Reklama
Reklama
Kraj

Trener, który był jak dobry ojciec. Pożegnanie Jacka Magiery

Mało jest osób w polskiej piłce, które cieszyłyby się uznaniem kibiców po przeciwnych stronach trybun. Jeszcze mniej tych poświęcających swój prywatny czas na pomoc zawodnikom i ich rozwój. Wraz ze śmiercią Jacka Magiery polskie środowisko piłkarskie straciło człowieka, który żył futbolem, był w nim zakochany, a dzięki swojemu niezwykłemu podejściu pomógł dziesiątkom osób w wydostaniu się z dołka.

Paweł Żurek
Felieton autorstwa: Paweł Żurek
Dzisiaj 19:02
5 min
Jacek Magiera (fot. AFP/EAST NEWS / East News)

Reklama

Z Jackiem Magierą zawsze będzie mi się kojarzyła anegdota dotycząca Kamila Grosickiego z czasów, gdy ten grał jeszcze w Legii. Młody skrzydłowy walczył z uzależnieniem od hazardu, a trener mocno zaangażował się w to, by trzymać go z dala od kasyn. Raz „Grosik” złamał postawienie i wrócił za stół, by grać.


Reklama

Wtedy dostał telefon od Magiery. – Gdzie jesteś, Kamil? – pytał go szkoleniowiec, a Grosicki kłamał: – W domu, trenerze, po kolacji.

Wtedy Magiera kazał mu się odwrócić. „Grosik”, czerwony ze wstydu, mógł przywitać się z trenerem osobiście. Wcześniej Magiera dostał sygnał od szefa tego lokalu i czekał na swojego podopiecznego, by mu pomóc. Podobny układ miał też z dyrektorami innych warszawskich kasyn.

Takim szkoleniowcem był Magiera – troskliwym i wyrozumiałym, ale też niezwykle fachowym, merytorycznym. Wymagał i dawał szansę. Pamiętam opowieści trenera o meczu Legii z Realem Madryt w Lidze Mistrzów i tym, jak wybierał piłkarzy do składu. Postawił wówczas na Jakuba Rzeźniczaka, krytykowanego przez kibiców klubu z Warszawy i wyśmiewanego przez fanów z całego kraju za liczne błędy. Te pomyłki dobijały też piłkarza, ale Magiery nie zniechęciły.


Reklama

Trener mówił wówczas, że porozmawiał z Rzeźniczakiem i zachęcił go do tego, by wreszcie wziął na siebie odpowiedzialność. Mowa o meczu z Realem Madryt, klubie Cristiano Ronaldo, Garetha Bale’a, Karima Benzemy. Wbrew obawom kibiców Rzeźniczak zagrał dobrze, nabrał pewności siebie i wrócił do lepszej dyspozycji. Dostał zaufanie Magiery i je spłacił. Takie historie z trenerem w roli głównej mogłoby opowiedzieć wielu zawodników.


Reklama

Magiera rozdawał piłkarzom książki o tym, jak radzić sobie z sukcesem. Nie pozwalał na to, by odrywali się od rzeczywistości, czemu sprzyjała sława i ogromne pieniądze. Odpytywał ich tak, jak w szkole, by utrwalić wiedzę, którą przekazywał na odprawach.

Potrafił wejść do pokoju młodych graczy i sprawdzać, czy mają porządek, czy umieją wyprasować koszulę i czytają książki. Poświęcał prywatny czas trudniejszym zawodnikom, a do kontuzjowanych piłkarzy dzwonił po to, by wypytać o ich samopoczucie, nie wyłącznie o termin powrotu do zdrowia. 


Reklama

Metody Magiery stosowane wobec piłkarzy mogły wydawać się upierdliwe. Zarabiającym setki tysięcy złotych zawodnikom kazał zachowywać porządek w szafce, czyścić buty, czy w odpowiedni sposób mówić „dzień dobry” pracownikom klubu. Były zawodnik Śląska Mateusz Praszelik przyznał, że z czasem w szatni zrozumiano, dlaczego trener wymaga karności akurat przy takich detalach.


Reklama

– Każdy z was ma dwie drogi. Albo dzisiaj ostro pracujecie, aby bawić się przez resztę życia. Albo bawicie się teraz, a wtedy przez resztę życia będziecie musieli ciężko pracować – mówił do piłkarzy Magiera. 

Te metody przynosiły efekty: lista piłkarzy odbudowanych przez Magierę lub wyciągniętych przez niego z dołka liczy przynajmniej kilkadziesiąt nazwisk. Vadis Odidja-Ofoe, wyzywany przez kibiców od grubasów, dostał zaufanie trenera, po czym wszedł na poziom, dzięki któremu do tej pory jest uważany za najlepszego obcokrajowca w historii Legii i Ekstraklasy. Małemu i drobnemu Sebastianowi Szymańskiemu dał zadebiutować w Legii, umieścił go też w kadrze na mecz z Realem. Pomocnik jest obecnie jednym z trzech najlepszych zawodników reprezentacji Polski.

Można tak wymieniać dalej: walczącego z nadwagą Erika Exposito zmusił do wysiłku, który doprowadził go do tytułu króla strzelców Ekstraklasy i wicemistrzostwa Polski. Nemanja Nikolić, jeden z najlepszych napastników Legii ostatnich lat, dzięki Magierze nie odszedł z klubu, gdy czuł się niedoceniany.


Reklama

Kilka lat temu na Weszło pojawił się tekst, w którym dziennikarz TVP Sport Piotr Kamieniecki scharakteryzował Magierę. Opowieść kończy wniosek, który wiele mówi o tym, kogo dziś pożegnaliśmy.


Reklama

– To byłoby dobre zadanie dla dziennikarza śledczego. Dać mu zadanie: znajdź coś złego o Jacku Magierze. Stawiam, że chodziłby, próbował, a po dwóch miesiącach wrócił i powiedział „nie no, mam to w dupie, to się nie uda” – podsumował dziennikarz.

Polska piłka straciła trenera o szerokich horyzontach, świetnego specjalistę i jeszcze lepszego człowieka. Wszystkim kochającym ten sport będzie go bardzo brakowało.