Wyobraźcie sobie szefa, który proponuje podwładnej seks oralny jako formę „leczenia” niepożądanego odczynu poszczepiennego. Wyobraźcie sobie, że ten sam szef inną podwładną, w obecności innych pracowników, ciągnie za włosy. I wyobraźcie sobie wreszcie, że gdy widzi pracującą u niego kobietę jedzącą loda, zaczyna to obleśnie komentować i rozpływać się nad umiejętnością lizania, sprawnością języka itd. Obrzydliwe, prawda?
No to dokładnie 24 kwietnia 2025 r. opublikowaliśmy tekst o rektorze Uniwersytetu w Siedlcach. Mirosław Minkina – bo o nim mowa – to absolwent Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego, były wojskowy, pułkownik Wojskowych Służb Informacyjnych, działał w wywiadzie.
Dziś mamy rocznicę. Jest to zarazem rocznica deklaracji Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, że sprawa zostanie „błyskawicznie wyjaśniona”.
Bez prawa do sprzeciwu
Historia pułkownika Minkiny nadawałaby się na film. Były funkcjonariusz został rektorem publicznego uniwersytetu. Gdy nadchodziły kolejne wybory i rządy Minkiny nie podobały się części społeczności akademickiej, rektor, najpierw składał propozycje korupcyjne części pracowników uniwersytetu. Gdy jednak i to nie gwarantowało zwycięstwa, przy pomocy kolegów, po prostu wykluczył konkurentkę z rywalizacji. Jako jedyny kandydat – cóż za zaskoczenie! – wygrał rywalizację z powietrzem.
Część pracowników, a może należałoby raczej rzec – pracownic, czuła się zastraszona. Nigdy przecież nie było wiadomo, komu rektor zaproponuje seks, kogo pociągnie za włosy albo sprawność czyjego języka skomentuje.
Co zaskakujące, gdy zderzyliśmy pułkownika rektora ze zgromadzonymi przez nas dowodami, nie zaprzeczał. Gdy spytaliśmy, czy kobieta, której proponował seks, mimo że ta wyraźnie sobie nie życzyła, miała prawo poczuć się urażona, odpowiedział: „Nie, nie miała prawa”.
Potęga pułkownika rektora
Nasze ustalenia, chyba nie przesadzamy, wstrząsnęły polskim światem akademickim. Oto bowiem wyszło na jaw, że rektor publicznego uniwersytetu molestuje seksualnie kobiety i proponuje stanowiska na państwowej uczelni w zamian za popieranie jego działalności. Na wszystko zgromadziliśmy dowody (a sam rektor nawet nie przysłał sprostowania do naszego tekstu, o jakimkolwiek pozwie nawet nie mówiąc).
Przedstawiciele ministerstwa nauki, podlegającego w rządowej układance Nowej Lewicy, opowiadali w mediach, jaki to skandal wydarzył się w Siedlcach, jaka to patologia, jakie to błyskawiczne działania zaraz zostaną podjęte.
Dni rektora wydawały się policzone. A on tylko się uśmiechał i opowiadał znajomym, że żadna krzywda mu się nie stanie. Jedni twierdzili, że to dlatego, iż nadal w Polsce mocni są ludzie z dawnego WSI. Inni wspominali, że żona rektora startowała w wyborach z list Lewicy. Akurat z tej listy, na której obsadę wpływ miał mąż obecnej wiceminister nauki Karoliny Zioło-Pużuk. Jeszcze inni wskazywali, że siedlecki uniwersytet to czołowy pracodawca w mieście i instytucja, z którą posłowie ziemi siedleckiej chcą dobrze żyć.
Dowód na to ostatnie zresztą przyszedł szybko: politycy różnych opcji pognali do rektora, a ten umieszczał w internecie z nimi zdjęcia. A Minkina na początku czerwca 2025 r., czyli w niespełna dwa miesiące po opisaniu jego paskudnej działalności, został powołany w skład Siedleckiej Rady Biznesu przez władze Siedlec.

Warszawa, 20.04.2026. Wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego dr Karolina Zioło-Pużuk podczas gali finałowej studenckiego konkursu Fake Busters, 20 bm. na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Wydarzenie organizowane było przez Centrum Współpracy i Dialogu UW. (amb) PAP/Marcin Obara (fot. Marcin Obara)
Kto odejdzie: sprawca czy ofiary?
W kwietniu 2025 r. ofiary pułkownika rektora były zadowolone. Ludzie mówili nam, że w końcu ktoś ukróci działalność Minkiny, że nagłośnienie sprawy w mediach to był dobry pomysł. Mówili, że reakcja polityków z resortu nauki była zdecydowana, że wyczekują dnia aż Minkina zostanie zawieszony przez ministra nauki Marcina Kulaska, a potem straci stanowisko.
Mijały jednak tygodnie. Potem mijały miesiące. Dziś minął rok. Minkina dalej jest rektorem Uniwersytetu w Siedlcach. Jego ofiary – te, które jeszcze pracują na uczelni – przemykają szybko korytarzami. Rektor przecież wciąż rządzi i dzieli. Ba, część pracowników uważa, że nie trzeba było iść do mediów, nagłaśniać sprawy. Że to przecież ośmieszyło nie tylko rektora, lecz całą siedlecką uczelnię.
Ktoś teraz może powiedzieć: jeśli komuś aż tak bardzo nie podoba się na uniwersytecie i jeśli nie pasuje rektor, można przecież zmienić pracę. Ale tak powie tylko ktoś, kto nie rozumie klimatu miast takich jak Siedlce. Czyli miejscowości jak na polskie realia sporych, ale jednocześnie uzależnionych od jednego, dwóch, niekiedy trzech pracodawców.

Katowice, 22.04.2026. Minister nauki i szkolnictwa wyższego Marcin Kulasek w dyskusji "Green Planet 2" w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, 22 bm. XVIII EKG odbywa się pod hasłem „The Power of Dialogue. Siła dialogu”. (amb) PAP/Jarek Praszkiewicz (fot. Jarek Praszkiewicz)
Znaczna część pracowników naukowych, po odejściu z siedleckiej uczelni, musiałaby przyjeżdżać do pracy do Warszawy. Spędzać pół dnia w podróżach, kosztem czasu spędzanego z partnerami, z dziećmi. Ludzie zastanawiają się: dlaczego to oni mają odejść, a nie ten, kto ich tłamsi?
Polityczna kalkulacja
Kto jak kto, ale Nowa Lewica szła do wyborów z hasłem obrony praw kobiet. Kto jak kto, ale to właśnie przedstawicielki Nowej Lewicy z pasją opowiadały o szacunku do kobiet, o tym, że trzeba skończyć z mobbingiem, dyskryminacją, molestowaniem.
I co jak co, ale skończyło się na słowach. Gdy przyszło do podjęcia decyzji, czy stanąć po stronie słabych ofiar, czy po stronie silnego sprawcy, obecnie rządzący wybrali wariant zamiatania sprawy pod dywan. Pohuczeli, ponarzekali, poopowiadali w mediach, jak to zajmą się sprawą, a potem skończyło się na słowach. W ten sposób, brakiem działania, wspiera się molestującego, a nie molestowane.
Jednocześnie wciąż wierzymy w to, że nasz upór wygra. Nie wierzymy już w to, że politycy zechcą zachować się przyzwoicie; na to już za późno. Uważamy jednak, że istotna okaże się polityczna kalkulacja. Minkina okaże się dla lewicowych działaczy mniej wart niż to, że dwóch dziennikarzy regularnie opisuje tę sprawę. Bierzemy pod uwagę, że pojawi się u kogoś odrobina wstydu połączonego z obawą, że temat dotrze do ludzi i będzie trudniej o reelekcję. A przecież w wyborach do Sejmu jest inaczej niż w wyborach na rektora Uniwersytetu w Siedlcach: nie można konkurentom zakazać startu.


