
Pożar, który zniszczył ratusz we francuskim mieście Limoges podczas dnia gwałtownych protestów w całym kraju, został opanowany. – Dzika horda celowo podpaliła ten 143-letni budynek, którego dach w znacznej części zawalił się podczas sobotnich protestów – powiedział Maurice Barate, prefekt departamentu Haute-Vienne, w rozmowie z kanałem informacyjnym LCI.
- Paryska policja poinformowała w niedzielę, że zatrzymała 855 osób w związku z aktami przemocy podczas protestów w stolicy.
- Policja określiła liczbę osób zatrzymanych podczas sobotnich protestów jako „rekordową”.
- Zastępczyni burmistrza Lamia El Aaraje stwierdziła, że Paryż doświadczył „takiego poziomu przemocy, jakiego nigdy wcześniej nie widzieliśmy”.
W sobotę setki tysięcy ludzi wzięły udział w demonstracjach we Francji pod hasłami protestu przeciwko rosnącym kosztom życia. Manifestacje zostały jednak przyćmione przez ataki na budynki publiczne i akty grabieży, do których doszło m.in. w Paryżu, Marsylii, Lyonie, Lille i Tuluzie.
W trakcie zamieszek podpalono i zniszczono historyczny, XIX-wieczny ratusz w Limoges (Hôtel de Ville) zbudowano w latach 1879-1883, w okresie rozkwitu Trzeciej Republiki. Powstał na miejscu dawnych zabudowań, a jego okazała forma miała symbolizować dumę i zamożność miasta, znanego z porcelany i emalii. Struktura budynku nawiązywała do renesansu, miała bogato zdobioną fasadę, rzeźby i wieżę zegarową.
Historyczny ratusz podpalony i zniszczony. Dach runął na niższe piętra
W sobotę ratusz w Limoges został poważnie zniszczony przez pożar. Pod koniec dnia część manifestantów ruszyła pod budynek, wybiła w nim okna i podpaliła parter budynku. Według relacji France 3 sprawcy najpierw podpalili drzewa i pojazdy przed budynkiem, a potem weszli do środka.
Ucierpieć miały zwłaszcza sala ślubów i sala rady miejskiej, a ogień rozprzestrzenił się na dach. Mimo akcji strażaków zawaliła się wieża z zegarem (campanile), symbol miasta. Dach częściowo runął na niższe piętra, a dwie trzecie fasady zniknęły.
Wcześniej tego dnia protestujący zablokowali autostradę A20 i spalili kilka radiowozów. Burmistrz Guillaume Guérin powiedział, że „płonie zabytek, ale nie Republika”, i że sprawcy nie zniszczyli służby publicznej.
Zamieszki nastąpiły po tygodniach protestów studenckich i zaledwie sześć miesięcy przed wyborami, w których zostanie wybrany następca prezydenta Emmanuela Macrona.
„To cud, że liczba poszkodowanych nie jest wyższa”
– Całe ulice Paryża „zostały zdewastowane” – powiedział burmistrz miasta Emmanuel Grégoire po sobotnich protestach. Przez cały weekend grupy zamaskowanych młodych mężczyzn podpalały zaparkowane samochody i plądrowały sklepy. Premier Francji Sébastien Lecornu, który potępił „skrajne nasilenie” przemocy, poinformował, że aresztowano 1200 osób, a 150 funkcjonariuszy policji odniosło obrażenia.
„To cud, że liczba poszkodowanych nie jest wyższa” – dodał.
Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w protestach wzięło udział 550 000 osób. Związek zawodowy CGT, którego członkowie byli częścią protestów, podał, że uczestniczyło w nich 800 000 osób.
Policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych przeciwko demonstrantom, którzy rzucali przedmiotami i wystrzeliwali fajerwerki. Jak pokazują nagrania, mundurowi wielokrotnie byli celem brutalnych ataków. Samochody policyjne obrzucano m.in. kamieniami, atakowano oddziały czy bito funkcjonariuszy na ulicach.
Zamieszki o „niespotykanej dotąd skali”
Lecornu oświadczył po zakończeniu kryzysowego posiedzenia rządu, że zamieszki były wymierzone w kluczowe ośrodki władzy w kraju, m.in. Pałac Elizejski, siedzibę rządu oraz w parlament - Zgromadzenie Narodowe. Potępił „przerażający poziom przemocy”. Podkreślił, że przez cały dzień policja musiała mierzyć się z „wyjątkowo agresywnymi środowiskami skrajnej lewicy” – „bardzo dobrze zorganizowaną grupą, która w sposób metodyczny próbowała atakować mienie, ludzi, a także instytucje Republiki”.
Szef resortu sprawiedliwości Gerald Darmanin mówił o „zamieszkach o niespotykanej dotąd skali, które jeszcze trwają”. Minister oświadczył, że „ponownie wezwał wszystkich prokuratorów (...) do podjęcia zdecydowanych działań prawnych, adekwatnych do poziomu przemocy, która dotknęła nasz kraj”.
Wcześniej wieczorem prezydent Emmanuel Macron napisał w serwisie X, że we Francji „nie ma miejsca dla przemocy”. Zapewnił, że sprawcy ataków na budynki publiczne i sklepy zostaną ukarani. Zaapelował o jedność w obliczu „tych, którzy sieją chaos”.