Chorzy na niewydolność oddechową są zakładnikami sporu między NFZ a firmami dostarczającymi niezbędny do ich terapii sprzęt. Kłopot mogłoby rozwiązać Ministerstwo Zdrowia, ale od trzech lat nie przyjmuje odpowiednich rozwiązań. Lekarze alarmują, że sytuacja jest dramatyczna – pacjenci są pozbawiani dostępu do terapii, która może poprawić jakość, a czasem nawet uratować życie.

-
- Setki milionów złotych – to stawka sporu między Narodowym Funduszem Zdrowia a firmami dostarczającymi respiratory do domowej terapii.
- Część firm przestała przyjmować nowych pacjentów, którym jest potrzebne leczenie, bo NFZ nie zapłacił jeszcze za terapię części chorych w ubiegłym roku.
- Lekarze w rozmowie z Zero.pl przyznają, że mają coraz większy kłopot ze znalezieniem pomocy dla pacjentów.
- Konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc twierdzi jednak, że problemów z przyjęciami nie ma.
Tylko w samej Małopolsce na domową tlenoterapię czeka 500 pacjentów. Od prawie dwóch miesięcy firmy, które prowadzą ją na mocy umowy z NFZ, wstrzymują przyjęcia.
Bez takiej pomocy chorzy na niewydolność oddechową mają wybór: zajmować miejsce na szpitalnych oddziałach intensywnej terapii, gdzie mogą być podłączeni pod respirator albo czekać w domu na to, by ich stan się pogorszył. Także w innych województwach pojawiają się podobne problemy.
– To igranie ze zdrowiem chorych – ubolewa dr Jacek Nasiłowski, pulmonolog i członek zarządu mazowieckiego oddziału Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.
– Cofamy się technologicznie o 22 lata, gdy nie było dostępu do respiratorów w domu – dodaje lekarz. Także inni medycy, z którymi rozmawiał portal Zero.pl, a którzy nie chcą wypowiadać się pod nazwiskiem, potwierdzają tę diagnozę.
Pacjenci zakładnikami sporu o pieniądze
Skąd wziął się taki problem? Zacznijmy od krótkiego wyjaśnienia.
Nie wszyscy chorzy na niewydolność oddechową muszą trafić do szpitala. Część z nich może leczyć się w domu dzięki tlenoterapii wykonywanej przy pomocy specjalistycznego respiratora. Taka forma jest dla chorych wygodniejsza, a dla systemu opieki zdrowotnej nawet kilkanaście razy tańsza niż leczenie na oddziale. Obie strony zyskują więc na takim rozwiązaniu.
– Finansowanie opieki pacjenta w szpitalu to koszt od 30 do 100 tys. zł miesięcznie – mówi Zero.pl Maciej Sikora, członek zarządu Ogólnopolskiego Związku Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej (OZŚWM). Dodaje, że terapia domowa to zwykle 4–7,5 tys. zł miesięcznie.
Dostarczeniem niezbędnego sprzętu i organizacją dodatkowej opieki zajmują się głównie prywatne spółki (rzadziej stowarzyszenia) mające umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia. Usługę określa się mianem „wentylacji domowej”.
Wentylacja domowa dorosłych pacjentów jest tzw. świadczeniem limitowanym (w przypadku dzieci nie ma żadnych ograniczeń). Oznacza to, że Narodowy Fundusz Zdrowia podpisuje z firmami dostarczającymi takie usługi umowy na określoną liczbę zabiegów. Co jeśli chętnych jest więcej niż zakłada plan?
Jeżeli firmy przyjmą więcej pacjentów niż przewiduje umowa z NFZ, mowa wówczas o tzw. nadwykonaniach. W polskim systemie ochrony zdrowia działa to tak, że usługi wykonane ponad ustalony limit są płacone w ostatniej kolejności, po zakończeniu roku, i tylko w takim zakresie, w jakim stać NFZ. Jeśli pieniędzy zabraknie, spółki muszą pokryć część kosztów z własnej kieszeni. W praktyce jest więc to forma zakładu, czy i w jakiej kwocie NFZ pieniądze zwróci.
Wstrzymanie przyjęć i kampania medialna
Firmy zrzeszone w Ogólnopolskim Związku Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej miały w 2025 r. 12 tys. pacjentów w ramach podstawowej umowy z NFZ oraz 5 tys. przyjętych jako „nadwykonania”. Do dziś fundusz nie pokrył kosztów ich leczenia. Niedługo NFZ powinien jednak złożyć propozycję zapłaty za nadmiarowe usługi z ubiegłego roku.
Co roku przedsiębiorcy prędzej czy później szli na ugodę z funduszem. W tym zdecydowali się jednak na ostrzejszy ruch i ograniczyli przyjmowanie nowych pacjentów na domową tlenoterapię. I to właśnie jest przyczyną kłopotów części chorych.
OZŚWM twierdzi, że zrzeszonych w nim firm nie stać, by dalej przyjmować pacjentów. Podnosi ryzyko utraty płynności finansowej przez swoich członków. Portal Zero.pl przeanalizował jednak sprawozdania finansowe członków OZŚWM. Analiza dokumentów pokazuje, że większość tych firm jest daleka od bankructwa. Co więcej, połowa zanotowała w 2024 r. kilkunastomilionowy zysk netto. W słabszej sytuacji finansowej była garstka mniejszych członków związku.
– Nawet milionowe środki finansowe mogą stopnieć przez koszty ponoszone do czasu, aż NFZ zapłaci za opiekę nad pacjentami z poprzedniego roku – odbija piłeczkę Maciej Sikora z OZŚWM. Zaznacza, że nikt nie twierdzi, iż działalność w tej branży jest nieopłacalna.
Co ciekawe, w ostatnich tygodniach OZŚWM wykupuje reklamy w ogólnopolskich mediach i prowadzi intensywne działania w portalach społecznościowych, by zainteresować problemem możliwie najwięcej redakcji.
NFZ: pieniądze są w porządku, ale procedury złe
Inaczej sytuację pacjentów wymagających leczenia pod respiratorem ocenia strona państwowa.
Doktor n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc oraz konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc, stwierdziła ostatnio w Sejmie, że „takiego problemu nie ma”. To ekspertka powołana przez ministra zdrowia do nadzorowania tej dziedziny medycyny.
25 lutego 2026 r., podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. chorób płuc, powiedziała, że otrzymywała sygnały od organizacji określających się jako działające na rzecz pacjentów oraz OZŚWM, że potrzebujący chorzy nie otrzymują pomocy.
– Poprosiłam konsultantów wojewódzkich z całej Polski o przedstawienie informacji i nie ma takiej sytuacji, aby chorzy czekali w kolejce na przekazanie pod opiekę ośrodków wentylacji domowej – mówiła. Podsumowała, że potrzebujący znajdują pomoc u tych firm i stowarzyszeń, które nie wstrzymały przyjęć.
NFZ odpowiada Zero.pl, że wydatki na wentylację domową rosną co roku, a kłopot z nadmierną liczbą chętnych bierze się z braku jasnych zasad kierowania pacjentów do tej terapii.
Chorzy blokują łóżka albo ryzykują
Skąd te rozbieżności w relacjach firm i rządowych agend?
Częścią wyjaśnienia jest geografia. W całym kraju działa 136 placówek medycznych organizujących wentylację domową. Mniej więcej połowa z nich należy do OZŚWM i od dwóch miesięcy wstrzymuje przyjęcia. Firmy zajmujące się terapią nie są rozmieszczone równomiernie na mapie. W niektórych regionach może to znacząco utrudniać znalezienie miejsca dla nowych chorych. Konsultanci mogą też nie wiedzieć o przypadkach pacjentów, których odsyła się do domu bez pomocy.

Mapa ośrodków wentylacji domowej dostępna na rządowej stronie. (fot. Chorobyrzadkie.gov.pl)
Drugim wyjaśnieniem jest bałagan w procedurach samego Ministerstwa Zdrowia. Państwo nie ustaliło bowiem jasnych zasad, kto powinien być objęty taką terapią. Nie wiadomo więc dokładnie, kto powinien korzystać z respiratora w domu, a kto powinien pozostać pod opieką szpitala.
Pieniędzy przybywa, pacjentów także
NFZ podkreśla, że co roku dosypuje pieniędzy na respiratory używane w warunkach domowych. W 2025 r. wartość umów wyniosła 409 mln zł, a w 2026 r. ma wynieść 425 mln zł. Zdaniem urzędników liczba przyjmowanych pacjentów rośnie jednak zbyt szybko. Nieoficjalnie Zero.pl dowiaduje się, że NFZ nie chce znacząco zwiększać wartości umów. Istnieje obawa, że wszystkie miejsca zostałyby szybko zajęte.
Tylko skoro są chętni do terapii, to czemu fundusz świadomie sprzeciwia się ich przyjęciu? Według urzędników do terapii mogą być włączani pacjenci, którzy niekoniecznie tego potrzebują. A ci, którzy mogliby zaprzestać terapii, cały czas w niej pozostają i blokują miejsca dla innych.
Od trzech lat toczą się prace nad modelem uwzględniającym kryteria kwalifikacji pacjentów. W 2023 r. podległa resortowi zdrowia Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji przygotowała model obejmujący m.in. nowe kryteria kwalifikacji pacjentów do wentylacji domowej. W połowie 2025 r. model poddano konsultacjom. Rozmowy z udziałem instytucji państwowych, ekspertów i biznesu (reprezentowanego przede wszystkim przez OZŚWM) spełzły na niczym.
Firmy chcą bowiem przeforsować model, w którym same kwalifikowałyby pacjentów – dziś robią to lekarze w szpitalach.
Potrzebne zasady kierowania do terapii
Rzecznik prasowy NFZ Paweł Florek wskazuje portalowi Zero.pl, że kwestie podnoszone przez OZŚWM były nie do zaakceptowania przez Ministerstwo Zdrowia, NFZ i konsultanta krajowego.
– Trudno zgodzić się na bardzo korzystny dla firm zrzeszonych w tym związku model, według którego kwalifikacja pacjentów miałaby odbywać się w domu pacjenta, bez wymaganych badań (te można wykonać tylko w szpitalu) – argumentuje Paweł Florek.
Podobne stanowisko portal Zero.pl otrzymuje od Ministerstwa Zdrowia. Przedstawiciele resortu informują jednocześnie, że prace nad opracowaniem nowego modelu opieki będą kontynuowane w tym roku.
Na razie w Narodowym Funduszu Zdrowia wciąż prowadzone są wyliczenia, jaki procent usług wykonanych ponad umowę będzie w stanie zapłacić firmom.
