– Nie zamknęliśmy porodówki w Lesku. Znam tę historię bardzo dokładnie – zapewniał Donald Tusk w TVN24. Z informacji podawanych wcześniej przez media wynika, że premier minął się z prawdą: pod koniec ubiegłego roku oddział został bowiem zamknięty.

- Problem porodówki w Lesku został przywołany podczas rozmowy z publicznością w programie „#BezKitu”.
- W Lesku próbowaliście zamknąć porodówkę. Kobiety w tamtych rejonach miałyby ponad 100 kilometrów na oddział – zarzucała premierowi Maria Wydra z ugrupowania Młodzi Razem.
- Tusk stwierdził, że jego rząd nie zamknął tego oddziału. Jak podawał wcześniej portal Rynek Zdrowia, w rzeczywistości porodówka w Lesku nie działa od końca ubiegłego roku.
– Czy pan ma zamiar zachęcać kobiety do rodzenia w karetkach? Za pana kadencji zlikwidowano ok. 30 porodówek. Niektóre kobiety muszą dojeżdżać do oddziału ponad 100 kilometrów – pytała Donalda Tuska Maria Wydra z ugrupowania Młodzi Razem.
Premier odparł jednak, że według niego Polki nie mają problemu z dostępnością oddziałów położniczych. – Mamy najgęstszą ich sieć w Europie – zapewniał Tusk.
Wydra dodała jednak, że „kobiety w niektórych województwach muszą dojechać ok. 170 km na porodówkę”. – Przykładem jest Lesko. Gdybyście zamknęli tam porodówkę, kobiety w tamtych rejonach miałyby ponad 100 kilometrów na oddział – powtórzyła członkini Młodych Razem. – Ale nie zamknęliśmy – odparł jej Tusk.
Donald Tusk: Nie zamknęliśmy porodówki. Media: Oddział zamknięto w 2025 r.
Co innego wynika z informacji podanych przez portal rynekzdrowia.pl.
„Porodówka w Lesku najpierw została zawieszona 1 lipca 2025, a w ostatnim dniu roku zamknięta. W Lesku w 2024 r. odbyło się 198 porodów. Do połowy 2025 r. urodziło się 74 dzieci, a oddział przynosił miesięcznie ok. 500 tys. zł strat. Był nazywany „ostatnią porodówką w Bieszczadach”, bo kilka lat wcześniej zlikwidowano oddziały położniczo-ginekologiczne w Sanoku i Ustrzykach Dolnych. Po zawieszeniu porodówki w lipcu 2025 r. dyrekcja szpitala zdecydowała o wprowadzeniu całodobowego dyżuru położnej finansowanego ze środków szpitala” – informuje portal.
Tusk zapewniał jednak, że wbrew temu, co twierdzili jego rozmówcy, bardzo dobrze zna sytuację oddziału w Lesku.
– Jestem informowany o sytuacji na porodówkach. Moja synowa jest neonatologiem i zajmuje się opieką nad nowonarodzonymi dziećmi i organizowaniem porodów. Mamy, tak jak powiedziałem, jedną z najgęstszych sieci porodówek w Europie, co powoduje, że są szpitale, gdzie tych porodów jest mało. Moim zadaniem jest liczyć pieniądze. Jeśli uznamy, że każdy ma mieć kilometr lub półtorej do najbliższej porodówki to jest to nie do utrzymania. Ktoś musi mieć odwagę, by racjonalizować liczbę miejsc, procedur, by koszty się trzymały. Nie jestem politycznym samobójcą. Nikt nie wpadł na pomysł, że wkurzę 10 tys. kobiet i zacznę zamykać porodówki. Musimy brać pod uwagę demografię, logistykę – argumentował premier.
Jak podawaliśmy na Zero.pl, ze statystyk wynika, że premier nie podał precyzyjnych danych odnośnie liczby oddziałów położniczych w Polsce i ich dostępności. W 2025 r. działało 305 w Polsce porodówek (spadek z 406 w 2010 r.), w 2026 r. zamknięto kolejne 18. Na 37,5 mln mieszkańców daje to 0,81 oddziału na 100 tys. osób. Choć Tusk zapewniał, że Polska dysponuje najgęstszą siecią porodówek w Europie, ze statystyk wynika, że więcej tych oddziałów w przeliczeniu na liczbę mieszkańców jest we Włoszech i Hiszpanii.
