- Przez lata standardem była współpraca na linii importerzy samochodów-dziennikarze. Auto otrzymywało się na kilka dni w celu wykonania testu.
- Samochód był przekazywany bezpłatnie, najczęściej z pełnym bakiem paliwa, ale importer nie wtrącał się w materiał, który powstanie.
- Wraz z wejściem na rynek samochodów chińskich, sytuacja się zmienia. Niektórzy chińscy producenci przekazują auta na starych zasadach, inni żądają od dziennikarzy zdania czegoś w rodzaju egzaminu. To znaczy, że testów ich aut w mediach raczej nie zobaczycie.
Dziennikarze motoryzacyjni w Chinach nie mają łatwego życia. Ich zadaniem jest przede wszystkim bezkrytycznie wychwalać produkty, które trafiają do nich w celu testu lub opisania – czy to samochody, czy inne przedmioty okołomotoryzacyjne. W tym wschodnim mocarstwie żadne pojęcie „wolności prasy” nie jest znane, a zupełną normę stanowi sytuacja, w której ogromny producent samochodów – firma BYD – pozywa prawie 40 dziennikarzy i influencerów do sądu, żądając odszkodowań.
Zero tolerancji dla influencerów
Dyrektor departamentu PR BYD Li Yunfei powiedział wprost: nie będziemy tolerować treści, które nas zniesławiają, ani ignorować nieprawdziwych oskarżeń. Tym prostym sposobem korporacja zamyka usta dziennikarzom czy twórcom treści, którzy wypowiedzieli się negatywnie o działalności BYD. Przedłużono również program nagród za wyszukiwanie i wskazywanie twórców, dopuszczających się naruszania dobrego imienia koncernu. Najaktywniejsi „informatorzy” mogą liczyć na sowite nagrody, nawet do 2,4 mln zł.
BYD już odnosi sukcesy na tym polu. Co najmniej sześć spraw zakończyło się wyrokami nakazującymi przeprosiny i zapłatę nawiązki na rzecz BYD ze strony influencera. Autor konta „AutoBiBiBi” w chińskim serwisie WeChat ma zapłacić 100 tys. juanów (54 tys. zł) za filmy znieważające markę. To samo robią Xpeng i Great Wall Motors. W tym kontekście wydaje mi się, że uniknąłem niechybnego pozwu o zniesławienie, odpowiednio wcześniej wymiksowując się z potencjalnego umówienia samochodu prasowego.
Zaczęło się od tego, że musiałem odpowiedzieć na kilkanaście pytań
Przeważnie wystarczy podać, z jakiego jest się medium i jeśli ma ono odpowiedni poziom rozpoznawalności, a my możemy wykazać się jakimiś publikacjami w dziedzinie motoryzacji, można otrzymać samochód prasowy. Czasem tylko na jeden dzień zdjęciowy, czasem na kilka, a nawet kiedyś udało mi się dostać auto na dwa tygodnie, gdy obiecałem trzy materiały z ciekawego wyjazdu – za paliwo zapłaciłem z własnej kieszeni, ale i tak było warto.
Nie zdarzyło mi się do tej pory, żeby importer dociekał, co i kiedy napiszę lub opowiem o jego samochodzie. Raz z własnej winy nie stworzyłem materiału, ponieważ uszkodziłem pojazd prasowy w najgłupszy możliwy sposób – nie zaciągnąłem ręcznego i stoczył się z krawężnika, uderzając w przeszkodę. Miałem w związku z tym wpisaną szkodę z auto-casco na swoje nazwisko i na tym skończyły się konsekwencje. Jednak tym razem, gdybym zrobił coś nie tak, mogłoby się skończyć gorzej, na przykład pozwem.
Zapraszam na listę pytań, jakie otrzymałem od chińskiego producenta samochodów
- Jaki będzie główny temat i kontekst materiału?
- Gdzie materiał będzie publikowany (YouTube / inne kanały)?
- Czy materiał będzie miał formę testu, pierwszych wrażeń czy materiału o rynku/chińskich markach?
- Planowany termin i lokalizacja nagrania
- Czy przewidują Państwo oznaczenie współpracy / lokowania
- Jaki jest planowany tytuł materiału oraz główna teza odcinka?
- Jaki będzie główny kontekst materiału – bardziej test samochodu, pierwsze wrażenia czy materiał o rynku i nowych markach?
- Do jakich marek lub modeli planują Państwo porównywać samochód?
- Kto będzie prowadzącym materiał i odpowiadał za test?
- Czy samochód będzie głównym bohaterem materiału, czy raczej przykładem w materiale o rynku?
- Czy materiał będzie miał charakter bardziej testowy, czy publicystyczny/opiniotwórczy?
- Czy planowane są również krótsze materiały (shorty, social media, TikTok) z tego nagrania?
- Czy będziemy mogli przed publikacją zweryfikować informacje techniczne dotyczące modelu?
- Jaki jest planowany czas publikacji materiału od momentu nagrania?
Zwracam uwagę, że niektóre pytania się powtarzają
Pytanie 1., 6. i 7. są właściwie o to samo. Najbardziej rozbawiło mnie pytanie o termin, ponieważ to firma użyczająca pojazd ten termin sama wyznacza, więc jeśli ja podam np. 1 maja, a samochód dostanę od 5 maja, to już będę mijał się z prawdą.
Oczywiście odpowiedź na wszystkie powyższe pytania, nawet najdokładniejsza, nie jest żadną gwarancją otrzymania pojazdu do zdjęć. To rodzaj egzaminu, który dziennikarz zdaje przed producentem, a następnie zostaje oceniony jako godny lub niegodny zasiąść za kierownicą chińskiego pojazdu.
Nie widzę nic złego w tych pytaniach, wręcz cieszę się że je otrzymałem
Jest taka strona, która zbiera najbardziej absurdalne opisy z Tindera, typu rozbudowane listy wymagań, których dana osoba oczekuje od potencjalnego partnera lub partnerki. Musi lubić psy, ale tylko konkretnej rasy, nie może jeść tego lub tamtego i tak dalej. To wszystko bardzo pomaga w błyskawicznym odrzuceniu danej osoby i pójściu dalej w swoją stronę.
Gdybym najpierw odebrał auto, a potem już po wykonaniu materiału został zasypany szczegółowymi pytaniami i wytycznymi, nie mógłbym odmówić publikacji artykułu lub filmu, bo przecież umowa została zawarta, praca zainwestowana – a dzięki tej szczegółowej liście pytań mogłem wycofać się na tym etapie bez żadnych konsekwencji.
Nawet się zastanawiałem, czemu jeszcze nie widziałem żadnego testu aut tej marki
Teraz już wiem, nikt po prostu nie przechodzi przez ten pierwszy odsiew – albo wręcz przeciwnie, przechodzą go wszyscy zainteresowani i wszyscy z takim samym skutkiem.
Z jednej strony rozumiem producenta, który bardzo mocno pilnuje, żeby ich samochodem nie jeździł byle kto i chce mieć pełną kontrolę nad treścią materiału (choć nie wiem, po co informacja o lokalizacji nagrania).
Z drugiej – skutkuje to zerową rozpoznawalnością marki. Nie widziałem nigdzie jej reklam ani samochodów w ruchu. Możliwe, że Chińczykom niespecjalnie na niej zależy i chcą się nią posłużyć do budowania nowego pokolenia dziennikarzy, będących jednocześnie wiernymi funkcjonariuszami PR. Jeśli tak, to zapowiada się na ciekawy eksperyment społeczny, w którym wprawdzie nikt nie sprzeda żadnego samochodu, ale może wpłynąć na zmianę zasad na rynku motoryzacyjno-medialnym.

