Miałeś nowotwór trzustki i zapłaciłeś kilkadziesiąt tys. zł – operacja z dnia na dzień z wykorzystaniem najnowocześniejszego robota. Zapłaciłeś 1150 zł za prywatną wizytę u kierownika kliniki – sprzęt starszy, ale termin równie szybki. Tak wyglądały realia w rządowym Państwowym Instytucie Medycznym. Zero.pl dotarło do wyników kontroli NFZ.

- Niemal wszyscy pacjenci kliniki rządowego szpitala byli przyjmowani niezgodnie z obowiązującymi procedurami – ustalił Narodowy Fundusz Zdrowia, sprawdzając sytuację ponad dwóch tys. pacjentów. Nałożył 507,5 tys. zł kary finansowej na placówkę.
- Kontrola NFZ potwierdziła, że wpłaty na działającą przy szpitalu fundację wiązały się z szybszym terminem operacji i dostępem do robota chirurgicznego.
- Rzecznik praw pacjenta nakazał szpitalowi zaprzestanie nielegalnych praktyk oraz wystosowanie przeprosin.
- Sprawa dotyczy ludzi chorych na raka trzustki – jedną z najbardziej śmiertelnych chorób, gdzie liczy się każdy dzień.
Praktycznie wszyscy pacjenci jednej z klinik w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA byli przyjmowani niezgodnie z przepisami – ustalił Narodowy Fundusz Zdrowia w trakcie kontroli przeprowadzonej po tekście autorów Zero.pl (opublikowanego na łamach Wirtualnej Polski i Rynku Zdrowia).
Nieoficjalnie w NFZ usłyszeliśmy, że skala nieprawidłowości zszokowała nawet doświadczonych kontrolerów; przypadki, gdy w publicznym szpitalu niemal każdy pacjent wchodzi „bokiem” właściwie się nie zdarzają.
Sprawa dotyczyła przede wszystkim ludzi z nowotworami, głównie trzustki. W Polsce pięcioletnia przeżywalność przy raku trzustki wynosi ok. 8 proc., co czyni go jednym z najgroźniejszych nowotworów. W części przypadków od diagnozy do zgonu mija kilka-kilkanaście tygodni.
Nieprawidłowości w 97,1 proc. przypadków
W kwietniu 2025 r. ujawniliśmy nagranie rozmowy pacjenta z prof. Markiem Durlikiem. Do niedawna lekarz był kierownikiem Kliniki Chirurgii Gastroenterologicznej i Transplantologii w szpitalu MSWiA (przestał pracować 31 grudnia 2025 r., przeszedł do jednej z prywatnych sieci usług medycznych).
Profesor na nagraniu mówił jasno: wpłata ok. 20 tys. zł na fundację warunkuje przeprowadzenie operacji w lepszy dla pacjenta sposób. Jak to obrazowo ujmował sam profesor, „bez rozcięcia od Zakopanego do Sopotu”.
Po naszej publikacji kontrolerzy NFZ sprawdzili funkcjonowanie kliniki szpitala MSWiA. Przeanalizowano okres od 1 stycznia 2022 r. do 31 marca 2025 r. Co więc dla niektórych istotne – okres kontrolny przypada zarówno na nadzór nad placówką przez poprzednią władzę, jak i przez obecną.
Nieprawidłowości stwierdzono w przypadku 2178 spośród 2244 przeanalizowanych sytuacji pacjentów kliniki – czyli 97,1 proc.
Kontrola potwierdziła też, że przez lata funkcjonował system, w którym pacjenci byli zmuszani do wpłat na fundację przyszpitalną.
NFZ do części pacjentów wysłał ankietę z prośbą o odpowiedzi, by informacje wynikające z dokumentacji szpitalnej potwierdzić bezpośrednio u ludzi.
36 pacjentów przyznało funduszowi, że musieli wyłożyć pieniądze z własnej kieszeni, żeby móc liczyć na wykonanie zabiegu przy użyciu robota chirurgicznego da Vinci. Każdemu z tych 36 chorych wyznaczono w szpitalu MSWiA termin niezgodnie z kolejnością zgłoszeń. A mówiąc wprost – szybciej niż trafiliby na stół operacyjny, gdyby przyszli do szpitala w normalny sposób.
„Pacjenci, którzy nie dokonywali wpłat, nie mieli dostępu do przejrzystej, obiektywnej, opartej na kryteriach medycznych, procedury ustalającej kolejność dostępu do tych świadczeń” – stwierdził NFZ.
Sprawę zakończył wymierzeniem kary rządowej placówce. Szpital musi zapłacić 507,5 tys. zł.

Ankieta, którą NFZ wysyłał pacjentom.
Szpital przeprosi pacjentów
Marek Durlik w rozmowie z Zero.pl kwestionuje ustalenia funduszu. Mówi, że nie wymuszał wpłat, tylko o nie prosił, więc „pacjenci musieli coś źle zrozumieć”.
Dyrekcja szpitala, która w kwietniu 2025 r. wyrażała oburzenie wobec praktyk prof. Durlika i twierdziła, że nie miała z nimi nic wspólnego, teraz zakwestionowała ustalenia NFZ. Argumentacja szpitala została przez fundusz oddalona.
Dyrekcja placówki nie chciała odpowiedzieć szczegółowo na nasze pytania. Najpierw wskazywała, że decyzji NFZ jeszcze nie ma. Potem przestała odpowiadać.
Postępowanie w tej sprawie zakończył również rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec. Stwierdził naruszenie „zbiorowych interesów pacjentów”. Nakazał szpitalowi zaprzestanie nielegalnej praktyki oraz zobowiązał dyrekcję do wystosowania przeprosin w kierunku pacjentów.
– Zidentyfikowaliśmy przypadki, w których dokonanie darowizny pieniężnej na rzecz określonej fundacji warunkowało i umożliwiało uzyskanie szybszego terminu wykonania zabiegu operacyjnego z zakresu leczenia raka trzustki lub wykonanie tego zabiegu z zastosowaniem systemu robotowego w ramach umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia – mówi Bartłomiej Chmielowiec dla Zero.pl.
Mówiąc wprost: jak się zapłaciło, to się miało szybciej nowoczesną operację.
Internetowe poradniki
Jak załatwiało się operację robotem guza trzustki w szpitalu MSWiA? Na forach internetowych znaleźliśmy całe poradniki odpowiadające na to pytanie.
Ścieżki były dwie, w zależności od tego, czy ktoś po prostu chciał się dostać szybko do uznanego lekarza w renomowanym szpitalu, czy dodatkowo chciał mieć operację wykonaną robotem.
Początek był taki sam: należało pójść do prywatnego gabinetu prof. Marka Durlika, zapłacić 1150 zł (650 zł za wstępną kwalifikację i 500 zł za samą wizytę). Profesor umawiał podczas tej wizyty termin przyjęcia do szpitala.
Jeśli ktoś chciał mieć operację wykonaną przy pomocy robota, należało dokonać wpłaty na fundację przyszpitalną.
Niektórzy internauci na forach dyskusyjnych pytali: to publicznie czy prywatnie? Padały odpowiedzi: publicznie, ale narzędzia do robota da Vinci są bardzo drogie, a NFZ nie chce za nie płacić, więc trzeba dorzucić z własnej kieszeni.
Chodzi o to, że NFZ finansuje operacje na trzustce metodą klasyczną i laparoskopową. Operacja przy wykorzystaniu robota jest droższa i zgodnie z prawem różnicę pokrywa szpital. Niezgodne z prawem jednak jest oczekiwanie jakichkolwiek wpłat od pacjentów.

Wzór druku, który otrzymywali pacjenci.
Dwie ścieżki do szpitala
Dla jasności, aby dostać się do rządowej kliniki, nie trzeba było przychodzić na prywatną wizytę do prof. Durlika. Operowani byli także ci, którzy zjawili się normalnie w szpitalu.
Byli oni jednak traktowani gorzej. Po pierwsze, nie mieli gwarancji, że ich zabieg wykona kierownik kliniki prof. Durlik – doświadczony specjalista, określany przez pacjentów mianem „Boga od trzustki”, podczas gdy pacjenci z „płatnej” ścieżki byli podopiecznymi samego Durlika. Po drugie, chorzy nie mogli liczyć na specjalnie, błyskawicznie wyznaczony termin.
Umiejętności i termin przyjęcia ma znaczenie, gdy mówimy o nowotworach trzustki, przy których pięcioletnia przeżywalność wynosi kilka procent.
Profesor Durlik w rozmowie z Zero.pl kwestionuje ustalenia NFZ i rzecznika praw pacjenta. Podkreśla, że przy ustalaniu terminu operacji kluczowe były aspekty medyczne, a pacjenci w gorszym stanie byli ustawiani jako pilniejsi w kolejce do zabiegu. Innymi słowy, zdaniem Durlika kolejka przy poważnych chorobach nic nie mówi, bo trzeba patrzeć nie kto pierwszy przyszedł, tylko kto pierwszy wymaga operacji.
Rzecz w tym, że kontrolerzy NFZ nie znaleźli żadnych adnotacji, które uzasadniałyby dokonywanie przesunięć w kolejce – mimo że procedury nakładają obowiązek ich odnotowywania. Z naszych nieoficjalnych ustaleń w urzędach wynika, że narracja prezentowana przez prof. Durlika jest „próbą odwrócenia uwagi od faktów”.
Dodatkowo są przecież dowody w postaci relacji pacjentów, że odpłatność wpływała na sposób operowania. A także nagranie, z którego wprost wynika, że szybki termin przyjęcia był ustalany w prywatnym gabinecie lekarza.
„Ogromna skala nieprawidłowości”
Doktor Marcin Wroński, adiunkt w Kolegium Gospodarki Światowej Szkoły Głównej Handlowej, przyznaje, że jest zaskoczony skalą nieprawidłowości stwierdzoną przez NFZ. Jednocześnie jednak nie jest zdziwiony, że do takich patologii dochodzi w publicznym szpitalu.
– Z badań, których jestem współautorem, wynika, że pacjenci mający skierowanie z gabinetu prywatnego lekarza pracującego w publicznej placówce, w 9 na 10 przypadków przeciętnie czekają o 20 proc. krócej na zabiegi – mówi dr Marcin Wroński. I dodaje, że konkluzja jest prosta: bogatsi czekają krócej, podobnie jak leczący się medycy.
Naukowiec przyznaje, że NFZ nie kontroluje systematycznie sposobu zarządzania kolejkami przez szpitale. Interweniuje tylko wówczas, gdy pojawią się sygnały o nieprawidłowościach, a te wcale nie są częste.
– Ustalenia dokonane w PIM MSWiA są wyjątkowo oburzające, bo mamy przecież do czynienia z resortowym szpitalem, a stwierdzona skala nieprawidłowości jest ogromna. Takich nieodkrytych przypadków może być znacznie więcej – ocenia ekspert SGH.
Jego zdaniem możliwość kontroli jest tym trudniejsza, gdyż mamy do czynienia z mechanizmem wykorzystywania fundacji przyszpitalnych, podlegających nie pod NFZ, lecz pod Ministerstwo Zdrowia.
– Należy pochwalić urzędników, że w przypadku PIM MSWiA skoordynowali swoje działania i wykryli naruszenia dzięki dobrej współpracy. Do takich kontroli dochodzi jednak rzadko – konkluduje dr Marcin Wroński.
Miliony dla fundacji
Jak działa Fundacja przy Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA (dawna nazwa PIM MSWiA), która była wykorzystywana do dofinansowywania zabiegów robotowych w rządowym szpitalu?
To podmiot formalnie podlegający Ministerstwu Zdrowia, funkcjonujący od 2012 r. Mieści się przy ul. Wołoskiej 137 w Warszawie, czyli pod dokładnie tym samym adresem co szpital. We władzach fundacji są wieloletni byli i obecni pracownicy PIM MSWiA. Jednym z twórców fundacji był prof. Marek Durlik.
W 2022 r. fundacja odnotowała 2,4 mln zł przychodów, a w 2023 r. – 2 mln zł. W 2024 r. przychody wyniosły 1,2 mln zł, koszty 770 tys. zł, a zysk fundacji 436 tys. zł.
W sprawozdaniach finansowych za 2022 r. czytamy, że spośród 2,4 mln zł przychodów, 1,85 mln zł pochodziło z darowizn od osób fizycznych. Rok później, spośród 2 mln zł wpłaty od osób fizycznych stanowiły 1,6 mln zł.
W 2023 r. fundacja w ramach działalności statutowej – wsparcia PIM MSWiA – przekazała 2,4 mln zł. 1,65 mln zł wydano na narzędzia na blok operacyjny robotyki na potrzeby Kliniki Chirurgii Gastroenterologicznej i Transplantologii, czyli oddziału kierowanego przez prof. Durlika.
Kierownictwo PIM MSWiA tłumaczyło się, że fundacja przyszpitalna została ustanowiona przez osoby prywatne i stanowi odrębny, niezależny podmiot. Tym samym dyrekcja nie ma możliwości powoływać lub odwoływać członków fundacji czy nadzorować jej działalności.
Jednocześnie na terenie szpitala widzieliśmy plakaty zachęcające do wpłat na fundację. Jeden z nich widzieliśmy tuż przed wejściem do kliniki, którą kierował prof. Marek Durlik. Sam profesor w rozmowie z nami twierdzi, że o procederze finansowania zabiegów robotowych przez fundację wiedziała dyrekcja szpitala. Zapewnia, że z pieniędzy wpłacanych przez pacjentów nie wziął ani złotówki.


