Kiedy w Zero.pl opisywałam przypadek profesury wylewarowanej na współpracy z oszustami z Iraku, zadawałam pytanie: jak to możliwe, że nikt z otoczenia prof. Marka Jaszczura nic nie powiedział, choć przecież wszyscy musieli widzieć, co się dzieje? Kiedy Patryk Słowik i Jakub Styczyński pisali o prof. Marku Durliku i 97 proc. pacjentów z rakiem trzustki przyjmowanych poza kolejką w publicznym szpitalu, zadawali pytanie samym lekarzom – dlaczego ci nie zabierają głosu, sprzeciwiając się nieetycznym działaniom?
Zaczyna się od ciszy, kończy na tragediach
W redakcji wiemy, że patologie zaczynają się od ciszy. Od spuszczonego wzroku. Od "to nie moja sprawa". Obojętnie, czy chodzi o przyspieszanie sobie kariery, przemoc wobec dzieci, czy jazdę na autostradzie z prędkością, która może doprowadzić do wypadku, w którym zginie trzyosobowa rodzina. Dlatego właśnie stanowczego protestu ze strony innych dziennikarzy powinien doczekać się Jacek Nizinkiewicz. I dlatego właśnie piszę dla Was tych kilka słów. Pan Nizinkiewicz to dziennikarz gazety "Rzeczpospolita".
Napisał dziś skandaliczny artykuł o marszałku Szymonie Hołowni i jego rzekomych problemach zdrowotnych. Nie będę go tu linkować, jeśli ktoś ma ochotę taplać się w brudach, z pewnością znajdzie ten tekst w internecie (bo o godz. 16:13, kiedy piszę te słowa, nadal wisi na stronie). Po prostu opowiem Wam kilka słów.
A wiecie, że Hołownia?
Autor zaczyna tekst od refleksji, że choroby polityków mogą mieć znaczenie dla państwa. Tyle że jego tekst wywołuje zupełnie inny efekt. Ma zasiać wątpliwości. "A co, jeśli [tu nazwa choroby - red.] dotyka polityków, którzy podejmują kluczowe decyzje, mające wpływ często na działanie państwa lub najbliższego otoczenia?" – pisze Nizinkiewicz. A potem wykłada karty na stół: a wiecie, że Hołownia też?.
Rzekomo ujawniając rewelacje o stanie zdrowia wicemarszałka Sejmu, opiera się jednak na plotkach, podobno osób z jego otoczenia. Ciekawe, czy którekolwiek z tych źródeł widziało dokumentację medyczną? Bo o tym, że z pewnością nie widział jej pan Nizinkiewicz napisał w poniedziałek w serwisie X sam zainteresowany. Szymon Hołownia zapewnił, że dziennikarz nawet nie skontaktował się z nim, by dać mu szansę skomentować te rewelacje. Hołownia pisze też, że informacje podane przez Nizinkiewicza są fałszywe.
Cytowania w "najbardziej opiniotwórczej gazecie" na pewno się zgadzają
Mamy więc do czynienia z potwornym wykroczeniem przeciwko rzetelności dziennikarskiej. Po pierwsze: autor nie ma dowodów na poparcie swoich doniesień. Po drugie – nie dał głosu drugiej stronie. Po trzecie, na podstawie fałszywych informacji sugeruje, że stan zdrowia Hołowni może mieć wpływ na jego pracę jako polityka – ucieka się więc do manipulacji. Po czwarte, mimo że autor bardzo chciałby udowodnić, że martwi się o stan państwa polskiego, za jego tekstem o Hołowni nie stoi żaden interes społeczny. Chyba że autor "Rzeczpospolitej" tak właśnie rozumie publiczne zgnojenie wicemarszałka Sejmu.
"Rzeczpospolita" chwali się, że według Instytutu Monitorowania Mediów jest najbardziej opiniotwórczym tytułem prasowym w Polsce. A także najczęściej cytowaną gazetą. "Na ustalenia naszego dziennika inne media powoływały się łącznie aż 41,6 tys. razy" – pisze na własnej stronie internetowej gazeta. Dzisiejszy tekst pana Nizinkiewicza na pewno przyłoży się do liczby cytowań na kolejny rok. Bo – skoro ktoś w redakcji przeczytał ten artykuł i uznał, że to świetny pomysł, by go puścić – chyba nie chodziło o nic innego. Wstyd.

