbyt wysokie ryzyko i brak gwarancji finansowych.
Minister zdrowia o sytuacji NFZ: wynagrodzenia lekarzy, kolejki i składka zdrowotna
Ministerstwo postuluje, by na oddziałach położniczych odbywały się minimum dwa porody dziennie – poniżej tego progu personel traci kompetencje kliniczne, co bezpośrednio zagraża bezpieczeństwu rodzących. To argument racjonalny. Ale racjonalność kończy się tam, gdzie zamyka się oddział bez równoczesnego uruchomienia alternatywy.
Środowisko położnych wskazuje wprost: przesuwanie odpowiedzialności za całe zdarzenie porodowe na jedną położną bez wsparcia ginekologicznego i neonatologicznego jest konstrukcją systemowo wadliwą.
Mapa potrzeb zdrowotnych
Co do zastępowania porodówek oddziałami geriatrycznymi – to pozornie logiczny ruch, ale w praktyce równie źle przygotowany. W całej Polsce dostępnych jest zaledwie ok. 1140 łóżek geriatrycznych, co stanowi 15 proc. prognozowanych potrzeb. Na 560 geriatrów w Polsce w specjalności aktywnie praktykuje niespełna 200. Nie można budować nowej infrastruktury geriatrycznej na gruzach położnictwa – zwłaszcza gdy nie ma kadr, które mogłyby ją obsadzić.
Potrzebna jest mapa potrzeb zdrowotnych, która przestanie być dokumentem archiwalnym, a stanie się dynamicznym narzędziem planowania. Potrzebna jest uczciwa wycena świadczeń – zarówno położniczych, jak i geriatrycznych — tak, by szpitale powiatowe nie musiały wybierać między bankructwem a zamykaniem oddziałów. I potrzebna jest odwaga polityczna, by powiedzieć wprost: sieć szpitalna w Polsce wymaga fundamentalnej restrukturyzacji, a nie punktowych interwencji pod presją opinii publicznej.
Poród na SOR-ze nie jest rozwiązaniem.

